Witaminowa pielęgnacja z BasicLab: kuracja przeciwzmarszczkowa napięcie i wzmocnienie naczynek oraz serum z retinolem 0,5% i koenzymem Q10

Basiclab esteticus kuracja przeciwzmarszczkowa napięcie i wzmocnienie naczynek | retinol 0,5% z koenzymem Q10 annemarie

Polska marka BasicLab bardzo mnie zainteresowała swoją linią Esteticus bazującą na skutecznych składnikach aktywnych, jak witamina C, retinol, peptydy, czy kwas ferulowy. To produkty przeciwzmarszczkowe i działające wielokierunkowo, odpowiadające na potrzeby wielu rodzajów cer.

Ja wybrałam sobie dwa kosmetyki, które stosowałam przez 3 miesiące, jeden po drugim. Każdy z nich, podobnie jak cała linia, zamknięty został w szklanej buteleczce z pipetą. Zależnie od potrzeb, częstotliwości i powierzchni użycia, można wziąć wersję 30ml lub 15, a każdą należy zużyć przez 3 miesiące po otwarciu opakowania. 

 

Kuracja przeciwzmarszczkowa napięcie i wzmocnienie naczynek

 

Czułam potrzebę czegoś zawierającego witaminę C, ale łagodnego dla mojej skóry i dającego opcję stosowania na dzień dla wzmocnienia działania filtra. Kuracja ma w składzie 10% witaminy C w postaci rozpuszczalnego w wodzie Ascorbyl Glucoside dodatkowo wspieranego przez 1% witaminy E oraz 0,5% kwasu ferulowego, które je stabilizują i wspólnie działają silniej antyoksydacyjnie oraz chronią przed promieniowaniem UVB. Ta forma witaminy C jest dużo bardziej stabilna od kwasu askorbinowego i co istotne, nie ma takiego potencjału drażniącego. Kwas askorbinowy mnie podrażnia, więc celuję w jego pochodne, które są dużo łagodniejsze dla moich wrażliwych partii twarzy.

Kuracja przeciwzmarszczkowa napięcie i wzmocnienie naczynek Basiclab annemarie.pl

Do wyboru akurat tej kuracji z oferty Basic Lab, gdy producent zaoferował mi przetestowanie swoich kosmetyków, zachęciły mnie także użyte w składzie dodatki w postaci nawilżającego hialuronu, łagodzącego pantenolu oraz ekstraktu z miłorzębu japońskiego, który zwalcza wolne rodniki, działa przeciwzapalnie oraz pobudza mikrokrążenia i poprawia ukrwienie skóry, a co za tym idzie wzmacnia naczynka. To bardzo cenna mieszanka dla mojej skóry – zarówno z wrażliwymi, jak i tłustymi partiami.

 

Aqua (woda), Propanediol (substancja ułatwiająca przenikanie), Ascorbyl Glucoside (witamina C), Polyglyceryl-4 Caprate (emulgator), Polyglyceryl-6 Caprylate (emulgator), Glycerin (substancja nawilżająca), Tocopherol (witamina E), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z miłorzębu japońskiego), Sodium Hyaluronate (substancja nawilżająca), Panthenol (substancja łagodząca), Ferulic Acid (kwas ferulowy), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant)

 

Zderzenie rzeczywistości z moimi oczekiwaniami okazało się twarde już na starcie. Serum znajduje się w szklanej buteleczce chroniącej zawartość, co jest jak najbardziej na plus. Zabawa zaczyna się dopiero, kiedy się ją odkręci. Serum pachnie delikatnie mówiąc naturalistycznie. Obawiałam się nawet, że jest zepsute, ale producent odpowiedział mi, że to zapach użytych składników. Jest mocno kwasowy przez witaminę C oraz nieco cierpki, a całościowo niestety mało przyjemny. Nie jest mnie łatwo odstraszyć od kosmetyku, ale używanie go nie było łatwe.

Serum to płyn o lekko słomkowym kolorze, nieco lepki i tłusty. U mnie stanowił część antyoksydacyjnej bazy pod filtr codziennie rano. Łączyłam je z odrobiną kwasu hialuronowego lub preparatu antyoksydacyjnego z The Ordinary, a nakładałam na skórę zwilżoną hydrolatem lub tonikiem. Użyte w minimalnej ilości nie sprawiało problemu, ale w większych stawało odrobinę klejące na skórze.

