Subtelny peeling enzymatyczny Delicate Care Bandi

Jaki powinien być dobry peeling? Delikatny, aby zbytecznie nie podrażniać, ale wystarczająco silny, by złuszczyć stare warstwy naskórka i pozwolić nowym na przebycie ten samej drogi. To trudne zadanie postawione przed pojedynczym kosmetykiem jest jednocześnie bardzo istotne. Dzisiaj oceniam jak radzi sobie peeling firmy Bandi produkującej dermokosmetyki.

Pierwsze wrażenia

Produkt znajduje się w bardzo eleganckim, białym opakowaniu z delikatną, kwiatową szatą graficzną. Sprawnie działająca pompka jest higienicznym rozwiązaniem, według mnie najlepszym możliwym w wielu kosmetykach. Pomimo praktycznie nieprzezroczystego opakowania jesteśmy w stanie śledzić zużycie peelingu – w miarę ubywania kosmetyku widać, że wewnętrzny pojemnika przesuwa się w górę w zewnętrznej tubie. Sam peeling jednak znika dość wolno, a na zużycie 75 ml producent daje nam 12 miesięcy po otwarciu. Przy używaniu go raz w tygodniu spokojnie wystarczy aż na tyle.

Jedna pompka wystarcza na pokrycie całej twarzy – peeling jest dość rzadki i dobrze się rozprowadza. Tworzy na skórze cienką, białą warstewkę, która powoli staje się przezroczysta. Pozostawiamy go na skórze na około 15 minut. Zapach jest przeciętny, czasami mi nie przeszkadza, innym razem jednak mnie drażni. Powiedziałabym, że jest lekko cytrusowy, chociaż nie ma żadnych cytrusów w składzie. Spędzenie kilkunastu minut z tym peelingiem na skórze nie jest dużym problemem, za to zmywanie jest dużo mniej przyjemne. Mam wrażenie, że pod wpływem wody peeling się jakby “ciągnie” i zbija w wałeczki. Trzeba poświęcić dłuższą chwilę, aby się go pozbyć.

Prosta szata graficzna
Pompka to bardzo higieniczne rozwiązanie

Skład peelingu enzymatycznego Delicate Care Bandi

Spójrzmy jakie składniki działają w tym czasie na naszej skórze:

Aqua/Water, Paraffinum Liquidum, Hydrolyzed Yeast, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Ceteareth-20, Xanthan Gum, Triethanolamine, Parfum/Fragrance, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Methylpropanediol, Limonene, Linalool

 

Parafina (parrafinum liquidum) występuje już na drugim miejscu, zaraz po wodzie. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi i dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać z jakiego powodu zastosowano parafinę. Parafina jest emolientem, powstaje w procesie destylacji ropy naftowej i działa otulająco, okluzyjnie – tworzy na skórze ochronny film. Nie wnika w skórę, a jedynie zamyka drogę przedostania się innym substancjom. Zapewne ma stanowić “wspomagacz” dla składników aktywnych, tzn. przytrzymywać je na skórze w trakcie enzymatycznego złuszczania. Osoby mające problem z zaskórnikami powinny być ostrożne, gdyż ten składnik może zapychać pory. To kwestia indywidualna, więc trzeba obserwować reakcję skóry.

Składnikiem, który odpowiada za złuszczanie jest natomiast ekstrakt z drożdży  (hydrolyzed yeast). Trudno stwierdzić o jakie konkretnie drożdże chodzi, prawdopodobnie piwne. Działają one oczyszczająco, tonizująco, nawilżająco i regenerująco. Zawierają witaminy B, H i E oraz antyoksydanty, które spowalniają starzenie się skóry. Ciekawym działaniem jest hamowanie czynności gruczołów łojowych, czyli działanie ściągające. Wspierano ono walkę ze skórą łojotokową i z problemami z zaskórnikami. Jak podsumowuje sam producent:

Preparat zawiera specjalny kompleks enzymatycznych białek ze ścian komórkowych drożdży bogatych w witaminy z grupy B, który delikatnie oczyszcza cerę, redukuje zaskórniki i zapobiega ich powstawaniu.

