Fluid tonujący do twarzy Moon Flower – Madara

Ostatnimi czasy zaczęłam testować więcej kosmetyków do makijażu, w tym podkładów i kremów BB. Wśród oferty naturalnych producentów można znaleźć już formuły dla każdego. Tym razem przedstawiam ciekawą propozycję dla fanek tych lżejszych kosmetyków.

 

Przyznam, że już od jakiegoś czasu ciekawiły mnie kosmetyki firmy Madara – klik. Nie jest to najtańsza marka, ale z opinii słyszałam, że warta swej ceny. Nie planowałam zakupu akurat tego tonującego fluidu, ale dostałam go do przetestowania od koleżanki (blog Uli-klik) i nie miałam żadnych skonkretyzowanych oczekiwań co do jego działania. Bardzo podoba mi się jego eleganckie, białe opakowanie. Jest smukłe i poręczne, a higieniczna pompka, dozująca niewielkie porcje produktu, to moje ulubione rozwiązanie.

 

Fluid tonujący Moon Flower Madara nadaje skórze piękny koloryt, a także nawilża zarówno twarz jak i szyję. Wydobywa i podkreśla naturalny odcień skóry. Rozświetla, opalizuje, twarz wygląda świeżo i promiennie. Ukrywa niedoskonałości i zmarszczki mimiczne. Chroni przed promieniami UV. Lżejsza alternatywa dla tradycyjnego podkładu – nie tworzy na skórze dodatkowej powłoki, nie brudzi ubrań, nie zatyka porów. Jak płatki stokrotki lśniące w świetle księżyca.

 

Fluid pachnie bardzo ziołowo, nie jakoś specjalnie intensywnie, nie drażniąco. Trudno mi zidentyfikować co to za zioła, to jakaś mieszanka zapachów. Jak widać na zdjęciu, na pierwszy rzut oka kolor wydaje się bardzo ciemny. Jednak nałożony na skórę bardzo ładnie się do niej dostosowuje i nadaje jej lekko opalony odcień. Moja cera jest dość blada, w oliwkowym odcieniu, a mimo to kolor wygląda ładnie i nie za ciemno. Formuła jest bardzo lekka, lejąca, przez co łatwo rozprowadza się na skórze i potrzebujemy niewiele produktu. Warstwa makijażu jest cieniutka, szybko się wchłania i nie robi efektu maski. Krycie natomiast jest delikatne, to jedynie wyrównanie kolorytu, nadanie opalenizny i – jak obiecuje producent – świeżości. Nie przykryjemy na pewno jakichś większych przebarwień lub niedoskonałości – tu potrzebny będzie korektor. Fluid normalnie utrzymuje się cały dzień – myślę, że to duża zasługa od jakiegoś czasu stosowanego oleju jojoba, który reguluje moją strefę T, więc cera się nie błyszczy i nic się nie roluje. Poza tym warstwa jest cienka i ściera się mało inwazyjnie. 

 

 

Fluid tonujący Moon Flower jest produktem organicznym, wegańskim, nie testowanym na zwierzętach i certyfikowanym przez Ecocert. Jak sugeruje certyfikat, skład jest jak najbardziej naturalny:

 

Aqua, Alcohol, Glycerin, Rosa Damascena, Simmondsia Chinensis, Helianthus Annuus (Oil), Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Rosa Canina, Calendula Officinalis, Chamomilla Recutita, Plantago Major, Algae, Stearic Acid, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Xantan Gum, Aroma, Mica (CI 77019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides, Sodium phytate, Palmitic Acid

 

Madara zawarła w nim dużo dobroczynnych substancji, chociaż przy części nazw w INCI brakuje słów oil lub extract, co może prowadzić do małego zamieszania. Wśród olei i wyciągów roślinnych mamy:

  • nagietek lekarski (Calendula Officinalis) i rumianek pospolity (Chamomilla Recutita) działające przeciwzapalnie oraz łagodząco,
  • różę (Rosa damascena) oprócz powyższych właściwości wzmacniającą naczynka,
  • babkę zwyczajną (Plantago Major) redukującą obrzęki i zwężającą pory,
  • algi (Algae) nawilżające i odżywiające naskórek oraz poprawiające jego koloryt,
  • olej jojoba (Simmondsia Chinensis) regulujący wydzielanie sebum i wzmacniający barierę naskórkową

oraz

  • olej ze słonecznika zwyczajnego (Helianthus Annuus) wygładzający i odżywiający skórę.

 

Nieco problematyczny dla niektórych może być użyty tu konserwant – alkohol. Znajduje się juz na drugim miejscu, więc jest go sporo. To zapewne dzięki niemu formuła fluidu jest tak lekka. Alkohol ułatwia przenikanie substancji do naskórka poprzez barierę hydrolipidową, którą uszkadza – ze względu na usunięty płaszcz ochronny dobre substancje mogą działać, ale skóra nie jest chroniona. Więcej o rodzajach alkoholu i ich właściwościach tutaj – klik.

Ponadto mamy wysoko w składzie nawilżająca glicerynę (Glycerin), emolienty (Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid) tworzące ochronny film, emulgator (Cetearyl Glucoside), substancję chelatującą (Sodium phytate), zagęszczająca i stabilizująca (Xantan Gum), rozświetlający pigment (Mica (CI 77019)) oraz czerwonobrązowy pigment (Iron Oxides), naturalny filtr przeciwsłoneczny (Titanium Dioxide (CI 77891), odżywczą witaminę E (Tocopherol), antyoksydacyjną witaminę C (Ascorbyl Palmitate) i substancję zapachową (Aroma).

 

Fluid tonujący Madary jest ciekawym kosmetykiem kolorowym. Zawiera sporo pielęgnujących substancji, chociaż alkohol jest nieco problematyczny. Odpowie na potrzeby osób lubiących lekkie formuły oraz delikatne krycie i jak największą naturalność.  50ml kosmetyku kosztuje około 120 złotych, ale na opakowaniu nie ma PAO, więc nie jestem w stanie określić czasu przydatności – tu już trzeba sprawdzić datę ważności. Ja się z nim polubiłam, ale czy kupię nowe opakowanie – raczej nie. Rzadko się maluję, więc po prostu szkoda mi takiej kwoty. Wolę ją wydać na pielęgnację 🙂

Lista sklepów, gdzie znajdziecie fluid tutaj – klik.

Znacie kosmetyki Madary? Może polecicie, co powinnam wypróbować jako kolejne?

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o