Fajna kolorówka: róż Felicea, żel rozświetlający Couleur Caramel, pomadka Axiology, puder Lily Lolo i tusz do rzęs Pacifica

kosmetyki kolorowe do makijażu annemarie

Makijaż nie jest moja najmocniejszą stroną. Przeważnie go nie robię, a jeśli już mi się zdarza, to jest bardzo minimalistyczny i prawie niewidoczny. Wybierane do niego naturalne kosmetyki pozwalają mi uzyskać ten efekt, przy okazji zapewniając komfort użycia i bezproblemowe noszenie.

Przez długi czas nie miałam ochoty na jakiekolwiek eksperymenty, jednak ostatnimi czasy i w tej dziedzinie obudziła się moja ciekawość. Dzisiaj przedstawię Wam moje ciekawe odkrycia, które pozytywnie mnie zaskoczyły, a mogłyby sprawdzić się i u Was.

Tak się akurat złożyło, że mam produkt do każdej partii twarzy: skóra, oczy, usta i policzki 🙂 Tak naprawdę dopiero w tym roku na poważniej sięgnęłam po róże, bronzery i rozświetlacze. Wcześniej mój makijaż ograniczał się do nałożenia pomadki ochronnej lub delikatnego błyszczyka, sporadycznego użycia tuszu, a przy gorszym stanie cery podkładu mineralnego. 

Nabrałam jednak chęci na odrobinę koloru, mocniejszy akcent na ustach, podkreślenie konturu twarzy, czy odrobinę rozświetlenia na szczycie kości policzkowych. Nie mam specjalnych zdolności makijażowych, co w sumie może być oczywiste z powodu braku doświadczenia, jednak powoli uczę się sprawiać, by wykorzystane kosmetyki podkreślały ciekawsze elementy mojej twarzy. Wszystkie te produkty zdecydowanie robią to dobrze!

Tusz Pacifica Stellar Gaze

Jeśli chodzi o oczy, używam jedynie tuszu. Z cieniami czy eyelinerem zupełnie mi nie po drodze! Znalezienie zadowalającej, trwałej formuły to nie lada wyzwanie. W większości tuszy przeważnie coś mi nie pasuje – rozmazują się, osypują, mają nieporęczne szczoteczki, zbyt szybko wysychają w opakowaniu, więc nie mam ochoty do nich wracać. Po Stellar Gaze Strength & Length Mascara prawdopodobnie jeszcze sięgnę 🙂 

Pacifica stworzyła naprawdę udany tusz. Dobrze się aplikuje, choć spora szczoteczka jest dla mnie momentami wyzwaniem. Zdarza mi się przez jej wielkość pacnąć skórę na górnej powiece, co potem wymaga poprawek, ale wszystko jest kwestia praktyki i wyćwiczenia ręki. Tusz ładnie wygląda na rzęsach już po jednej warstwie, rozdziela je i wydłuża. Dołożenie kolejnej warstwy nadaje efekt większej objętości, co można do woli stopniować.

Co dla mnie niezwykle istotne – Stellar Gaze trzyma się bez osypywania i rozmazywania. Dotąd nie spotkałam tuszu, który byłby u mnie tak trwały. Potrafi przetrwać nawet łzawienie podczas wiatru, a nie jest wodoodporny! Raz zdarzyło mu się delikatnie rozmazać pod jednym okiem, ale nie udało mi się wyśledzić przyczyny. 

 

aqua (woda), glyceryl stearate (emolient), cetearyl alcohol (emolient), hydroxyethylcellulose (zagęstnik), sorbitan olivate (emulgator), glycerin (humektant), citric acid (regulator pH), acrylates crosspolymer (substancja filmotwórcza), xanthan gum (zagęstnik), tocopherol (witamina E), jojoba esters (emolient), panthenol (pantenol), arabic/acacia gum (zagęstnik), potassium sorbate (konserwant), cocos nucifera (coconut) oil (olej kokosowy), chamomilla (chamomile) sativa fruit extract (ekstrakt z rumianku), algae extract (ekstrakt z alg), cucumis sativus fruit extract (ekstrakt z ogórka), macrocystis pyrifera (brown kelp) extract (ekstrakt z wielkomorszczu), hydrolyzed oriza sativa (rice) protein (proteiny ryżowe). May Contain: iron oxide (CI 77499), mica (barwniki)

 

Jedyne minusy to dla mnie ta nieco zbyt duża szczoteczka oraz słaba dostępność – ja swoje opakowanie zamawiałam na iHerb. Te drobne niedogodności można mu wybaczyć, bo sprawdza się świetnie! Tusz kosztuje około 55zł, co jest jak najbardziej akceptowalną ceną za jego jakość i ładny, pielęgnujący skład, odpowiedni także dla wegan.

