Kosmetyki Nourish: oczyszczająca emulsja 3D z jarmużem i probiotyczna maska z minerałami

Nourish london

Prebiotyki, probiotyki – brzmi super, prawda? W kosmetykach brytyjskiej marki Nourish możemy znaleźć właśnie substancje pre i postbiotyczne, zdecydowanie warte uwagi. A jak spisały się same kosmetyki?

Kale 3D cleanse – oczyszczająca emulsja z jarmużem

 

Pierwszy produkt marki trafił do mnie w jakiejś testerskiej akcji i dobrze wpasował się akurat w moje potrzeby tamtego czasu. Zaczęłam używać emulsji w grudniu rok temu. Przeważnie właśnie na jesień i zimę przechodzę od pianek i żeli do bardziej emulsyjnych, otulających formuł, chociaż takie lubię stosować również w porannym oczyszczaniu.

To używanie rozciągnęło się bardzo w czasie i nie mam pojęcia jakim cudem emulsja jest tak niezwykle wydajna – 100ml to blisko pół roku codziennego, porannego stosowania! Naprawdę nie wiem jak to jest w ogóle możliwe! Szczególnie że pompka jest nieco zawodna i dozuje bardzo różnie – czasem minimalną, wystarczającą do oczyszczenia ilość, a czasem dawkę podwójną.

Nourish kale cleanser

Zakładam, że owa wydajność musi wynikać z dość gęstej formuły – takiej między emulsją a kremem. Bazuje ona na delikatnym detergencie, glicerynie i kilku dodatkach. Po zaledwie kilku podstawowych składnikach pojawiają się już jednak zagęstniki i barwniki, natomiast dalej trafimy na sporo substancji zapachowych w postaci olejków eterycznych o właściwościach m.in. antybakteryjnych i przeciwzapalnych. Nie czuć ich w delikatnym zapachu kosmetyku, jednak osoby o skórze wrażliwej powinny być w takim przypadku ostrożne.

Najciekawszymi składnikami wartymi wzmianki są tu naturalne konserwanty, w tym filtrat z rzodkwi działający jednocześnie nawilżająco, probiotyczny filtrat o właściwościach łagodzących oraz antyoksydacyjne jarmuż i czarna fasola. Ogólnie mam dość mieszane odczucia co do składu, bo choć mamy tu delikatny detergent, to główne składniki należą do tańszych, a bogactwo substancji zapachowych i barwników mnie nie przekonuje.

 

Aqua (woda), Sodium cocoyl isethionate (substancja myjąca), Glycerin** (substancja nawilżająca), Stearic acid (emulgator), Cetearyl alcohol (emolient), Titanium dioxide (CI 77891 barwnik), Alginic acid (zagęstnik), Helianthus annuus flower extract* (olej słonecznikowy), Brassica oleracea leaf extract* (ekstrakt z jarmużu), Aloe barbadensis leaf juice powder* (puder aloesowy), Griffonia simplicifolia seed extract (ekstrakt z czarnej fasoli), Lactobacillus bulgaricus ferment filtrate (substancja fermentowana), Pelargonium graveolens flower oil* (olejek geranium), Ethylcellulose (zagęstnik), Iron oxide Yellow (CI 77492 barwnik), Mica (zagęstnik), Sodium levulinate (regulator pH), Olibanum (frankincense) oil* (olejek frankincens), Hydroxypropyl methylcellulose (zagęstnik), Commiphora myrrha (myrrh) oil (olejek mirrowy), Glyceryl undecylenate (emolient), Rosmarinus officinalis flower oil* (olejek rozmarynowy), Glyceryl caprylate (emolient), Levulinic acid (konserwant), Sucrose (substancja nawilżająca), Chromium oxide Green (CI 77288 barwnik), Leuconostoc/radish root ferment filtrate (konserwant, substancja nawilżająca), Sodium hyaluronate (substancja nawilżająca), Populus tremuloides bark extract (ekstrakt z kory topoli, naturalny konserwant), Eugenol, Linalool, Citral, Geraniol, Limonene, Citronellol (substancje zapachowe)

(* składniki z upraw ekologicznych, ** pochodzenie ekologiczne)

 

Jak ten skład przekłada się na działanie? Emulsja z jarmużem Nourish to bardzo delikatny produkt, świetny na chłody. Ja używałam jej o poranku, ale nadawałaby się również na drugi etap mycia. Pozostawiał moją skórę w dobrym stanie, nie zdarzyło mi się z nią ściągnięcie, czy uczucie przesuszenia, choć nie dawał takiej aksamitnej miękkości, jaką zostawiają niektóre produkty emulsyjne.

