Kosmetyczni ulubieńcy roku 2018

Planowałam nie pisać tego podsumowanie, ale do zmiany zdania zainspirował mnie post na Facebook pytający o hity zeszłego roku w rożnych kategoriach cenowych. Ja jednak postanowiłam podzielić to inaczej: na części ciała i funkcje kosmetyków.

Marki

 

W 2018 odkryłam kilka nowych dla mnie marek, z których część zaskoczyła mnie swoją jakością i świetnymi produktami. Na wielkie wyróżnienie zasługują Lush Botanicals o pięknych, bogatych składach zamkniętych w eleganckich, szklanych buteleczkach oraz manufaktura Żywia również oferująca świeże kosmetyki w niewygórowanych cenach, a jednak świetnie pielęgnujących skórę.

Makijaż

W tej kategorii jest niewiele, bo maluję się rzadko i testuję zaledwie kilka produktów rocznie. Pierwszy produkt to właściwie akcesorium – pędzel kabuki od Nunu Beauty, wegański, wykonany z bambusa i recyklingowanego aluminium. Jest niezwykle wielofunkcyjny i w podróży może być jedynym pędzlem, bo wystarczy za wszystkie inne do twarzy. Więcej o nim przeczytacie tutaj (klik), bo uznałam go za na tyle ciekawy, że poświęciłam mu cały oddzielny wpis. U mnie pędzel służy głównie do aplikacji podkładu kryjącego od Annabelle Minerals. To był mój pierwszy podkład mineralny i od razu strzał w dziesiątkę! Przy nałożeniu jednej warstwy otrzymuję bardzo delikatny, naturalny efekt, a w razie potrzeby dokładam kosmetyku dla większego krycia niedoskonałości. Podkład nie sprawia mi żadnych problemów, a pierwszy wybrany odcień Golden Fair również świetnie dopasował się do mojej cery.

Wśród tuszy niestety nie znalazłam nic na tyle dobrego, by mogło trafić na tę listę, za to poznałam dwa ciekawe produkty do ust dające na nich delikatny, nieprzesadzony efekt. Błyszczyk Benecos w odcieniu Natural Glam (pastelowy, beżowy róż) podkreśla kolor moich ust i dobrze je pielęgnuje (recenzja). Pomadka marki Inika w odcieniu Candy ma podobnie pielęgnujący skład, ale daje nieco inny efekt – lekko rozjasnia usta, opalizuje, a przy tym dzięki zawartości ekstraktu z mięty chłodzi, co jest świetnym dodatkiem latem. Pomadka trafiła do moich ulubieńców ostatniego lata.

 

Ciało

Do mycia ciała najbardziej lubię kremowe, emolientowe formuły, które na tyle pielęgnują skórę, że po ich użyciu nie potrzebuję już na co dzień stosować balsamu. Ostatnim odkryciem w tej kategorii jest tajski olejek pod prysznic z Eco lab, który idealnie sprawdza się w tej roli, a do tego nieziemsko pachnie. Raz w tygodniu zamiast żelu lub olejku wykorzystuję peelingi. Moją ulubioną odmianą są cukrowe, o idealnej dla mnie wielkości ziarenek i sile ściernej. Do tej pory najlepszym, a zarazem bardzo tanim wyborem, był peeling z Organic Shop o zapachu soczystego mango. Pachnie bosko i peelinguje dokładnie tak, jak chcę. Ostatni, chyba mój największy zachwyt w tym dziale, to eliksir rozświetlający Mokosh. Wpisuje się w zimowe wieczory zarówno swym otulającym, pomarańczowo-cynamonowym aromatem, jak i oleistą, ale szybko wchłaniającą formułą. Koniecznie zerknijcie do jego pełnej recenzji, bo warto się nim zainteresować.