 

Pomadka Axiology

Bardzo chętnie sięgam po pomadki, a że udało mi się znaleźć sporo z dobrym składem (tutaj zobaczysz przegląd pomadek), to powstała już minikolekcja, gdzie mam kilka ulubieńców. Totalnym hitem jest pomadka od Axiology. Mój odcień Philosophy wpada w brzoskwiniowe tony ładnie harmonizujące z lekko oliwkową cerą, dobre właściwie na każdą okazję. 

Tym, co ją szczególnie wyróżnia, jest aksamitna kremowość na ustach. To najprzyjemniejsza w nakładaniu i noszeniu konsystencja, jaką do tej pory spotkałam, a do tego pielęgnująca usta dzięki zawartości organicznych maseł i olei. Nakłada się jak marzenie, bez oporu sunie po wargach i jest w na tyle delikatnym kolorze, że mogę ją nakładać bez lusterka, a efekt i tak jest zadowalający. 

 

Organic Cocos Nucifera (Coconut) Oil* (olej kokosowy), Organic Ricinus Communis (Castor) Oil* (olej rycynowy), Organic Persea Gratissima (Avocado) Butter* (masło awokado), Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax (wosk candellila), Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil* (olej awokado), Organic Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil* (olej z pestek winogron), Tocopherol (Vitamin E) Oil: from Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (witamina E z oleju słonecznikowego), Organic Citrus Sinensis (Orange) Oil* (olejek pomarańczowy), Sambucus Nigra (Elderberry) Extract (ekstrakt z czarnego bzu), Organic Azadirachta Indica (Neem) Oil (olej neem). 

May Contain/Peut Contenir: Mica, Titanium Dioxide, Tin Oxide, Iron Oxide, Manganese Violet, Synthetic Fluorphlogopite, Silica, Kaolin – Illite (Red Clay) (barwniki)

*składniki organiczne, z upraw ekologicznych

 

Od razu zaznaczę, że to nie jest trwała szminka, ale zjada się równomiernie i bez estetycznej tragedii. Dzięki dość wtapiającemu się odcieniowi smugi powodowane jedzeniem i piciem nie rzucają się w oczy, a kremowa formuła łagodnie rozpływa się na ustach. To pierwsza szminka, jaką udało mi się skończyć aż do ostatniej odrobiny, a to naprawdę sporo mówi o przyjemności z jej użycia! 

Niestety jest to już nieco większy wydatek, bo w sklepie Shower & Towel, który przesłał mi ją do testów, kosztuje 129zł. Gdybyście były zainteresowane odcieniem, którego ja używałam, to teraz pod nazwą Philosophy pojawił się inny kolor. Nie wiem, z czego to wynika, ale mój kolor już nie istnieje 🙁

 

Róż Felicea

Kiedy kilka miesięcy temu, nasza rodzima marka produkująca kolorówkę wypuściła nowy tusz, wraz z nim otrzymałam do przetestowania róż do policzków w odcieniu kwiatu wiśni (#111). Używanie różu to dla mnie trochę jak czarna magia. Za każdym razem mam wrażenie, że nałożę za dużo i będę wyglądała jak klaun. 

Na szczęście, z różem od Felicea udało mi się nie przesadzić. Po nabraniu porcji produktu i lekkim otrzepaniu pędzla, udaje się zaaplikować tyle, by nadać policzkom delikatny, nieco romantyczny odcień, a przy tym nie wyglądać sztucznie. To dość napigmentowany kosmetyk, ale jednak pozwalający nie zrobić sobie krzywdy. Wygląda na policzkach bardzo świeżo i ożywia całą twarz, sprawiając wrażenie młodzieńczego wigoru.

 

Mica (mika), Isocetyl Stearoyl Stearate (emolient), Kaolin (glinka), Magnesium Stearate (substancja konsystencjotwórcza), Titanium Dioxide (barwnik), Silica (krzemionka), Bambusa Arundinacea Stem Extract (ekstrakt z bambusa), Glyceryl Caprylate (emolient), Perlite (szkło wulkaniczne), Glyceryl Undecylenate (emolient), Ruby Powder (puder rubinowy), Tocopheryl Acetate (witamina E), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy)

 

Jak najbardziej nie mam tu zastrzeżeń co do składu, który jest naturalny i dość prosty, choć wzbogacony o olej i witaminę E. To dobry produkt, w przystępnej cenie 29zł, choć chętniej widziałabym go w innym niż obecne, plastikowe opakowanie. 