Gliceryna to humektant, który wnika głęboko w naskórek i ułatwia transport innych substancji wewnątrz skóry. Zmiękcza naskórek, a także lekko konserwuje kosmetyk.

Ceteareth-20 to emolient, który bazuje na glikolu polietylenowym (PEG) poprawiającym przepuszczalność naskórka. PEGi są uważane za szkodliwe – z dwóch powodów – umożliwiają transport szkodliwych substancji w głąb skóry oraz są pozyskiwane przy użyciu trującego tlenku etylu, którym mogą zostać zanieczyszczone. Istnieje na to małe prawdopodobieństwo, jednak lepiej, by unikać ich w kosmetykach dla dzieci oraz osób o wrażliwej skórze.

Trietanoloamina to regulator pH, który może być stosowanych tylko do 5% zawartości w kosmetyku, gdyż większe stężenia są niebezpieczne. Jeśli znajduje się w kilku kosmetykach, może odkładać się w organizmie i m.in. wywoływać podrażnienia, oddziaływać toksycznie na organy. W przypadku zanieczyszczeń pewnymi substancjami (reakcje amin z azotynami) mogą powstać nitrozaminy – substancje działające toksycznie na dziecko w trakcie ciąży oraz ogólnie rakotwórczo.

Alkohol cetylostearylowy (cetearyl alcohol) i stearynian etyloheksylu (ethylhexyl stearate) -emolienty i kolejne składniki o właściwościach komedogennych.

Guma ksantanowa (xanthan gum) to zagęstnik – zwiększa lepkość kosmetyku.

Kwas kaprylohydroksymowy (caprylhydroxamic acid) jest łagodnym konserwantem.

Fenoksyetanol (phenoxyethanol) to kolejny konserwant .W Japonii jest zupełnie zakazany, u nas nie ma takich regulacji. Ten konserwant może podrażniać skórę. Wnika przez naskórek i wchłania się do krwiobiegu i może oddziaływać toksycznie na organy, m.in. układ nerwowy. Powinny na niego uważać szczególnie kobiety w ciąży i karmiące.

Glikol metylopropanowy (methylpropanediol) funkcjonuje jako rozpuszczalnik i podobnie jak gliceryna, ułatwia wchłanianie innych substancji.

Limonen, linalol  i Parfum/Fragrance to składniki zapachowe.

W składzie widzimy kilka potencjalnie niebezpiecznych składników, więc peeling nie będzie dobry dla kobiet w ciąży i wrażliwców. Dodatkowo osoby z zaskórnikami powinny poobserwować zachowanie skóry, gdyż mamy aż trzy substancje, które mogą zatykać pory. Pozostawiamy kosmetyk na skórze przez kilkanaście minut, więc ich działanie będzie się różniło dla każdego użytkownika.

Opis został wydrukowany na opakowaniu
Konsystencja jest całkiem przyjemna

Moja opinia

Według opisu z opakowania:

Subtelny peeling polecany do cery wrażliwej i delikatnej, skłonnej do podrażnień. Peeling wygładza powierzchnię skóry i poprawia jej wygląd. Cera po zmyciu maski jest gładka i dokładnie oczyszczona, a pory zwężone.

Według mnie – trochę tak i trochę nie. Peelingu enzymatycznego Delicate Care używałam i na zdrową skórę, i na taką lekko podrażnioną innymi substancjami. Pomimo paru drażniących składników nie zauważyłam u siebie jakichkolwiek dodatkowych podrażnień. Działanie peelingu jest bardzo delikatne, ledwo zauważalne. Czasami to wystarcza, często jednak czuję potrzebę czegoś mocniejszego, bo widzę, że zaraz np. roluje mi się czoło, czyli peeling nie usunął zrogowaciałego naskórka. Poza tym zupełnie nie zauważyłam zwężenia porów. Liczba użytych substancji, które mogą wręcz zaskórniki wywoływać nieco mnie zaskakuje.

Dla kogo więc ten peeling? Trudno powiedzieć. Złuszcza naprawdę przeciętnie, nie robi nic spektakularnego, a skład mógłby być lepszy. Można go przetestować na skórze, która nie jest zbyt problematyczna czy wymagająca. Obecnie chyba niewiele takich.

A może sprawdził się u którejś z Was? 

 

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz