Piękno w szkle: przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Papaja&Mango BeLoved i serum olejowe Young Cacay Creamy

Polskie, naturalne i w szkle – kosmetyki o pięknym składzie, obok których trudno przejść obojętnie! Czy to wszystko przekłada się na działanie? Zobacz, jak sprawdziły się u mnie 🙂

Co łączy te kosmetyki? Jak wspomniałam, są produkowane w polskich manufakturach, zamknięte w opakowaniach z czarnego szkła, chroniących je przed środowiskiem zewnętrznym, szczególnie promieniami słońca oraz bazują na naturalnych surowcach. To duże zalety tych produktów, ale nie kosztują one mało. Jak zawsze powstaje pytanie, czy warto daną kwotę wydać na taki kosmetyk. Jeśli chodzi o dzisiaj opisywane produkty, to myślę, że tak i zaraz odpowiem dlaczego.

 

Creamy, serum olejowe Young cacay z witaminą C

 

Buteleczka o pojemności 10g zawierająca olejowe serum Creamy trafiła do mnie w powracającym po przerwie Naturalnie z pudełka, czyli boksie z naturalnymi kosmetykami (więcej info w tym wpisie – klik) .Koszt takiej buteleczki to 79zł, a przy zalecanym przez producenta codziennym używaniu, powinna wystarczyć na miesiąc. Ja jednak stosowałam serum po swojemu, to jest 2-3 razy w tygodniu, więc wystarczyła mi ona na ponad 2 miesiące. To optymalna częstotliwość w mojej opinii, szczególnie przy stosowaniu drugiego kosmetyku na zmianę z nim. 

Cannabis Sativa Seed Oil (olej konopny), Carum Petroselinum Seed Oil (olej z pietruszki), Caryodendron Orinocense Seed Oil (olej cacay), Ascorbyl Tetraisopalmitate (olejowa forma wit. C), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Tocopherol (witamina E), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Ubiquinone (koenzym Q10), Salicornia Herbacea Extract (ekstrakt z solirodu zielnego), Capryloyl Salicylic Acid (kwas lipohydroksylowy), Jasminum Sambac Flower Extract (ekstrakt z kwiatu jaśminu), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Linalool* (substancja zapachowa), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Benzoate (konserwant)

*składniki naturalnie występujące w absolucie jaśminowym

 

Serum jest dostosowane szczególnie do potrzeb cery tłustej i mieszanej, ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by osoby o innym typie cery także je wypróbowały. Serum bazuje na lekkich olejach z przewagą tych szybkoschnących, lekkich i odżywczych dla skóry, o niskim potencjale komedogennym, czyli zdolności do zapychania porów. Dlatego te oleje są świetne do cer problematycznych, ale także do wszystkich innych. Wśród olei znajdują się moje dwa ulubione: konopny o świetnych właściwościach przeciwzapalnych i łagodzących oraz regulujących wydzielanie sebum – podobnie jak olej jojoba o budowie przypominającej ludzkie sebum, dobrze uzupełniający naszą barierę hydrolipidową chroniącą skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Pozostałe oleje to pietruszka działająca antybakteryjnie, łagodząco na naczynka i rozjaśniająco na przebarwienia oraz cacay łagodzący, rozjaśniający i przeciwzmarszczkowy. Miks olejowy został wzbogacony o kilka ciekawych składników: 

 

  • moją ulubioną, olejową formę witaminy C dobrze przyswajaną przez skórę, choć wymagającą nieco więcej czasu, by pokazać swoje działanie niż kwas askorbinowy, wzmacniającą naczynia krwionośne, poprawiającą koloryt i stymulującą syntezę kolagenu, 
  • silnie antyoksydacyjny koenzym Q10 poprawiający jędrność i koloryt skóry,
  • działającą przeciwrodnikowo witaminę E ograniczającą jełczenie olei,
  • ekstrakt z solirodu zielnego o działaniu wygładzającym i nawilżającym,
  • kwas lipohydroksylowy łagodniejszy od salicylowego, delikatnie złuszczający, antybakteryjny i przeciwzapalny, przeciwdziałający zaskórnikom i wypryskom,
  • ekstrakt z jaśminu o pięknym zapachu.

 

Skład jest dość prosty, ale bogaty w substancje antyoksydacyjne, łagodzące, przeciwzapalne – dostosowane szczególnie do cer problematycznych, ale także mające działać przeciwzmarszczkowo, opóźniać procesy starzenia skóry i poprawiać jej kondycję. W serum olejowych szczególnie wypatruję połączenia koenzymu Q10 i witaminy C, tutaj kwas LHA jest fajnym bonusem. Serum to typowy kosmetyk olejowy – śliski, choć nie za tłusty pod palcami, dość lekki i po przyjemnym rozprowadzeniu szybko wchłaniający. Aplikacja na wilgotną skórę dodatkowo w tym pomaga i pozwala zużyć nieco mniej kosmetyku. Przez pierwsze minuty czuć jego przyjemny zapach będący połączeniem konopii z jaśminem. Jaśmin jest tu dominujący, ale ja wyraźnie wyczuwam też olej konopny, który dobrze znam z aplikacji solo. Young cacay pomaga delikatnie ożywić cerę, poprawić nieco koloryt, odżywia ją i wygładza. Stosowane na dłuższą metę, dzięki dobrze dobranemu składowi, może być świetnym sposobem na przedłużenie młodego wyglądu skóry i dobrego jej stanu, szczególnie jeśli chodzi o cery tłuste i problematyczne, dla których jego formuła jest idealnie skomponowana. Jego stosowanie to czysta przyjemność, podobnie jak poniższego kremu od BeLoved.