 

puder mineralny Lily Lolo

Wartym krótkiego wspomnienia jest też puder mineralny Lily Lolo. Moja wersja to Flawless Matte skierowana do cer tłustych, znajdująca się w dużym pojemniczku, który wystarczy mi chyba na lata przy mojej częstotliwości użycia 🙂 

Nie uważałam pudru za istotny kosmetyk, ale nie pojawiła się potrzeba przypudrowywania filtra z Madary, który mocno się na mnie świeci. I nie jest to ładny blask, a tłustawy błysk. Puder z Lily Lolo okazał się zupełnie bezproblemowy. Jest drobno zmielony, łatwo rozprowadza się pędzlem na skórze i nie osadza w zmarszczkach lub porach oraz delikatnie matowi, ograniczając błyszczenie. 

 

KAOLIN (glinka biała), MICA (mika)

 

Podoba mi się jego prosty skład zawierający zaledwie rozpraszającą światło mikę i pochłaniającą sebum białą glinkę. Doceniłam również jego funkcjonalne opakowanie z sitkiem i zamykającą go zasuwką, przez co pudełeczko jest czyste i nic się nie rozsypuje. Puder, który trafił do mnie w pudełku Naturalnie z pudełka takiego zabezpieczenia nie miał i okazał się przez to wielką zmorą!

 

żel rozświetlający Couleur Caramel

Już ostatni produkt tak naprawdę nie jest typowym rozświetlaczem. Producent nazwał go żelem rozświetlającym i przeznaczył do ciała. Jednak żel Couleur Caramel tak pięknie rozświetla ramiona, że postanowiłam go też wypróbować na twarzy. Jest olejowo-żelowej konsystencji, która dobrze się rozprowadza na większej powierzchni i wchłania w kilka minut. Wklepywana opuszkiem palca w szczyty kości policzkowych, na powieki oraz skronie, również daje piękny efekt opalizującej na złoto skóry, szczególnie fajny na delikatnie opalonej. Istotne jednak, by nie nałożyć go za dużo i pozwolić mu wsiąknąć w skórę, żeby drobinki nie rozniosły się po całej twarzy.

 

Olea europaea (Olive) fruit oil* (oliwa) – Squalane (skwalan) – Ricinus communis (Castor) seed oil* (olej rycynowy) – Oleyl erucate (emoleint) – Helianthus Annuus (Sunflower) seed oil* (olej słonecznikowy) – Sesamum indicum (Sesame) seed oil* (olej sezamowy) – Mica (mika) – Hydrogenated Olive Oil Stearyl Esters (stabilizator emulsji) – C10-18 Triglycerides (emolient) – Hydroxystearic/Linolenic/Oleic Polyglycerides (emolient) – Oleic/Linoleic/Linolenic Polyglycerides (emoleint) – CI 77891 (Titanium dioxide) (barwnik) – Trihydroxystearin (emolient) – Butyrospermum parkii (Shea butter) Butter* (masło shea) – Argania spinosa kernel oil* (olej arganowy) – Parfum (substancja zapachowa) – CI 77491 (Iron oxides) (barwnik) – Tocopherol – Citronellol – Eugenol – Geraniol – Linalool (substancje zapachowe)

 

Żel polecam więc zarówno jako rozświetlenie na twarz, jak i do ciała. W letnie dni to cudowny efekt! Szklane opakowanie i naturalny skład oparty na olejach to dodatkowe atuty. Moją buteleczkę otrzymałam do testów ze sklepu Ekozuzu, gdzie też znajdziecie go w cenie 105zł. Pomimo pojemności 50ml, to przy wspomnianym zastosowaniu jest on bardzo wydajny i może nawet nie udać się go zużyć w ciągu pół roku od otwarcia, jak zaleca producent.

 

Moje zapasy makijażowe nie są wielkie, ale za dobrej jakości i przede wszystkim się sprawdzają! Jeśli już mam niewiele takich kosmetyków, to zależy mi, by były funkcjonalne i spełniały wszystkie oczekiwania. Dzisiejsze polecajki są dokładnie takie 🙂

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments