Hity lata 2018: uroda, moda, rozrywka

Za nami ciepłe lato, które dało nam szansę wyciągnąć z szafy lekkie sukienki i sandałki na dłuższą chwilę. Było ono dla mnie dość intensywne, ale mimo wszystko znalazłam czas na trochę rozrywki oraz testów kosmetycznych. Przedstawiam zatem przegląd ostatnich ulubieńców w przekroju kilku kategorii.

 

Pielęgnacja

Ostatnio z wielką chęcią korzystałam z wszelkiego rodzaju hydrolatów, mgiełek czy toników. Nieco niechętnie podchodzę do toników zawierających substancje myjące w składzie i powodujących pienienie kosmetyku przy nakładaniu na skórę, więc częściej wybieram hydrolaty. W trakcie wakacyjnych miesięcy korzystałam głównie z lipowego pochodzącego z manufaktury Żywia. Ten delikatnie pachnie lipą, świetnie odświeża, łagodzi wszelkie podrażnienia i zmiany, koi cerę i zmysły. Używany po porannym oczyszczaniu gąbeczką konjac stanowi dobrą bazę do dalszej, dziennej pielęgnacji, a także nadaje się jako wodny składnik do maseczek glinkowych lub nasączania płacht. Jestem pewna, że chociaż wielu hydrolatów jeszcze nie miałam okazji próbować, to i tak do tego ponownie wrócę. Jego pełniejszą recenzję wraz z informacjami o polskiej manufakturze Żywia znajdziecie na blogu – klik.

 

Nie mogłam się zdecydować na jeden kosmetyk pielęgnacyjny, więc chciałabym wspomnieć o kolejnym 🙂 Serum Antiox z Biochemii urody używam już ponad 3 miesiące pod krem z filtrem i na efekty przyszło mi poczekać około miesiąca, ale było warto! Antiox zawiera 4 % witaminy C w formie olejowej (Ascorbyl Tetraisopalmitate lub inaczej Tetrahexyldecyl Ascorbate), która pięknie rozświetla cerę, nadaje jej życia, odżywia. Idealnie współgra z filtrami antyUV, bo wzmacnia ochronę przeciwsłoneczną przez swoje właściwości antyoksydacyjne, które zawdzięcza witaminie C oraz użytym ekstraktom. Postaram się wkrótce szerzej opisać to serum, bo każda cera może na nim skorzystać. Kolejnego lata, a może nawet i wcześniej, również zamierzam z niego korzystać jako elementu ochronnego.

 

Kolorówka

Tym razem trafiło się i coś z kolorówki, a tej używam raczej sporadycznie. Podkład mineralny gości u mnie kilka razy w miesiącu, ale ostatnio spodobały mi się pomadki w delikatnych kolorach, dobrych na co dzień. Wraz z błyszczykiem noszę jedną w torebce i o dziwo! używam regularnie 🙂 Jest to pomadka z pudełka naturalnych kosmetyków kolorowych z Naturissimo, zdobytego z początkiem czerwca – Inika Organic Lip Tint w odcieniu Candy opisywanym jako “Shimmering pale nude pink” (klik). To blady, cukierkowy róż, który rozjaśnia usta, ale przy tym je pielęgnuje dzięki naturalnemu składowi bogatemu w oleje oraz daje efekt schłodzenia (ekstrakt z mięty), co jest bardzo przyjemne w ciepłe dni.

 

Książka

Lubię przedmioty, które cieszą oko, także jeśli chodzi o książki. Rytuał gejszy Victorii Tsai jest pięknie wydanym poradnikiem, ilustrowanym rysunkami gejsz, kwiatów czy japońskim pismem, opisującym sekrety pielęgnacji płci pięknej w Japonii. Autorka porusza również temat zdrowego odżywiania, masażu, czy podejścia do starzenia się, co daje nam pewien przekrój tematu i wgląd w postrzeganie urody w tym azjatyckim kraju. Pełna recenzja Rytuału gejszy znajduje się w oddzielnym wpisie – klik.