Kosmetyk ma dość krótki termin ważności, bo jedynie 3 miesiące. 30ml to dla mnie zdecydowanie zbyt wiele jak na taki czas, więc odlałam część płynu koleżance. Myślę, że przy podobnym sposobie stosowania jak mój – codziennie w niewielkiej ilości – w zupełności wystarczyłoby 15ml, czyli mniejsze opakowanie. 

Oczywiście miałam określone oczekiwania do co działania kuracji. Wersja olejowa witaminy C pięknie rozświetla mi cerę, więc tu liczyłam na coś przynajmniej podobnego, połączonego z nawilżeniem i łagodzeniem stanu wrażliwych policzków i wzmacnianiu kruchych naczynek. Po tych 3 miesiącach nie zauważyłam jednak specjalnej poprawy. Kuracja mnie nie uwrażliwiła, była łagodna dla delikatnych partii, ale też mnie nie zachwyciła swoim działaniem.

Oczywiście nie wszystkie efekty da się zauważyć gołym okiem – jak efekt antyoksydacyjny czy wzmocnione naczynka. Jestem pewna, że skóra była dobrze chroniona przed oddziaływaniem słońca i wolnymi rodnikami. Liczę też, że przez czas stosowania kuracji wszystkie te pozostałe oddziaływania miały również miejsce, ale nie mam ochoty wracać do serum, bo znam produkty, które przynoszą mi lepsze efekty.

Cenowo wygląda to tak – mniejsza wersja | większa wersja.

 

Serum z 0,5% czystego retinolu, koenzymem Q10 i skwalanem

 

Retinol to składnik, który chciałam wprowadzić do pielęgnacji po 30 roku życia. I stało się, w zeszłym roku przekroczyłam tę granicę, a więc gdy dostałam opcję testu produktu ten składnik zawierającego, długo się nie wahałam!

Basiclab serum z retinolem 0,5%

Dlaczego czekałam na retinol? Otóż nie musiał być to koniecznie retinol, a jeden z retinoidów bez recepty, łagodniej działający na skórze niż przepisywana przez dermatologa tretinoina. Nie potrzebuję retinoidów na trądzik, ale chcę wykorzystać ich działanie przeciwstarzeniowe. Stosowane regularnie przez kilka miesięcy pomagają złuszczyć warstwę rogową naskórka, ścieńćzyć ją, ale zarazem pogrubić skórę właściwą, stymulując w niej produkcję kolagenu. Cel to oczywiście jędrna, gładka skóra, bez przebarwień, przetłuszczania, czy zmarszczek.

Stosowanie retinoidów nie jest jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wymaga regularności, stosowanie codziennej ochrony przeciwsłonecznej oraz delikatnej pielęgnacji, która nie będzie podrażniać skóry i zanadto jej stymulować. Ciemną stroną retinoidów są ich skutki uboczne w postaci łuszczenia i podrażnień, jakie mogą wystąpić przez pierwsze tygodnie. Wtedy bardzo istotne jest nawilżanie oraz wzmacnianie bariery ochronnej skóry, naruszanej przez retinoidy.

 

Squalane (skwalan), Retinol (retinol), Ubiquinone (koenzym Q10), Polysorbate 20 (emulgator)

 

Bardzo uważnie dobierałam produkty podczas stosowania serum Basiclab i z delikatnością obchodziłam się ze skórą. Dzięki temu oraz dzięki powolnemu wprowadzeniu kosmetyku do swojej pielęgnacji, najpierw co 5 dni, następnie 2x w tygodniu, udało mi się ominąć etap zwiększonego złuszczania czy nadwrażliwości. Moja cera była lekko przesuszona i wrażliwsza niż zazwyczaj, ale nie do stopnia, którego nie dałoby się opanować.

Ogólnie moja cera bardzo dobrze znosiła kurację analogiem witaminy A. Na pierwsze spotkanie wybrałam dla siebie wersję o stężeniu 0,5%, ale dla zaprawionych w boju jest też opcja 2%. Pół procenta to nadal całkiem sporo dla cer wrażliwych, na pierwszy raz zdałoby się nawet zaledwie 0,3%. Przy tym serum i dbałości o całokształt pielęgnacji jednak nie zrobiło mi ono krzywdy.

Serum bazuje na skwalanie, czyli stabilnej formie skwalenu, substancji naturalnie występującej w cemencie międzykomórkowym warstwy rogowej oraz sebum wydzielanym przez gruczoły łojowe. Dlatego jest on bardzo łagodny dla skóry, praktycznie niekomedogenny, a działa ochronnie, wygładzająco i wzmacniająco na jej barierę ochronną.

