W sam raz na raz: serum beLoved Vitamin Pump i krem w płynie – kasztanowiec Zapach ciszy

annemarie serum BeLoved Vitamin pump | krem w płynie kasztanowiec Zapach ciszy

Czasem pomimo szczerych chęci podczas stosowania i pokładanych w kosmetyku nadziei – ten nie spisuje się tak, jak byśmy sobie życzyli. I serum z beLoved, i krem z Zapach ciszy wyglądają bardzo ciekawie pod względem składu oraz opinii o ich działaniu, które czytałam. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami, o czym Wam zaraz szerzej opowiem. Chciałabym tylko przypomnieć, że to moje subiektywne odczucia i Wasze mogłyby być zupełnie inne – w końcu każda z nas jest inna, a co za tym idzie mamy inne preferencje kosmetyczne oraz potrzeby cery.

 

Krem w płynie – kasztanowiec – Zapach ciszy

 

Do zakupu kremu w dużej mierze skusiła mnie jego nazwa – krem w płynie. Byłam ciekawa, czym może być taki specyfik i jaką będzie prezentował formułę. Drugą kwestią jest zalecenie producenta co do wyboru kremu do rodzaju cery, które dobrze opisuje moją – łatwo czerwieniąca się oraz z rozszerzonymi porami.

 

Starannie dobrany skład kremu sprawia, że świetnie sprawdza się on w przypadku skóry wrażliwej na zmiany temperatur, skłonnej do zaczerwienienia, z rozszerzonymi porami oraz widocznymi “pajączkami”.

Krem w płynie – Kasztanowiec może być z powodzeniem stosowany pod makijaż, gdyż pozostawia skórę nawilżoną, bez tłustego filmu.

 

Zawarty w buteleczce płyn pachnie cytrusowo, pomarańczowo, delikatnie słodko, a zarazem cierpko. Po wylaniu na dłoń widać, że składa się z dwóch faz: przezroczystej, wodnej i żółtej, olejowej. Krem nie ma w składzie emulgatora, więc fazy się nie łączą i musimy energicznie potrząsnąć butelką przez kilka sekund, by otrzymać w miarę jednorodny płyn. Przy wielu użyciach okazywało się, że nabrany pipetką “krem” zawiera albo więcej hydrolatów, albo olei. Jego konsystencja za każdym razem wydawała się nieco inna i na pewno nie nazwałabym jej kremową. Jest lejąca, dużo bardziej zbliżona do serum niż kremu.

Ze względu na formułę, wylane kilka kropel rozcierałam dobrze w dłoniach i dopiero wtedy nakładałam na wilgotną po tonizacji skórę. Próbowałam nakładania i mniejszych, i większych ilości produktu, ale ciągle miałam wrażenie, że niewiele pozostaje go na skórze. Problemem było tu bardzo tępe uczucie podczas rozsmarowywania na skórze. Już w dłoniach produkt ciężko się rozcierał, a na twarzy było to dla mnie jeszcze trudniejsze.

Miałam wrażenie oporu cery podczas aplikacji i pewne kłopoty z włączeniem go w moją pielęgnację. Ani nakładanie na hydrolat, ani na serum nie było dla mnie satysfakcjonujące i dość szybko znielubiłam krem, chociaż bardzo starałam się znaleźć dla niego dobre miejsce – na tonik, serum, pod krem, olej, zamiast kremu? Po miesiącu używania odstawiłam go na jakiś czas, po czym dałam mu nową szansę. Za drugim razem nie było inaczej – używając tego produktu męczyłam się podczas pielęgnacji. Ta bardzo specyficzna formuła innej osobie mogłaby przypaść do gustu, ja jednak nie potrafiłam się z nią dogadać.

Jeżeli chodzi o efekty, niestety nie zauważyłam zbyt wiele pozytywnych oddziaływań. Skóra o poranku była dobrze odżywiona i gładka, ale tak zachowuje się po większości używanych przeze mnie kosmetyków. W kwestii zaczerwienień lub rozszerzonych porów nie zauważyłam zmian. Skład wygląda obiecująco i liczyłam na jakieś bardziej zauważalne działanie. Nie wykluczam, że przez moje zniechęcenie trudną aplikacją, nie przykładałam się w tym czasie do obserwacji stanu skóry.