 

Twarz

 

Do pielęgnacji twarzy używam najwięcej kosmetyków i chociaż nie liczyłam, prawdopodobnie mam ich więcej niż wszystkich innych łącznie. Z tego względu lista ciekawych produktów będzie również dłuższa od pozostałych i przejdziemy sobie przez nie zgodnie z ich funkcją w pielęgnacji.

Pierwszym krokiem jest dwuetapowe oczyszczanie. Do pierwszej części najbardziej lubię oleje z emulgatorem, a świetnym przykładem takiego produktu są olejki myjące z Biochemii urody. Do tej pory używałam wersji różanej i z zieloną herbatą. Część olejków bazuje na oleju słonecznikowym wzbogaconym o jakiś ekstrakt, ale ja raczej wybieram te, które są maceratami olejowymi z dodatkiem innych elementów. Wielką zaletą jest niska cenach (klik)  tych produktów oraz zawartość emulgatora ułatwiającego ich zmycie ze skóry samą wodą. W drugim etapie moim faworytem są pianki, które uwielbiam za delikatność, przyjemną konsystencję i uczucie aksamitności na skórze. Jedną z ciekawszych propozycji ostatnio była pianka antiage z Ecolab, którą szerzej opisywałam w poście o oczyszczaniu i tonizacji z Ecolab (recenzja – klik). Tymczasem do porannego oczyszczania przeważnie sięgam po gąbeczki konjac lub białą glinkę. Od glinki było już blisko do pudru myjącego z Make me Bio, gdzie stanowi ona jeden z głównych składników obok mączki owsianej. Uwielbiam ją za niezwykłą łagodność dla mojej cery i łagodzący efekt, kiedy skóra kaprysi lub jest podrażniona. W roli maseczki też dobrze się sprawdza, a efekt jest tylko spotęgowany.

Od razu po oczyszczaniu przechodzę do tonizacji. Ostatnimi czasy powoli odchodzę od toników na rzecz hydrolatów. Jedynym, który w 2018 przypadł mi do gustu, był tonik hibiskusowy z Sylveco. Jego niecodzienna konsystencja może sprawiać tyle samo przyjemności, co problemów, zależnie od preferencji użytkownika. Dla mnie ta większa gęstość, przypominająca rozwodniony aloes, jest zaletą. Dobrze nakłada się go dłońmi, łatwo go wzbogacić i uzyskać dawkę nawilżenia dla skóry. Jeśli chodzi o hydrolaty (dobór hydrolatu do cery ) , w najwięcej zaopatrzyłam  się z Biochemii urody – geranium okazał się idealny dla cery tłustej z problemem naczynek, jaśminowy cudownie pachnie i nadaje się jako podkład pod olej/balsam do ciała i włosów, oraz do spryskiwania maseczek. Zagościła też u mnie lawenda z Majru dobra praktycznie dla każdej cery dzięki właściwościom antyspetycznym, łagodzącym, antyoksydacyjnym i tonizującym, a także lipowy z Żywia (recenzja) , który łagodzi podrażnienia i koi skórę, kiedy ta tego potrzebuje.

Kilka razy w tygodniu wzbogacam pielęgnację serum, zależnie od potrzeb. Jeśli pojawiają się niedoskonałości, te smaruję serum regulującym z Duetus zawierającym kwas salicylowy, siarkę i olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Wypryski kilkukrotnie potraktowane serum potrafią w ciągu doby zniknąć! Dużo częściej używam serum odżywczych, zawierających substancje nakierowane na poprawę cery. Serum Antiox, kolejny hit z Biochemii urody, stosowałam rano pod krem z filtrem dla spotęgowania efektu antyoksydacyjnego, a przy okazji uzyskałam ujednolicenie kolorytu cery i jej rozświetlenie dzięki zawartości witaminy C w formie olejowej, która nie drażni mojej wrażliwej skóry, w przeciwieństwie do wyższych stężeń kwasu askorbinowego. Serum nawilżająco-wygładzające z Fresh&Natural zawiera mój kolejny ulubiony składnik – niacynamid będący wielofunkcyjnym, bo działającym praktycznie na każdy problem skóry. U mnie świetnie niwelował przebarwienia i rozjaśniał całą cerę, przy okazji dając jej sporą dawkę nawilżenia wynikającą z zawartości kwasu hialuronowego.

