Zawsze dość długo zastanawiam się przy wyborze swoich kosmetyków, ale produkty z filtrem to dla mnie prawdziwe wyzwanie. W tym roku kupiłam dwa, a pierwszym z nich jest maleństwo z Goddess Garden.
Zależało mi na świetnym produkcie z bezpiecznym składem i filtrem chroniącym w szerokim spektrum. Przy tłustej/mieszanej cerze obawiałam się zapychania, świecenia cery i ogólnego niedostosowania do mojej skóry. Tym trudniej było mi zdecydować się na konkretny kosmetyk, bo wiele z nich zawiera cięższe oleje, albo po prostu poraża ceną. Przy codziennym używaniu tubka 30ml to jakiś miesiąc (tak przynajmniej powinno być przy aplikacji odpowiedniej ilości – 2mg/cm2), a takie pojemności potrafią kosztować i 150zł. Tu oprócz składu zdecydowała świetna cena – za Goddess Garden zapłaciłam 15 złotych.
Perfect for those with sensitive skin, our gentle mineral sunscreen was formulated for our founders’ daughter. Using only zinc and pure, natural ingredients, this sunscreen is perfect for babies, children, and people with sensitive skin. As with all of our products, our baby sunscreen is reef safe and biodegradable, so it is as gentle on the environment as it is on your child.
Krem od Goddess Garden jest przeznaczony dla dzieci i osób o wrażliwej skórze, więc każdy mógłby go używać. Skład jest bez zarzutu, o czym przeczytasz jeszcze w analizie poniżej. Na pewno najbardziej interesuje Cię, jak produkt zachowuje się na skórze. To gęsty, biały krem o lekkoszarym zabarwieniu, delikatnie pachnący olejami. Dość ciężko i tępo rozprowadza się na skórze, stawia lekki opór.
Próbowałam go nakładać na suchą skórę oraz na zwilżoną hydrolatem i ta druga opcja jest zdecydowanym wygranym. Na mokrą skórę aplikuje się go łatwiej i można to zrobić w większej ilości, ale nadal bardzo trudne jest nałożenie około grama. Ja jestem w stanie nałożyć jedynie połowę tej ilości – na jedną warstwę gram to za dużo, a dołożenie drugiej ze względu na tępe nakładanie nie jest praktycznie możliwe. Niestety przez to ochrona jest również zmniejszona.
Filtr na początku w średnim stopniu bieli twarz, ale po kilku minutach ten efekt znika i skóra wygląda naturalnie. Problemem natomiast jest tutaj lepkość pozostawionej warstwy, która długo się wchłania. Jeśli nakładamy tylko filtr, nie powinno to w niczym przeszkadzać, ale przy chęci nałożenia makijażu jest już trudniej. Normalnie aplikuję minerały po 10-15 minutach od nałożenia kremu, tu jednak nie jest to możliwe. Pędzel nie sunie po twarzy, bo skóra jest nieco lepka i czuć jej opór. Za każdym razem muszę odczekać 30-40 minut. Dla mnie przy porannym pośpiechu to za dużo.
Oprócz początkowej lepkości, noszenie się filtra jest bez zarzutu. Jest dość ciężki, bo oparty na olejach i filtrze mineralnym. Wiele osób może obawiać się zapychania, ale w moim przypadku się to nie stało i uważam, że u znacznej większości też nie powinno. Olej z krokosza (carthamus tinctorius seed oil) jest dobrym wyborem dla cer tłustych ze względu na dużą zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wraz z tlenkiem cynku nie pozwalają tłustej cerze się świecić. Tlenek cynku dodatkowo podsusza ewentualne wypryski i absorbuje nadmiar sebum.
Mąż i koleżanka o podobnej cerze są równie z niego zadowoleni. Zastanawiam się jednak, czy ta mieszanka nie działa aż nazbyt skutecznie, bo moje policzki wydają się odrobinę bardziej suche niż zazwyczaj. Myślę, że istotne jest dobre przygotowanie skóry pod filtr, czyli nałożenie czegoś nawilżającego i antyoksydacyjnego. Tu będzie to ważne szczególnie przy cerze suchej, jeśli przy takiej chcesz używać Goddess garden. Inaczej moża nabawić się przesuszenia.
Analiza składu Goddess Garden Organics, Natural Sunscreen, Baby
Zinc Oxide 19%, Aloe barbadensis leaf juice*, caprylhydroxamic acid, carthamus tinctorius (safflower) seed oil*, glycerin, glyceryl caprylate, glyceryl stearate citrate, helianthus annuus (sunflower) seed oil*, polyhydroxystearic acid, sorbitan oleate, tocopherol (vitamin E), xanthan gum.
*Certified Organic
Skład jest naturalny i dość prosty, ale ułożony w wyważony sposób, bo miesza nawilżenie z nadaniem okluzji, czyli zamknięciem go w skórze. Użytym filtrem jest tutaj wspomniany mineralny tlenek cynku. Jest bezpiecznym wyborem, o ile nie znajduje się w formie nano w aerozolach, bo w przypadku przedostania się do dróg oddechowych może być dla nich szkodliwy.
Użyto 2 olei: z krokosza barwierskiego (carthamus tinctorius (safflower) seed oil), idealnego dla cery tłustej, bo szybko się wchłania, a dodatkowo działa przeciwzapalnie i redukuje niedoskonałości – oraz ze słonecznika (helianthus annuus (sunflower) seed oil*) wykazującego właściwości odżywcze, antyoksydacyjne i łagodzące. Sok aloesowy (Aloe barbadensis leaf juice) świetnie je wspiera, wraz z gliceryną (humektant) nawilżając skórę. Witamina E (tocopherol) wzmacnia działanie przeciwrodnikowe i regenerujące, a także chroni oleje przed jełczeniem.
Pozostałe składniki kremu to emolienty tworzące na skórze film zapobiegający ucieczce wody oraz chroniący przed środowiskiem (glyceryl caprylate, sorbitan oleate), emulgatory ułatwiające połaczenie substancji wodnych z tłuszczowymi (glyceryl stearate citrate, polyhydroxystearic acid), zagęstnik (xanthan gum) i konserwant (caprylhydroxamic acid).
Pomimo trudności z aplikacją i długiego wchłaniania, świetne działanie oraz niska cena i naturalny skład przemawiają na korzyść filtra z Goddess garden. Ja nadal szukam ideału, bo chciałabym mieć możliwość wykonać makijaż wkrótce po aplikacji, która byłaby równie sprawna. Tutaj mam już jednak solidną bazę, do której zawsze mogę wrócić.
Czy Ty już znalazłaś idealny filtr? Czego teraz używasz?
Polecane powiązane treści
czyli Anna Kochanowska – miłośniczka pielęgnacji skóry bazującej na naukowych faktach.
Blog powstał z pasji, która doprowadziła mnie na studia z kosmetologii bioestetycznej i codziennie skłania do zdobywania nowej wiedzy.
Jeśli sama regularnie chcesz dowiadywać się więcej o pielęgnacji, kosmetykach i akcesoriach, które Ci w niej pomogą, zaglądaj na annemarie.pl!
Hmm, a przypomina Ci jakiś produkt który już stosowałaś?
Używałaś może kremu z Resibo bo coś mi się wydaje, że będzie podobny…
Używałam odżywczego. Ten jest bardziej gęsty, ciężki i dłużej się wchłania.