Trudno mi w tym momencie, już po zużyciu kremu, w bardziej szczegółowy sposób opisać moje odczucia wobec niego. Rzadko zdarza się, abym poczuła zniechęcenie do stosowania kosmetyku, na ten fakt nie mam wpływu i jedynie przez ten pryzmat jestem w stanie go ocenić. Jeśli Ty lubisz specyficzne formuły, jesteś ciekawa nowinek, szczególnie za bardzo przystępną cenę (30zł za 30ml), to możesz wypróbować krem, szczególnie, że jego skład jest prosty, ale treściwy:

 

Hamamelis Virginiana Leaf Water, Rosa Damascena Flower Water, Vitis vinifera Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Aesculus Hippocastanum Fruit, Herba Equiseti, Achillea Millefolium, Tocopheryl Acetate, Citrus Limonum Oil, Citrus Grandis Oil, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

 

W kremie nie ma wody, którą zastąpiono hydrolatami, co bardzo cenię we wszelkich kosmetykach. Hydrolat różany jest jednym z moich ulubionych – działa łagodząco i przeciwzapalnie oraz wzmacnia naczynka, natomiast oczar dodatkowo działa antybakteryjnie i ściągająco, co docenią także cery tłuste i problematyczne. Użyte oleje: z pestek winogron (Vitis vinifera Seed Oil) i makadamia (Macadamia Ternifolia Seed Oil) odżywiają i regenerują cerę, zabezpieczają przed ucieczką wody oraz chronią przed środowiskiem zewnętrznym. Makadamia dużo lepiej sprawdza się na cerze normalnej lub suchej, ze względu na skład kwasów tłuszczowych, natomiast ten z pestek winogron zawiera więcej kwasów nienasyconych, przez co cery tłuste nie muszą się go obawiać. Zapychanie jest kwestią indywidualną, jednak te lżejsze oleje mają sporą szansę się sprawdzić.

Roślinne wyciągi  z kasztanowca (Aesculus Hippocastanum Fruit), skrzypu (Herba Equiseti) i krwawnika (Achillea Millefolium) łagodzą stane zapalne, wzmacniają naczynia krwionośne, przyspieszają gojenie oraz działają antybakteryjnie. Cytrusowe olejki eteryczne – cytrynowy (Citrus Limonum Oil) i grejpfrutowy (Citrus Grandis Oil) regulują wydzielanie sebum, działają antyseptycznie, antybakteryjnie i przeciwrodnikowo. Bardzo istotne, by pamiętać o ich działaniu fotouczulającym, więc zdecydowanie odradzam stosowanie kremu na dzień w słoneczne dni. Używając go w ten sposób można nabawić się przebarwień, a po drugie moim zdaniem nie nadaje się on pod makijaż, bo pozostawia na skórze tłustawą warstewkę.

Krem zakonserwowano bezpiecznymi konserwantami – sorbinianem potasu oraz benzoesanem sodu. Kwas cytrynowy (Citric Acid) reguluje pH, natomiast pochodna witaminy E (Tocopheryl Acetate) ogranicza utlenianie składników olejowych, a także działa wzmacniająco na naskórek. Jak widzicie, skład kremu Zapach ciszy jak najbardziej należy do naturalnych.

 

Vitamin Pump Serum Liftingująco-Nawilżające beLoved

 

Serum z beLoved jest kolejnym produktem, co do którego miałam spore nadzieje. Moją buteleczkę wygrałam w jakimś konkursie i przyznam, że sama raczej nie wydałabym 150 złotych na 10 mililitrów produktu. Skoro już taki kosmetyk trafił w moje ręce, liczyłam, że skład i cena przełożą się na jakość i działanie.

 

Lekkie serum nawilżające pełne witamin, napinające i rozjaśniające skórę.

 

Serum rzeczywiście jest lekkie, wodniste i do tego bezbarwne i praktycznie bezzapachowe. Duża ilość kwasu hialuronowego daje przyjemny poślizg na skórze podczas aplikacji i delikatnie ją powleka. Kosmetyk stosowany trzy razy w tygodniu na twarz i czasami dodatkowo na szyję i dekolt wystarczył mi na dwa miesiące używania, co akurat jest u mnie standardowym wynikiem, bo zwyczajowe buteleczki o pojemności 30 ml zużywam w przeciągu pół roku.

