Bezpieczeństwo stosowania kwasów – co musisz o nich wiedzieć i jak ich używać, by nie zrobić sobie krzywdy – moje porady oraz doświadczenia kosmetologa

kwasy annemarie

Jesień to moment, kiedy wiele z nas postanawia wybrać się do kosmetyczki po lecie lub samodzielnie mocniej zadbać o skórę. Często decydujemy się na zabiegi kwasowe, które jednak wymagają pewnej dawki wiedzy, by mogły pozostać bezpieczne. O pomoc w ich przybliżeniu poprosiłam kosmetolożkę, z którą wspólnie rozwiejemy Wasze wątpliwości!

Na blogu możecie znaleźć już moje dwa wpisy, gdzie wyjaśniam działanie poszczególnych kwasów oraz ich wpływ na różne problemy skórę – jeśli macie ochotę, jest tam też podręczna tabelka do pobrania, która może się Wam przydać

W drugim wpisie podrzucam Wam sporo propozycji gotowych produktów z niskimi stężeniami różnych kwasów, a także zestawów ze sklepów z półproduktami, które należy wymieszać samodzielnie. Na pewno znajdziecie tam coś dla Waszej cery, jednak na początek zachęcam do zapoznania się z kilkoma zasadami bezpiecznego używania kwasów, by Wasza cera jak najbardziej skorzystała przy jak najmniejszych możliwych działaniach niepożądanych! 

 

Moim dzisiejszym wsparciem jest Diana, kosmetolożka i dietetyczka prowadząca bloga oraz własny gabinet kosmetyczny w warszawie pod tą samą nazwą  – Naturale

 

 

 

 

Jak działają kwasy?

 

Zacznijmy od przypomnienia, że kwasy złuszczają naskórek i odsłaniają jego niższe warstwy poprzez rozpuszczanie wiązań pomiędzy komórkami jego zewnętrznych warstw. Z tego względu skóra może łuszczyć się nawet przez kilka dni po wykonanym zabiegu, w czym nie ma nic strasznego. Siła ich działania zależna jest od sporej liczby czynników:

 

  • różne kwasy mają różną wielkość cząsteczki. Te o cząsteczce mniejszej mogą wnikać głębiej w skórę oraz działać silniej.
  • równie istotne jest stężenie wybranego produktu. Im wyższe, tym większe złuszczenie, ale także możliwy potencjał drażniący. Wiele kwasów w niskich stężeniach do kilku procent działa zdecydowanie delikatniej, a nawet nawilżająco, jak np. kwas mlekowy czy kwasy PHA.
  • trzeci decydujący czynnik to pH produktu. Niskie pH sprzyja penetracji kwasu. Może się nawet okazać, że kilkuprocentowy kwas w niższym pH zadziała silniej niż ten dwudziestoprocentowy o pH wyższym.

Sam kwas, jego stężenie i pH to także nie wszystko. Może on występować w różnych formulacjach, zależenie od tego, czy jest tłuszczo- lub wodnolubny, ale również w bazach dostosowanych do odmiennych potrzeb, jak toniki, serum, czy kremy. Tutaj duża role odgrywają preferencje, problem na jaki stosujemy produkt oraz ewentualne tendencje skóry do zapychania, gdzie ryzyko rośnie wraz z treściwością formuły.

Zwróciłabym jeszcze uwagę na odpowiednie przygotowanie skóry i sposób aplikacji. Oczywiście produkt nakładamy na oczyszczoną i wysuszoną cerę. Jeśli zrobimy to dłońmi, działanie będzie nieco delikatniejsze, niż gdybyśmy wcierali preparat wacikiem, przez pocieranie generując dodatkową możliwość podrażnienia oraz zwiększając wnikanie kwasu w skórę.

 

Czy można stosować kwasy w domu? Czy to bezpieczne?

 

Muszę odpowiedzieć, że i tak, i nie! Kwasy znajdziemy w stężeniach od kilku do kilkudziesięciu procent. Musimy pamiętać, że są to substancje żrące i należy zachować przy nich odpowiednią ostrożność. Amerykańska organizacja oceniająca bezpieczeństwo składów kosmetyków (CIR) wspierająca FDA, czyli Agencję żywności i leków zaleca w samodzielnym użytku domowym nieprzekraczanie stężenia 10% oraz pH poniżej 3,5 w preparatach kwasowych.

Osobiście uważam to za bardzo dobrą radę. Wysokie stężenia należy zostawić na zabiegi u kosmetyczki lub kosmetolożki, która odpowiednio dobierze preparat i zastosuje go tak, by nie stała nam się krzywda. Jeśli samodzielnie chcemy zastosować nieco wyższe stężenia, to najlepiej najpierw skonsultować się z kosmetologiem, który pomoże taki kwas dobrać, poradzi jak go zastosować i jakiego stężenia nie przekraczać, sugerując się stanem cery.