 

BeLoved, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Papaya&mango anti-aging eye cream

 

Krem pod oczy trafił do mnie jako część nagrody w konkursie na Instagramie. Przyznam, że nieco obawiałam się jego formuły, która mogła być dla mojej skóry pod oczami zbyt ciężka. W tej okolicy łatwo powstają u mnie prosaki i zdarzyło się, że kosmetyk, który pięknie się zapowiadał, przyprawił mnie o dorodnego prosaka, z którym nie mogłam sobie poradzić tygodniami, aż w końcu porządne oczyszczanie olejami z emulgatorem powoli go rozpuściło.

Wracając jednak do kremu mango&papaja – dlaczego uważam jego stosowanie za czystą przyjemność? W dużej mierze dzięki jego konsystencji. W słoiczku krem wygląda na dość zbity, kremowy produkt, ale po dotknięciu okazuje się, że jest bardziej konsystencji gęstego, nietłustego musu. Musu, który po nałożeniu na skórę bezproblemowo się na niej rozprowadza i pokrywa całą pożądaną powierzchnię niczym ochronny kompres. Bardzo dobrze się wchłania, od razu zapewniając dawkę nawilżenia i cudne wygładzenie problematycznej strefy. Wystarczy przy tym nałożyć odrobinę, choć można i zaszaleć z ilością – zaaplikowany grubszą warstwą daje jeszcze lepszy efekt.  Plusem jest też lekki, niemęczący nosa zapach, w którym spod róży wybija się nuta pelargonii oraz czegoś “mącznego”, kojarzącego mi się z bambusem. Tak, zatem stosowanie kremu to dla mnie coś bardzo odprężającego i naprawdę będę tęsknić za jego cudną konsystencją.

 

Rosa Damascena Flower Water (hydrolat różany), Pelargonium graveolens flower/leaf/stem water (hydrolat geraniowy), Carthamus Tinctorius (olej z krokosza barwierskiego), Persea Gratissima (Avocado) Oil (olej awokado), Cetearyl Olivate (emulgator), Sorbitan Olivate (emolient, emulgator), Rosa canina (Rosehip) seed oil (olej z dzikiej róży), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Rhus Succedanea Fruit Wax (wosk z owoców sumaka, emolient), Aqua (Woda), Lactobacillus Ferment Lysate (ferment bakterii Lactobacillus, probiotyk), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Punica Granatum Extract (ekstrakt z granata), Lactobacillus Ferment (ferment bakterii Lactobacillus), Caffeine (kofeina), Lactobacillus/Acerola Cherry Ferment (bioferment z owoców aceroli), Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate (ferment z rzodkwi, konserwant, substancja nawilżająca),  Lactobacillus/Cocoa Fruit Ferment Filtrate (ferment z kokosa), Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract (ekstrakt z papai), Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract (ekstrakt z mango), Tocopherol (witamina E), Panthenol (substancja nawilżająca i łagodząca), Niacinamide (witamina B3), Sodium Hyaluronate (substancja nawilżająca), Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), *Benzyl Alcohol (konserwant), Salicylic Acid (konserwant), Glycerine (substancja nawilżająca), Sorbic Acid* (konserwant)

 

Patrząc na skład można by spodziewać się jeszcze więcej, niż wygładzenie i napięcie skóry wokoło oczu. Kofeina wskazuje na przeciwdziałanie opuchliznom i cieniom pod oczami, ale ja stosowałam krem na noc i nie zwracałam wtedy uwagi, czy coś takiego ma miejsce. Na dzień używałam w tym czasie serum The ordinary, które wykazywało działanie w tym zakresie (recenzja – klik). Niacynamid dodatkowo działa rozjaśniająco i pobudza produkcję kolagenu w skórze, a cała lista fermentowanych składników dzięki temu procesowi jest lepiej przyswajana. Papaja, mango, granat i zielona herbata działają silnie antyoksydacyjnie, hialuron, pantenol i ferment z rzodkwi zapewniają nawilżenie, a oleje i masła odżywiają skórę. Olej awokado wysoko w INCI należy do cięższych olei i to głównie co do niego miałam obawy, ale na szczęście krem nie sprawił mi jakichkolwiek problemów. Bardzo ciekawym składowym zabiegiem jest tu użycie hydrolatów zamiast tradycyjnie stosowanej wody na samym początku składu. Oczywiście ma to przełożenie na cenę kosmetyku, ale także na działanie. Róża i geranium są dobre nawet do cer wrażliwych i wzmacniają naczynia krwionośne, które akurat wokół oczu są bardzo płytko ułożone. Ciągle jest na naszym rynku niewiele kosmetyków, gdzie producenci stosują ten zabieg. Jak wpomniałam, taki skład przekłada się na cenę – tutaj wynosi ona 150zł za 15ml kosmetyku, przy czym mamy 6 miesięcy na zużycie go po otwarciu. Ja używałam go 3 miesiące, ale oddałam najpierw ⅓ koleżanki, a kiedy termin ważności dobiegał końca, stosowałam krem na całą twarz. Przy moim standardowym używaniu, raz dziennie, wystarczyłby na jakieś 5 miesięcy.

 

Obu kosmetykom mówię tak. Wymieniłam Wam już wszystkie zalety, ale podkreślę jeszcze, że to zdecydowanie coś dla osób szukających kosmetyków w nurcie less waste.  Produkty mają dobre, naturalne składy, działają, a ich piękne opakowania zostaną ze mną na dłużej, bo będę je wykorzystywać na odlewki lub swoje własne, domowe kosmetyki. 

 

Skusiłam Was? A może już używałyście czegoś tych marek?

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o