 

 

Aplikacja

Mam spory problem ze śledzeniem wiadomości, czy to z Polski, ze świata czy np. z konkretnych dziedzin jak nauka czy kultura. Często zaglądam na wykop.pl, aby mieć wgląd w nowiny, ale ciągle brakowało mi jakiejś aplikacji, w które znajdę artykuły powiązane jedynie z moimi zainteresowaniami. Taką możliwość dała mi Curiosity, gdzie po wyborze z listy dostępnych tematów (od technologii, po kosmetyki, czy nawet sushi), codziennie pojawiają się propozycje trzech nowych artykułów, które mogą mnie zainteresować. Rzeczywiście za każdym razem, kiedy włączam Curiosity, chociaż jeden zaciekawia mnie na tyle, że czytam całą treść. Myślę, że ta aplikacja to fajna opcja szczególnie na dojazdy komunikacją. Przy okazji możemy poczytać coś ciekawego i czegoś się nauczyć.

 

Film

Moim filmowym wyborem jest tym razem jest animacją, która została nominowana do Oscara w kategorii najlepszego długometrażowego filmu animowanego. Żywiciel (eng. Breadwinner) opowiada o jedenastoletniej dziewczynce, która przebiera się za chłopca, by móc zapewnić rodzinie utrzymanie, gdy jej ojciec trafia do więzienia. Rzecz dzieje się w 2001 roku w Afganistanie, gdy ten jest pod kontrolą Talibów. To przejmujący i smutny obraz tego społeczeństwa, gdzie podstawą jest bieda, przemoc i fundamentalizm religijny. Oglądamy walkę o przetrwanie przepełnioną nadzieją, a zarazem drogę szybkiego dorastania małej bohaterki rzuconej w tak niesprzyjające środowisko. Film daje do myślenia, ale mimo tematu ogląda się przyjemnie ze względu na przepiękne animacje. Zresztą same zobaczcie na fotosach 🙂 

 

Serial

Z wyborem serialu było mi dużo trudniej – najpierw nie mogłam przypomnieć sobie żadnego godnego uwagi, a potem przyszły mi do głowy dwa. Zatem polecę Wam dwie produkcje, obie europejskie i obie dostępne na Netflixie.

Pierwszy z nich to belgijski, dziewięcioodcinkowy miniserial Tabula rasa śledzący historię kobiety cierpiącej na amnezję po wypadku i próbującej przypomnieć sobie jaki jest jej związek z zaginięciem w okolicy. Klimat, jaki w nim panuje, pełen napięcia, watpliwości oraz momentami horroru, a także zwroty akcji sprawiły, że całość obejrzałam praktycznie za jednym razem. Niestety ostatnie pół godziny psuje efekt i wolałabym, aby to pospieszne zakończenie było bardziej przemyślane, jednak dalej polecam Tabula rasa jako klimatyczny dramat psychologiczny na wolne wieczory.

Drugi serial to niemiecka produkcja pod tytułem Babylon Berlin, rozgrywająca się w latach dwudziestych. To ponownie kryminał, ale tym razem bardziej skupiający się na warstwie kulturowej i społecznej, przedstawiający różne aspekty epoki, zarazem odkrywając kulisy morderstwa i kradzieży złota. Babylon Berlin jest wciagający fabularnie i świetnie zrealizowany! Scenografia, kostiumy, choreografia, muzyka – wszystko to przenosi nas do tamtej epoki. Główny utwór na długo został mi w pamięci i co jakiś czas do niego wracam. Jeśli lubicie seriale kostiumowe, to musicie sięgnąć po ten 🙂

 

Styl

Mój styl jest dość prosty. Stawiam głównie na jednokolorowe ubrania, niewiele wzorów i wygodę połączoną z odrobiną elegancji. Taką prostą całość lubię urozmaicić ciekawymi dodatkami. Przeważnie jest to naszyjnik ze sporym wisiorem przykuwającym uwagę, ale ostatnio coraz częściej tę funkcję pełnią kolczyki z frędzlami. Zaopatrzyłam się już w kilka par w różnych kolorach, wykonanych w większości z włóczki, ale jedna także imituje zamsz. Pomimo dużych rozmiarów są bardzo lekkie i prawie nie czuć ich na uchu. Idealnie wpasowują się w moje stroje, gdzie góra w 95% jest jednokolorowa. Ożywiają całość, nadają jej nieco hipisowski wydźwięk oraz mnie poczucie urozmaicenia. A Wy już próbowałyście takich kolczyków? Myślę, że nawet kiedy moda na nie przeminie, ja się z nimi nie rozstanę 🙂

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o