Poniżej Diana podaje jakie kwasy można zastosować na swój problem i do jakiego maksymalnego stężenia, zgodnie z zaleceniami literatury fachowej.

 

  • “ Migdałowy do 20% – przy skórach wrażliwych, naczyniowych, z trądzikiem różowatym (ale nie bardzo aktywnym), trądzikowych UWAGA! Nie używać w przypadku alergii na migdały. Po konsultacji z kosmetologiem można stosować też wyższe stężenia, do 40%.
  •  Glikolowy do 20% – blizny pozapalne (potrądzikowe), drobne przebarwienia, trądzik, płytkie zmarszczki
  •   Salicylowy do 15% – trądzik i przebarwienia UWAGA! Nie używać w przypadku alergii na salicylany, np. aspirynę
  •   Mlekowy do 20% – skóra sucha, odwodniona, dojrzała, kwas mlekowy w tym stężeniu ma działanie głównie nawilżające
  •   Azelainowy  do 10% – trądzik, skóra naczyniowa, zapalenie mieszków włosowych
  •   Laktobionowy – jest kwasem bezpiecznym, ma działanie głównie nawilżające i przeciwzapalne, przy AZS, łuszczycy, skórze naczyniowej, trądzikowej, wrażliwej UWAGA! Nie używać w przypadku alergii na laktozę”

 

Podkreślam raz jeszcze, że chociaż te stężenia są uważane za bezpieczne w domu, najlepiej zasięgnąć rady specjalisty, zanim samodzielnie się na nie zdecydujecie. 

Natomiast jeżeli chodzi o użycie gabinetowe:

“W gabinetach stosuję się najczęściej peelingi powierzchowne, z których często stosuje się:

  •         Kwas salicylowy – 20-30%
  •         Kwas migdałowy – 50-60%
  •         Kwas pirogronowy 40%
  •         Kwas glikolowy – 20-60%
  •         Kwas mlekowy – 20-80%
  •         Kwas trichlorooctowy (TCA) 10-25%
  •         Kwas laktobionowy – do 50%

 W peelingach powierzchownych często złuszczanie nie jest widoczne gołym okiem, a preparaty nie wnikają w skórę właściwą. Peelingi średnio głębokie natomiast obejmują już cały naskórek oraz powierzchowną warstwę skóry właściwej, a ich stężenia są oczywiście jeszcze wyższe (np. Glikolowy 70%, pirogronowy 50-70%, TCA 30-50%). 

Widoczny proces złuszczania się skóry zależy więc od stężenia preparatu. Często też w gabinetach łączy się ze sobą różne kwasy. Po kwasach powierzchownych skóra regeneruje się mniej więcej 5-10 dni (przez ten czas nie zalecam robienia żadnych innych peelingów w domu), natomiast średnio głębokie to ok. 2 tygodnie. Ponadto im mniejsze pH ma kwas, tym jego aktywność jest większa, jednak istnieje też większe ryzyko podrażnienia skóry.”

 

Na co zwrócić uwagę podczas domowego stosowania kwasów?

 

Po pierwsze, oczywiście dobieramy kwas do swojego rodzaju cery. Glikolowy ma bardzo małe cząsteczki, więc może być dla wielu osób drażniący, więc wtedy warto zacząć od nieco delikatniejszej opcji lub mniejszego stężenia. Osoby z cerą wrażliwą lub naczynkową powinny zainteresować się raczej kwasami PHA (glukonolakton i laktobionowy), o większych cząsteczkach i delikatniejszym działaniu na skórę. Natomiast cera szybko zanieczyszczająca się, zaskórnikowa  prawdopodobnie najlepiej skorzysta na kwasie salicylowym, który jest tłuszczolubny, więc przenika do mieszków włosowych i pomaga je odblokować oraz oczyścić z zalegających tam mas.

Zanim jednak zaczniemy nakładać kwas, polecam wykonać próbę uczuleniową, jak przy każdym nowym kosmetyku. Kwasy mogą podrażniać, a nawet powodować powstawanie wyprysków. Istotne, by obserwować takie zachowania skóry i reagować. 

Cytując za Dianą: “Przy początkowych zabiegach u osób, które zmagają się z trądzikiem może wystąpić zaostrzenie zmian, często też skóra zaczyna się oczyszczać i pojawia się drobna kaszka, co jest normalne. Jeśli jednak występuje po kolejnych zabiegach (3-4), to oznacza, że produkt raczej nie jest dla nas.” Prawdopodobnie kwas podrażnia mieszki, stymulując je do większej produkcji łoju, a przy zaburzeniach złuszczania u cer trądzikowych i w obecności bakterii, prowadzi to do powstawania wyprysków. Własnie to zjawisko nazywamy aknegennością, w tym przypadku kwasów.