Efekt jaki zaobserwowałam to poprawa nawilżenia skóry, chociaż podobny otrzymuję dzięki czystemu kwasowi hialuronowemu dodawanemu pod lub do kremu. Jak w przypadku opisywanego wyżej kremu, tu także nieco się zawiodłam. Nie liczyłam oczywiście, że po kilku użyciach obudzę się z odmienioną skórą, jednak patrząc na piękny skład serum sądziłam, że efekt będzie nieco większy. Prawdopodobne jest, że po prostu używałam go zbyt krótko, ale nie skusiłam się na kolejne opakowanie, by to sprawdzić.

 

Rosa Damascena Flower Water, Sodium Hyaluronate, Aqua, Lacobacillus / Acerola Cherry Ferment, Lactobacillus/Arundinaria Gigantea (Bamboo) Ferment Filtrate, Vegetable Glycerin, Ginkgo Biloba Leaf Extract,  Panthenol (Vitamin B5), Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Wheat Protein, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Lycium Barbarum Fruit Extract, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Garcinia Mangostana Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Benzyl Alcohol & Salicylic Acid & Glycerin & Sorbic Acid (ECO-certified preservatives), Potassium Sorbate, Litsea Cubeba (May Chang) Essential Oil

 

W powyższym składzie zupełnie nie ma się do czego przyczepić. Konserwantami są bezpieczne substancje: mieszanka Benzyl Alcohol & Salicylic Acid & Glycerin & Sorbic Acid, Potassium Sorbate,a także naturalny konserwant z rzodkwi Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate wykazujący dodatkowe działanie nawilżające. Baza to hydrolat różany zamiast wody, po którym od razu występuje duża ilość kwasu hialuronowego o różnej wielkości cząsteczek zapewniająca odpowiednia dawkę nawilżenia, a wspiera go roślinna gliceryna, uelastyczniające proteiny pszeniczne (Hydrolyzed Wheat Protein), napinające elastyna i kolagen oraz dodatkowo łagodzący pantenol.

Oprócz wspomnianego fermentu z rzodkwi, mamy jeszcze dwa inne: bioferment z aceroli (Lacobacillus / Acerola Cherry Ferment) zawierający spore ilości witaminy C i wykazujący działanie rozjaśniające, przeciwzapalne i antyoksydacyjne, a także bioferment z bambusa (Lactobacillus/Arundinaria Gigantea (Bamboo) Ferment Filtrate) stymulujący produkcję kolagenu i świetnie wygładzający skórę.

Serum jest przebogate w ciekawe ekstrakty: z silnie antyoksydacyjnych – miłorzębu japońskiego (Ginkgo Biloba Leaf Extract) i owoców goji (Lycium Barbarum Fruit Extract); z pobudzającej mikrokrązenie kawy (Coffea Arabica Seed Extract), wzmacniających naczynia krwionośne jagód acai (Euterpe Oleracea Fruit Extract), kojącej podrażnienia i zmiękczającej skórę morwy (Morinda Citrifolia Fruit Extract), przeciwzapalnego granatu (Punica Granatum Fruit Extrac), przeciwrodnikowego i antybakteryjnego mangostanu (Garcinia Mangostana Fruit Extract) oraz stymulującego regenerację skóry jabłka (Pyrus Malus Fruit Extract). Ostatnim składnikiem jest may chang (Litsea Cubeba Essential Oil), olejek eteryczny o właściwościach antyspetycznych i ściągających.

Niestety, pomimo tak pięknego składu, serum nie jest dla mnie warte swojej ceny. Dopuszczam możliwość, że powinnam go używać dłużej, by zauważyć zadowalające efekty, jednak koszty, jakie musiałabym ponieść, skutecznie odwiodły mnie od takiego pomysłu. Nie planuję wracać do żadnego z opisywanych dzisiaj produktów, ale jeśli Wy macie o nich odmienne zdanie, koniecznie dajcie mi znać. Może U Was sprawdziły się lepiej 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Zdrowonaturalnie.pl
6 lat temu

Krem w płynie, pierwsze słyszę, ale wiem czego unikać;)

Agnieszka
Agnieszka
6 lat temu

Kasztanowiec od Zapachu ciszy to u mnie bubel tego roku. Miałam duży problem w połączeniu fazy wodnej z fazą tłuszczową. Kiedy mi się to nie udawało buzia rano była wysuszona. Póżniej nabrałam więcej wprawy i po kilku tygodniach okazało się, że masakrycznie mnie pozapychało od niego :< Poleciał do kosza.