Vianek, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na dzień do cery tłustej – czyżby ideał na chłodniejsze dni?

Tak, jestem wybredna, jeśli chodzi o wybór kremu do twarzy. Mam całą listę kryteriów, które musi spełniać, by mógł w ogóle trafić na moją listę zakupową, a jest ich jeszcze więcej, jeśli ma się on znaleźć wśród moich ulubieńców. Temu kremowi udało się pod tymi względami i z ręką na sercu polecam go wszystkim osobom chcącym znaleźć coś fajnego do swojej tłustej cery.

A więc jako osoba o cerze mieszanej, bardziej tak naprawdę w stronę tłustej, z problematyczną, zaskórnikową strefą T i wrażliwymi policzkami z tendencją do powstawania naczynek, skrupulatnie sprawdzam składy przed zakupem kosmetyku, by zminimalizować ryzyko zapychania porów oraz powstawania podrażnień. Oprócz składników z listy INCI mających wątpliwe działanie na nasze zdrowie i urodę, unikam również ciężkich olei, np. z kiełków pszenicy, awokado, czy kokosa, a także zbyt wielu aromatów i ekstraktów w jednym produkcie. Czasami naprawdę niełatwo mi dobrać kosmetyk, który z jednej strony będzie odpowiadał cerze problematycznej, która wymaga unormowania, a z drugiej niezwykłej delikatności, by nie szkodzić wrażliwym partiom. Zdarza się, że te działania się wykluczają, ale nie w tym przypadku.

 

Rewitalizująco-ochronny krem do stosowania na dzień, pod makijaż, przeznaczony do odnowy cery mieszanej i tłustej.

 

Krem z czerwonej serii Vianka o działaniu przeciwzmarszczkowym standardowo dla Sylveco dostajemy w tubce z dozownikiem typu airless o pojemności 50ml, w tym przypadku z terminem ważności wynoszącym 6 miesięcy od momentu pierwszego użycia. Wiele kremów z innych serii ma termin jedynie 3 miesięcy, a to by było za krótko w moim przypadku, bo zużywam kosmetyki dość wolno – raczej wolniej niż standardowy użytkownik.

Krem przeciwzmarszczkowy wybrałam z uwagi na ciekawy skład. Bazuje na lżejszych olejach: winogronowym dobrze regenerującym skórę i odpowiednim dla większości typów cery, z wiesiołka o właściwościach przeciwzapalnych, które zawdzięcza zawartości kwasów tłuszczowych GLA, jojoba o budowie zbliżonej do naszego sebum, przez co ten reguluje jego wydzielanie oraz z pestek malin idealnego dla cer tłustych, bo jest bardzo lekki, odżywczy dla skóry i regulujący cery wydzielające zbyt wiele sebum. Olei jojoba, winogronowego i z pestek malin używałam samodzielnie i każdy z nich pasował mojej cerze, która bardzo korzystała na ich stosowaniu. Kolejnymi emolientami są tu fosfolipidy (Glycosphingolipids, Phospholipids, Choletserol), czyli jedne z lipidów będące elementem błon naszych komórek chroniącym ich wnętrza oraz wypełniające przestrzenie międzykomórkowe w wierzchniej warstwie (rogowej) naskórka. Fosfolipidy uzupełniają barierę ochronną skóry, chronią ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi oraz uelastyczniają i ujędrniają. Z wiekiem ich ilość w skórze spada, więc kosmetyki z nimi w składzie to bardzo dobry wybór! Tym bardziej zimą, gdy niskie temperatury atakują skórę i każdy dodatkowy sposób ochrony jest na wagę złota. Krem z Vianka więc dobrze mi się sprawdzał w chłodniejsze miesiące także w roli odżywczo-ochronnej.

Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Glycerin, Oenothera Biennis Seed Oil (olej z wiesiołka), Oryza Sativa Starch (skrobia), Sorbitan Stearate (emulgator), Sucrose Cocoate (emulgator), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Rubus Idaeus Seed Oil (olej z pestek malin), Coco-Caprylate (emolient), Glyceryl Stearate (emolient), Stearic Acid (emolient, emulgator), Trifolium Pratense (Red Clover) Extract (ekstrakt z czerwonej konicznyny), Cetearyl Alcohol, Magnesium Ascorbyl Phosphate (witamina C), Tocopheryl Acetate (witamina E), Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu), Xanthan Gum (zagęstnik), Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol (fosfolipidy), Aniba Rosaeodora (Rosewood) Oil (olejek z drzewa różanego), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (aromat), Linalool (aromat)