Ja bardzo często sięgam po skwalan w swojej pielęgnacji, szczególnie jako zabezpieczenie skóry na dzień przed zimowymi chłodami. Lubię jego lekką formułę, nieco silikonową w dotyku, przyjemną do rozprowadzania i stosunkowo szybko wchłanialną jak na olej. Dlatego też stanowi on dobrą bazę dla retinolu rozpuszczalnego w tłuszczach. Razem łatwiej penetrują warstwę rogową i mogą wnikać do skóry.

Podoba mi się także dodatek koenzymu Q10, silnego antyoksydantu zwalczającego wolne rodniki. Mogę się jedynie przyczepić do zawartości polisorbatu, bo jest to substancja otrzymywana przy udziale trującego tlenku etylenu, którym polisorbat może być zanieczyszczony. Szanse na te są minimalne, ja jednak wolę takie substancje omijać. Tutaj mamy ją na końcu składu w minimalnej ilości, więc mimo wszystko postanowiłam stosować serum.

Basiclab seria Esteticus annemarie.pl

15m serum używałam przez 3 miesiące, cały okres jego przydatności. Retinol jest substancją mało stabilną, stąd stosunkowo krótki termin ważności oraz buteleczka zabezpieczająca przed słońcem. Stosowałam je jedynie na twarz, pomimo wcześniejszego pomysłu użycia także na szyi i dekolcie. W ten sposób jednak by mi go nie wystarczyło, pomimo używania zaledwie 2x w tygodniu. Jeśli chcecie pokryć cały ten obszar, to jednak zalecam wybrać większe opakowanie.

Nakładałam serum jakieś 20-30 minut po umyciu twarzy i zaaplikowaniu soku Lush botanicals łączącego fazę wodną z olejową, delikatnie zabezpieczającego skórę. Lekkie serum pod retinol to dobry sposób na jego wprowadzanie, bo zmniejsza możliwość podrażnienia i ułatwia życie przez pierwsze tygodnie. Dzięki temu sposobowi moja skóra była w dobrej formie.

Samo serum jest bardzo wygodne w użyciu, delikatnie olejowe, niezbyt tłuste i łatwe do rozprowadzanie. Po nałożeniu kilku kropel na całą twarz wykonywałam krótki masaż, by wspomóc wchłanianie i penetrację aktywnych składników do naskórka. Dzięki temu otrzymywałam satynowe wykończenie, które wystarczająco zabezpieczało skórę i nie czułam już potrzeby nakładania nic więcej. Gdyby jednak taka potrzeba była, można zaaplikować kolejny produkt po jakichś 15 minutach przerwy, by retinol wcześniej mógł zadziałać.

Pierwsze efekty stosowania serum są u mnie bardzo delikatne – minimalne wygładzenie, szczególnie powstającej powoli zmarszczki podłużnej na czole oraz mniej czarnych kropeczek na nosie. Trzy miesiące to jednak dopiero początek przygody. Niektórzy mogą po tym czasie zobaczyć już dobre efekty, szczególnie na cerze dojrzałej, na której jest co robić. W wielu przypadkach jednak trzeba poczekać znacznie dłużej, 4-5 miesięcy albo i więcej, by cieszyć się widocznymi zmianami.

Ceny: mniejsza pojemność | większa pojemność.

 

Moim  zdaniem cała seria Esteticus jest warta uwagi i jeśli szukacie aktywnych składników w przystępnym wydaniu, to może być coś dla was: witamina C w kilku postaciach, retinol, peptydy rozkurczające zmarszczki mimiczne. Jest z czego wybierać!

 

 

 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda z takietomile.pl
4 lat temu

Już od jakiegoś czasu „czaję się” na serum od Basiclab z witaminą C. Dzięki za informację odnośnie pojemności, bo planowałam zakup 30ml, a wychodzi na to, że 15ml będzie wystarczające.

Agnieszka
Agnieszka
4 lat temu

To wspaniale znaleźć takiego bloga, jestem zachwycona poziomem Twojej wiedzy i sposobem jej przekazywania. Mimo to potrzebuje pomocy. Przeczytałam artykuł o wit C i szczegółowo analizując wybrałam produkt z listy zamieszczonej w kolejnym artykule…..i okazało się że to ten sam który u Ciebie nia dał spodziewanych efektów xD. Całe szczęście piszesz poniżej że znasz takie produkty które sa lepsze. Mogłabyś podać które ze średniej półki byłyby lepsze i jednocześnie dostepne w Polsce?. Pozdrawiam

Agnieszka
Agnieszka
Reply to  Anne Marie
4 lat temu

Masz oczywiście rację tym bardziej ,że moja skóra jest znacznie starsza. Pozdrawiam