O czym jeszcze musimy pamiętać? Diana radzi: “Co do peelingów stosowanych w domu, raczej odradzałabym stosowanie kilku produktów naraz, chyba, że naprawdę bardzo dobrze znamy swoją skórę. Produkty z kwasami powinno się stosować też nie częściej niż raz na 5 dni, w innym wypadku możemy sobie skórę zbytnio uwrażliwić i zaburzyć barierę hydrolipidową. 

Oczywiście w tym czasie nie stosujemy również peelingów innego typu, szczoteczek oraz urządzeń o mycia twarzy i  traktujemy skórę delikatnie. 

Raczej rzadko się zdarza, aby domowe peelingi (bardzo powierzchowne) złuszczały widocznie naskórek (działają one do poziomu warstwy kolczystej), ale pamiętajmy, że to nie oznacza, że dany produkt nie działa. 

Należy też pamiętać, że nie powinno nakładać się kwasów na aktywne zmiany zapalne oraz w czasie leczenia dermatologicznego.”

Od siebie dodam jeszcze, że nie tylko nie łączyłabym produktów kwasowych, ale także innych substancji aktywnych, jak retinol czy kwas askorbinowy. Takie kombinacje są wykluczone w jednej rutynie, bo cera może nie znieść tak mocnej stymulacji, ale z czasem, kiedy skóra się przyzwyczai i mamy pewność, że dobrze znosi wszystkie takie preparaty, można stosować je naprzemiennie.

Kluczowa jest tutaj ciągła obserwacja skóry i upewnienie się, że kwasy nie przynoszą więcej szkody niż pożytku. Nie mamy na celu uwrażliwić skóry, ciągle się łuszczyć lub mieć nieustanne zaczerwienienia. Jeśli dzieje się coś niepokojącego, należy je odstawić. Jednak jeśli wydaje nam się, że to przejściowe – np. używamy produktu zbyt często, to warto zredukować częstotliwość, zmniejszyć jego ilość lub bardziej przyłożyć się do ogólnej pielęgnacji.

Pielęgnacyjna rutyna powinna być delikatna, nakierowana na utrzymanie zdrowej bariery hydrolipidowej, nawilżenia oraz ogólnego dobrostanu skóry. Nie warto tu dodatkowo eksperymentować. Jeśli wprowadzamy nowy produkt kwasowy, trzymajmy się już sprawdzonych produktów do pielęgnacji – delikatnego myjadła niepozostawiającego uczucia ściągnięcia, nawilżacza, zabezpieczającego skórę kremu. 

Jeżeli jeszcze nie stosujecie kremu z filtrem, to włączenie kwasów jest momentem, gdy MUSICIE zacząć. Co prawda niektóre kwasy nie działają uwrażliwiająco na słońce, jednak warto pamiętać, że pozbywając się wierzchnich warstw naskórka, pozbywamy się też części ochrony przed środowiskiem i UV, jakie one dają. Filtry są niezbędnym zabezpieczeniem dla skóry po kwasach, same w sobie niosąc już walor przeciwstarzeniowy. 

Mam nadzieje, że te rady okażą się dla Was przydatne 🙂 Jeśli chcecie teraz samodzielnie podjąć się stosowania kwasów, to zerknijcie do mojego przeglądu produktów, a jeżeli wolicie udać się na zabieg wyższymi stężeniami do kosmetologa, Diana (Warszawa) na pewno chętnie Was przyjmie 🙂

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Hellojza
Hellojza
9 miesięcy temu

Ja w styczniu planuję zabieg kwasami u kosmetologa 😉 To wszystko w konsultacji z moją dermatolog. Prawdopodobnie będzie to migdałowy. Nie jestem za robieniem kwasów w domu i raczej wszystkim odradzam.

Beata
Beata
4 miesięcy temu

Witam! Ja skusiłam się na serum z 15% Wit.C ( askorbinowy czysty) Marki Lancome. Po nałożeniu na noc pojawił się rumień na polikach i pieczenie, które ustąpiło. Na drugi dzień miałam ładną cerę , ale uczucie pieczenia zostało. Serum odrazu odstawiłam. Ale zmagam się z uczuciem pieczenia do teraz ( nic nie widać tylko czuje). Mam cerę wrażliwa – staram się teraz odbudować warstwe lipidową. Proszę o radę co zrobić by złagodzić objawy i jaki jest czas regeneracji skory przy takich ?
Pozdrawiam