No i oczywiście na koniec kremy. O ile serum stosuję raczej tylko na noc, z wyjątkiem tych, które specjalnie wybieram pod filtry UV, krem to opcja i na dzień, i na noc. Na dzień wybieram jak najlżejsze, często delikatnie matujące i utrzymujące świecenie w ryzach – tutaj dobrze sprawdził się krem matujący z irysem SPF 15 z Ecolab. Następnie jego miejsce zastąpiło serum, a dla mnie właściwie bogaty krem antyoksydacyjny Lush Botanicals Cream in the city (pełna recenzja – klik) cudownie odżywiający cerę i dający mi niecodzienny efekt rozświetlenia. Gdyby był tylko tańszy, to regularnie bym do niego wracała. Wśród bardziej budżetowych opcji znajdziemy jeszcze przeciwzmarszczkowy krem dla cery tłustej Vianek przeznaczony na dzień. Ja stosowałam go także na noc i o każdej porze miał coś dobrego do zaoferowania mojej skórze. Regulował wydzielanie sebum, odżywiał, a także uzupełniał i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry, co szczególnie ważne przy trudniej pogodzie ostatnich miesięcy. Równie dobrym wyborem podobnym co do ceny i pojemności jest krem witaminowy Żywia (recenzja) przez całą noc łagodzący podrażnienia, regenerujący i nawilżający cerę tak, że o poranku była pełna blasku. Dużo lżejszą opcją, idealną dla cer mieszanych i tłustych stanowił również krem Detox marki Baikal Herbals wchłaniający się dosłownie w kilka sekund, a przy tym oferujący dawkę nawilżenia oraz unormowania problemów jak podrażnienia czy drobne niedoskonałości.

Co prawda od niedawna, ale już regularnie używam kosmetyków do skóry wokół oczu. Bardzo lekkim, nawilżającym wyborem jest rollon z Isany (dawniej Rival de loop, recenzja – klik), który świetnie nadaje się także pod makijaż i dzięki swojej rzadkiej konsystencji i składowi nie powinien sprawić problemów nawet skórze skłonnej do powstawania prosaków. Dobrym uzupełnieniem pielęgnacji oczyszczającej była u mnie maseczka dziegciowa Bania Agafia (recenzja dwóch maseczek tej marki – klik) bazująca na białej glince, maśle shea i dziegciu, która pomagała mi za każdym razem delikatnie ściągnąć rozszerzone pory, oczyścić je i napiąć skórę. Na koniec nie mogę zapomnieć o moim pierwszym i od razu ulubionym oleju. Jojoba reguluje wydzielanie sebum, przez co ogranicza świecenie skóry, uzupełnia jej barierę ochronną i pomaga utrzymać nawilżenie oraz odizolować od środowiska, szczególnie zimą.

 

Pomimo pierwotnego niezdecydowania co do stworzenia tej listy, powstał mi pokaźny przegląd. Dajcie znać, które z tych produktów już stosowałyście i jakie jest Wasze zdanie o nich!

 

 

8
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
AnneEmzaKasiaUlka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Ciekawe zestawienie. U mnie w 2018 królowały kosmetyki naturalne, a odkryciem roku była marka Cosnature, ich produkty świetnie się u mnie sprawdzają 😉

Ulka
Gość
Ulka

Ciekawi mnie to serum Antiox z Biochemii Urody.

Emza
Gość

Nie znam tych produktów to aż dziwne, że żadnego nie stosowałam:). Ale kilka jest na mojej wishliście, np.serum fresh&naturals…W tym roku mam też w planach powrócić i lepiej poznać markę Lush Botanicals:)