Innymi ciekawymi w formule składnikami są witamina C w stabilnej formie rozpuszczalna w wodzie, chociaż działająca raczej wolno i w niewielkim zakresie (Magnesium Ascorbyl Phosphate), ale dobra także dla cer wrażliwych. Tu jest raczej w niskim stężeniu, więc jej działanie jest raczej znikome. Drugi składnik to skrobia ryżowa, która pochłania nadmiar sebum, czyli matowi tłustą skórę, a ponadto ma właściwości łagodzące podrażnienia i zaczerwienia na skórze. Dodatkowo ekstrakt z koniczyny ma właściwości antyoksydacyjne, zwalczające wolne rodniki szkodzące skórze i odpowiadające za jej przedwczesne starzenie, pobudzające syntezę kolagenu i elastyny oraz wzmacniające naczynia krwionośne, podobnie jak wspomniana witamina C. Pozostałe składniki to witamina E w niskim stężeniu zapobiegająca utlenianiu tłuszczy, olejek eteryczny z drzewa różanego działający antyseptycznie i pobudzająco, inne substancje zapachowe (Parfum, Linalool), humektanty wiążące wodę w naskórku (gliceryna, kwas hialuronowy), inne emolienty (Coco-Caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol), emulgatory łączące fazę wodną z tłuszczową (Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate), bezpieczne konserwanty (Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid) i zagęstnik (Xanthan Gum).

Czy ten piękny skład przekłada się na działanie? Tak! Oleje są na tyle lekkie, że nie powodują u mnie zapychania, a odżywiają skórę i razem ze skrobią ryżową trzymają w ryzach wydzielanie sebum. Witamina C i ekstrakt z koniczyny dobrze działają na moje delikatne naczynia krwionośne, a fosfolipidy dbają o barierę ochronną szczególnie teraz narażoną na środowisko zewnętrzne. Krem pięknie, intensywnie pachnie kwiatami, ale zapach nie jest uciążliwy, bo dość szybko znika. Aplikacja jest również przyjemna – konsystencja kosmetyku jest średniej gęstości, nieco gęstsza niż preferowane przeze mnie lekkie produkty, ale nadal świetnie rozprowadzającą się na palcach i na skórze. Krem nie tłuści, a szybko wnika w skórę, delikatnie wmasowywany. Znika praktycznie w kilka chwil, pozostawiając już tylko delikatną woń słodkich kwiatów i owoców. Zdaje się wtapiać w skórę prawie bez śladu, ale daje też wrażenie pozostawienia ochronnej warstewki. Utrzymuje w ryzach świecenie tłustych partii, ale też odżywia całą cerę. Sprawdza się stosowany i na noc, i na dzień pod makijaż, który trzyma się na nim bezproblemowo.

Vianek stworzył bardzo udany przeciwzmarszczkowy krem do cery tłustej. Zawiera lekkie składniki, które jej nie obciążają, takie, które chronią ją przed wolnymi rodnikami i zarazem spowalniają starzenie oraz przed środowiskiem. Jednoczesne zapewnienie takiej ochrony i trzymanie matu przez wiele godzin, a do tego niska cena (około  25 zł – porównywarka cen – klik) przy dobrym składzie to nie lada wyczyn. Większość cer tłustych powinna być naprawdę zadowolona z tego produktu, chociaż wyobrażam sobie, że niektórzy z przy okazji odwodnioną cerą mogliby mu zarzucić niewystarczajace nawilżenie. Krem ten jest mimo wszystko krokiem w dobrym kierunku – po pierwsze zawiera kwas hialuronowy i glicerynę zapewniające pewną dawkę nawilżenia, dla mnie wystarczającą, bo i tak używam dodatkowo serum nawilżającego, a po drugie – odbudowuje barierę hydrolipidową, która zatrzymuje nawilżenie w naskórku, zapobiegając nadmiernemu odparowywaniu wody. Przy standardowej tłustej lub mieszanej cerze krem powinien być strzałem w dziesiątkę i bardzo polecam go wypróbować! A może już miałyście okazję? Dajcie znać 🙂

 

 

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AnneKasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Do tej pory używałam serum przeciwzmarszczkowe z rokitnikiem z Cosnature i jestem zadowolona, ale Twoja recenzja tego Vianka brzmi zachęcająco 😉