W poszukiwaniu nawilżacza – hydrokuracja z kurkumą Orientana a nawilżająco-wygładzające serum Fresh&Natural

Zatrzymanie wody w skórze i utrzymanie nawilżenia jest istotne niezależnie od rodzaju cery czy problemów, jakie są do niej dodatkiem. Odpowiednio nawilżona skóra ma lepsze szanse prawidłowo funkcjonować, a ponadto starzeje się wolniej, bo jest odporniejsza na czynniki zewnętrzne. Ja zawsze mam wśród kosmetyków produkt dbający o ten istotny element pielęgnacji, czy to kwas hialuronowy, aloes, czy gotowe serum.

Kiedy jest to gotowy kosmetyk, ważne są dla mnie także jego dodatkowe właściwości i podczas wyboru zawsze kieruję się aktualnymi potrzebami mojej cery. Każdy z poniższych produktów ma naturalny i ciekawy skład, ukierunkowany na specyficzne działanie. To normalne, że jeden produkt nie może być odpowiedzią na wszystkie nasze istniejące bolączki, ale powinien robić coś więcej, niż tylko nawilżać. Tutaj wystarczyłby kwas hialuronowy, który po prostu wychodzi taniej. Co zatem robią kosmetyki z Orientany i Fresh&Natural? Już mówię 🙂

 

Hydrokuracja z kurkumą – Orientana

 

Hydrokuracje marki Orientana ciekawiły mnie od pierwszej chwili, gdy pojawiły się w sprzedaży. Bardzo lubię żelowe formuły, więc już sama nazwa do mnie przemawiała, a kiedy zobaczyłam skład – koniecznie chciałam mieć własną tubkę. Upatrzyłam sobie wersję z szafranem, ale koleżanka, która kupowała kosmetyki i odbierała je w stacjonarnie w siedzibie firmy się pomyliła i wzięła dla mnie wersję z kurkumą. Niestety nie była to pomyłka z pozytywnym zakończeniem i żałuję, że nie udało mi się przetestować wersji, na którą miałam ochotę.

Hydrokuracja oparta na hydrolacie z kwiatów róży, ma konsystencję gęstego żelu, wzmocniona aktywnymi składnikami roślinnymi. Może być stosowana na całą twarz lub punktowo na wybrane miejsca. Kurkuma ma udowodnione działanie przeciwzapalne i antybakteryjne. Działa łagodząco na wszelkie stany zapalne skóry oraz drobne urazy czy rany a jednocześnie działa przeciwstarzeniowo. Likwiduje również przebarwienia i rozjaśnia cerę. Hydrokuracja mocno nawilża i matuje.

 


Opis wygląda zachęcająco. Hydrolat różany jest jednym z moich ulubionych, kurkuma podobnie ma świetne właściwości – szczególnie wspomniane działanie przeciwzapalne, antybakteryjne, a także gojące i poprawiające koloryt cery – więcej o nich oraz mój przepis na maseczkę z kurkumą znajdziecie w oddzielnym wpisie (klik). Ekstrakty z lukrecji powinny łagodzić podrażnienia, zaczerwieniania i obrzęki, a te z marzanny i brahmi działać tonizująco i normalizująco, szczególnie na cery problematyczne, a także pomagać je matowić.

Aqua, Rosa Damascena Flower Water (hydrolat różany), Glycerin, Aloe Barbadensis Extract (ekstrakt z aloesu), Curcuma Longa Rhizome Extract (ekstrakt z kurkumy), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z lukrecji), Rubia Cordifolia Root Extract (ekstrakt z marzanny), Cucumis Sativus Extract (ekstrakt z ogórka), Bacopa Monnera Extract (brahmi), Xanthan Gum (zagęstnik), Sodium Hydroxide (regulator pH), Benzyl Alcohol (konserwant), Decyl Glucoside (delikatna detergent), Carbomer (regulator lepkości), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant)

Co tu poszło nie tak? Co prawda hydrokuracja jest takiej konsystencji jak się się spodziewałam, żelowej, sporo gęstszej niż żel aloesowy. Kurkuma nadała żelowi lekki zapach i żółtawy odcień. Rozprowadzenie go na skórze wymaga odrobinę więcej wysiłku niż zwyczajny hialuron, ten daje wrażenie tępoty i oporu pod dłonią. Nie barwi cery, ale pozostawia delikatną warstwę ‘glutka’. To formuła pozbawiona emolientów, która głównie powinna nawilżać. W pewnym stopniu tak rzeczywiście jest, ale znacznie lepsze wyniki otrzymuję przy użyciu kwasu hialuronowego pod krem, a skóra się nie lepi. Umiarkowana doza nawilżenia to wszystko, co udało mi się uzyskać z tym kosmetykiem – nie zauważyłam żadnego z obiecywanych działań, jakie produkt miał wykazywać. Wypryski nie powstawały rzadziej, ani nie goiły się szybciej, koloryt skóry również nie zyskał poprawy. Może to być winą zastosowania bardzo niskich stężeń ekstraktów, które przez to nie mają szansy aktywnie działać.

Jeśli powiem, że hydrokuracja jest totalnie nijaka i właściwie nie robi nic dobrego dla mojej skóry to nie skłamię. Żel co prawda jest w przyzwoitej cenie, bo kosztuje około 22 złote za 30g (porównywarka cen – klik), ale powinien spełniać choć część oczekiwań. Dla mnie to pieniądze wyrzucone w błoto. Aplikacja, stopień wchłaniania i działania są mierne i sprawiają, że to zakup w mojej opinii niewart uwagi. Być może wersja z szafranem jest lepsza, ale zastanawiam się, czy warto w ogóle zaprzątać sobie głowę czymś, co może okazać się podobnym niewypałem. Tę kwestię muszę jeszcze przemyśleć, ale na chciejliście mam sporo innych produktów, które planuję sprawdzić. Jeśli któraś z Was miała okazję używać hydrokuracji z szafranem, koniecznie dajcie mi znać, co sądzicie!

 

Nawilżająco-wygładzające serum do twarzy, szyi i dekoltu – Fresh&Natural

 

Drugi produkt pochodzi z Naturalnie z pudełka z ostatniej edycji z 2017 roku. Serum musiało poczekać w kolejce kilka miesięcy, aż je otworzę. Kiedy to już nastąpiło, nie chciało się skończyć 🙂 Buteleczka o pojemności 30 mililitrów wystarczyła mi na długi czas: kiedy używałam go 2x w tygodniu,  3 miesiące zajęło mi dojście do połowy, a gdy zaczął zbliżać się termin ważności, podczas ostatniego miesiąca i dodawania serum do kremu na dzień, wykorzystałam jego resztę. Sama buteleczka jest z przezroczystego szkła, a do nabierania produktu służy pipeta działająca bez zarzutu.

Nawilżające serum do każdego typu skóry jest bogate w kwas hialuronowy o trzech wielkościach cząsteczek. Dzięki temu zostały zoptymalizowane nawilżające właściwości kosmetyku. Wyjątkowa receptura utrzymuje przez długie godziny wysoki poziom wilgotności cery i zwiększa możliwość przenikania składników aktywnych. Serum wzmacnia zdolności ochronne skóry, regeneruje cerę, widocznie wygładza, nawilża i ujędrnia.

Tutaj obietnice producenta są nieco mniej rozbuhane, niż przy poprzednim kosmetyku i rzeczywiście się spełniają, a nawet więcej! Na drugim miejscu w składzie znajduje się kwas hialuronowy, który wraz z gliceryną rzeczywiście dba o nawilżenie skóry. Działanie to wspiera ekstrakt z drożdży (Yeast Extract) jednocześnie wspomagający normalizowanie wydzielania sebum. Podobnie właściwości ma także niacynamid, który można nazwać składnikiem od wszystkiego: nawilża, stymuluje syntezę kolagenu, działa na cery tłuste, trądzikowe, poszarzałe, podrażnione, z przebarwieniami. Istny surowiec-orkiestra i bynajmniej ta lista nie jest przesadzona. Dosłownie każda cera może skorzystać na jego zawartości w kosmetyku i jest on jednym z moich ulubionych składników kosmetycznych.

 

Aqua, Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu), Centaurea Cyanus (Cornflower) Flower Water (hydrolat z chabra), Lippia Citriodora Water (hydrolat z werbeny), Yeast Extract (ekstrakt z drożdży), Glycerin, Pyrus Malus Fruit Extract (ekstrakt z jabłka), Niacinamide, Gluconolactone (kwas PHA), Sodium Benzoate (konserwant), Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil (olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy) , Limonene*, Linalool*, Citral*, Citronellol* (substancje zapachowe)

To jednak jeszcze nie koniec. Kolejny ekstrakt pochodzi z jabłka, które w połączeniu z glukonolaktonem (kwas PHA) wspiera ogólne właściwości nawilżające serum, a ponadto działa silnie antyoksydacyjnie oraz może bardzo delikatnie rozluźniać wiązania pomiędzy komórkami w naskórku, czyli wspierać złuszczanie. Nie wiemy, jakie jest ich stężenie, ale zakładam, że bardzo małe. Prawdopodobnie z tego względu efekty złuszczające będą raczej niezauważalne. Warto jeszcze wspomnieć o hydrolatach z werbeny (Lippia Citriodora Water) i chabra (Centaurea Cyanus Flower Water), które działają odświeżająco, łagodząco oraz przeciwzapalnie. Przyjemny bonus stanowi też dodatek olejku eterycznego z pomarańczy (Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil) wzmacniającego naczynia krwionośne, a przy tym antybakteryjnego.

Serum jest wodniste, z lekko wyczuwalną między palcami warstewką żelu. Bardzo łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się w nią wchłania, ale potrzebuje domknięcia emolientami w postaci kremu lub oleju. Płyn pachnie lekko kwaskowo, odrobinę owocowo, ale trudno mi wyśledzić, które to owoce. Najprawdopodobniej jabłko i pomarańcza, które widnieją w składzie produktu. Moja skóra po jego używaniu jest przyjemnie nawilżona, a po dłuższym czasie także lekko rozjaśniona. Koloryt całej twarzy się nieco poprawił, a punktowe przebarwienia po wypryskach goiły się szybciej nie pozostawiając czerwonych plamek. To świetny kosmetyk, który może nawilżyć każdy rodzaj cery, przy okazji dając jej inne właściwości cenne dla jej problemów. Serum można znaleźć za około 40zł (porównywarka cen – klik) , co przy jego wydajności i pięknym składzie jest jak najbardziej akceptowalną ceną.

Jak widzicie nie wszystkie dobre składy i piękne obietnice producentów przekładają się na rzeczywiste efekty na skórze. Pomimo sporych nadziei hydrokuracja z kurkumą Orientany zupełnie się u mnie nie sprawdziła i jestem stuprocentowo pewna, że już do niej nie wrócę. Być może dam szansę wersji z szafranem, ale tu jeszcze nie zdecydowałam. Drugi nawilżacz jest o wiele lepszym kosmetykiem, który bez wahania polecę Wam niezależnie od typu Waszej cery. Jeśli szukacie nawilżacza, który ponadto pomoże i w innych przypadłościach Waszej skóry, to koniecznie spróbujcie tego serum z Fresh&Natural 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o