Domowe masełka do twarzy i ciała na chłodniejsze dni

Nie jestem olbrzymia amatorką domowych kosmetyków i jeśli już biorę się za ich tworzenie, są to proste formuły. Jesienią i zimą mam na to większą ochotę, bo też tłuste kosmetyki na chłodne dni nie są trudne w przygotowaniu i każdy może sobie z nimi poradzić. Przedstawiam Wam zatem dwa mojej ostatnie masełka, które dobrze sprawdzają się tej zimy i u mnie, jak i u znajomych, którym je sprezentowałam.

W obu przepisach wykorzystałam jako bazę masło shea, które nadało im bardziej zbitą konsystencję, a przy tym wykazuje szereg pielęgnujących właściwości, w tym ochrona przed środowiskiem, łagodzenie podrażnień czy też duża dawka odżywienia dla skóry. O pochodzeniu masła, jego właściwościach i zastosowaniach przeczytacie więcej w poświęconym mu poście – klik. Pozostałe składniki masełek to jedynie oleje i olejki eteryczne. Przy każdym przepisie wyjaśnię, dlaczego użyłam akurat tych.

Jeśli chodzi o sklepy, w których zaopatrzyłam się w składniki, to w większości to Ecospa oraz Natur Planet. Jestem zadowolona z jakości obu i śmiało możecie korzystać z ich oferty. Wybór olei jest naprawdę duży i moje przepisy można modyfikować wedle uznania, chociaż moje wybory były świadome, co zresztą zaraz zobaczycie. Jeśli macie ochotę się pobawić we własne wybory, koniecznie zerknijcie do tabelki z właściwościami poszczególnych olei oraz moich poleceń olei do różnego typu skóry – klik.

 

Masełko regenerujące dla każdej skóry

 

na 2 słoiczki po 120ml

100g masła shea

50 ml oleju jojoba

30 ml oleju konopnego

30 ml oliwy z oliwek

20 ml oleju z czarnuszki

około 15 kropel olejku eterycznego ze słodkich pomarańczy – mój od Klaudyny Hebdy

 

Mój dobór proporcji w takich masełkach to przeważnie 35-45% składnika stałego (olej kokosowy, masło shea, kakaowe) i reszta płynnych olei. Proporcje dostosowuję do preferencji osób, które będą używały kosmetyku . To, że tworzy się tłustą formułę, nie oznacza, że zawsze będzie się ona zachowywać tak samo. Zmiana proporcji, zmiana olei oraz sama zmiana przygotowania mają wpływ na jej finalne właściwości fizyczne i dostosowanie do gustu użytkowników. Lubię nie za gęste masełka, takie które pod wpływem dotyku zaraz zamieniają się w płyn.

W tym przepisie postawiłam na lekkie oleje, których można użyć przy każdym typie cery. Konopny i z czarnuszki wykazują działanie przeciwzapalnie i antybakteryjne, natomiast jojoba budową przypomina ludzkie sebum, więc świetnie uzupełnia barierę hydrolipidową oraz pomaga regulować wydzielanie sebum. Oliwa z oliwek uzupełnia odżywcze działanie masła shea, natomiast olejek eteryczny pięknie pachnie pomarańczą, działa przeciwbakteryjnie, tonizująco i uspokajająco. Takie połączenie jest dobre zarówno do ciała, jak i do twarzy, od cer suchych po tłuste, trądzikowe. Jedna z koleżanek używa go u synka z rogowaceniem okołomieszkowym i w tym przypadku też jest zadowolona.

 

Masełko przygotowuje się w kąpieli wodnej. Rozpuszczamy masło shea w małym garnuszku, który wcześniej wyparzamy wrzątkiem – to samo robimy z łyżką, którą mieszamy. Odstawiamy z ognia i jak lekko przestygnie, po kilku minutach dolewamy oleje i olejek eteryczny. Odstawiamy pod przykryciem na jakieś 2 godziny, co jakiś czas zaglądając, by złapać moment tężenia. Wtedy używamy miksera z jedną łapką, by nieco napowietrzyć masę i stworzyć swojego rodzaju mus. W tej formie przekładamy go do przygotowanych słoiczków i zostawiamy do zastygnięcia.

 

Masełko odżywcze dla suchej i wymagającej skóry

 

na 2 słoiczki po 120ml

80g masła shea

80 ml oleju awokado

20 ml oleju z pestek malin

40 ml oliwy z oliwek

około 15 kropel olejku z cytryny lub trawy cytrynowej / jakiegoś innego

 

To masełko przygotowujemy dokładnie tak samo, jak pierwsze. Proporcje masła do olei są nieco inne, bo dobrałam bardziej odżywcze, nieco cięższe oleje. Nie chciałam, by mazidło wyszło zbyt gęste i ciężkie. Olej awokado jest niezwykle mocno regenerujący, tworzy odżywczy plaster na skórze, którego działanie wspiera oliwa. Olej z pestek malin należy do lekkich olei, jest silnie antyoksydacyjny i regenerujący. Olejek z trawy cytrynowej wybrałam ze względu na świeży, cytrusowy zapach.

 

Ostatecznie oba masełka wyszły dość lekkie. Bardzo szybko się wchłaniają i po dotknięciu prawie natychmiast zamieniają się w płyn. Pierwsze wyszło zielonkawe, o konsystencji musu, a drugi bardziej zbite, ale szybciej się rozpuszcza. Ja jestem bardziej zadowolona z tego lżejszego, które polecam właściwie do wszystkiego i wszystkim. Koleżance podoba się bardziej to z awokado, które jest lepiej dostosowane do chłodów oraz suchej cery. Każdemu jak widać może sprawdzać się coś innego 🙂

Mam nadzieję, że tymi prostymi przepisami nieco Was zachęciłam do własnych prób wykonania domowego mazidła. Smarowanie się własnoręcznie wykonanym kosmetykiem daje wielką satysfakcję!

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o