Myjadło jest dość gęstym, kremowym produktem z wyczuwalnymi drobinkami. Podczas oczyszczania jednak zupełnie ich nie czuć, bo dzięki nim jej kolor zmienia się po chwili z perłowo białego na lekko zielonkawy, a sama emulsja zaczyna gładko sunąć po skórze. Dodatkowo jej stonowany zapach z ziołową nutką jest mało inwazyjny dla nosa.

To nie jest tani produkt (aż 150zł za 100ml), ale bardzo wydajny, więc cena przekłada się tu na czas stosowania. Na mojej skórze sprawdzał się dobrze, jednak ze względu na wspomniane elementy składu raczej do niej nie wrócę. W kategorii delikatnych myjadeł mam już swoje sprawdzone typy, które polubiłam bardziej, a kosztują mniej.

 

Probiotic Multi-Mineral Repair Mask – regenerująca maska probiotyczna z minerałami

 

Nourish repair mask probiotic

Tymczasem maseczka Nourish przyjechała do mnie w jednym z pudełek Discovery box od Naturisimo. Ma ona dużo bardziej interesujący skład niż emulsja, choć chętnie zobaczyłabym wysoko w składzie jakieś ciekawsze oleje niż słonecznikowy i emolienty. Dopiero dalej jest moja ulubiona jojoba i antyoksydacyjny olej kameliowy.

Na uwagę najbardziej zasługują tu trójpeptyd zwiększający produkcję kolagenu i wygładzający skórę, ujędrniający ekstrakt z alg, substancje silnie kojące i przeciwzapalne w postaci baisabololu pozyskiwanego z rumianku oraz ekstrakt z maquiberry i nagietka, a także regulujący pracę gruczołów łojowych i antyspetyczny ekstrakt drożdżowy i 5 składników fermentowanych zawierających cynk, miedź, żelazo, magnez i krzem – minerały wspierające liczne regeneracyjne funkcje skóry i łatwiej przyswajalne dzięki procesowi fermentacji.

 

Aqua (woda), Glycerine* (substancja nawilżająca), Rosa damascena (rose) flower water* (hydrolat różany), Macadamia ternifolia (macadamia) seed oil* (olej makadamia), Helianthus annuus (sunflower) seed oil* (olej słonecznikowy), Cetearyl alcohol (emolient), Caprylic/Capric triglyceride (emolient), Alaria esculenta extract (ekstrakt z algi skrzydlicy), Glyceryl stearate (emolient), Cetearyl glucoside (emulgator), Simmondsia chinesis (jojoba) seed oil* (olej jojoba), Camellia oleifera seed oil (olej z nasion kamelii), Calendula officinalis flower extract* (ekstrakt z nagietka), Tocopherol (witamina E), Bisabolol (substancja łagodząca), Aristotelia chilensis (maqui berry) fruit extract (ekstrakt z owocu maqui), Aloe barbadensis leaf juice powder* (puder aloesowy), Sorbitol (substancja nawilżająca), Palmitoyl tripeptide-5 (tripeptyd), Lavandula officinalis (lavender) flower oil* (olejek lawendowy) (olejek mirrowy), Sodium hyaluronate (substancja nawilżająca), Citric acid (regulator pH), Sodium levulinate (regulator pH), Sodium anisate (konserwant), Saccharomyces/Zinc ferment (substancja fermentowana), Saccharomyces/Copper ferment (substancja fermentowana), Saccharomyces/Magnesium ferment (substancja fermentowana), Saccharomyces/Iron ferment (substancja fermentowana), Saccharomyces/Silica ferment (substancja fermentowana), Faex extract (ekstrakt z drożdzy), Glyceryl undecylenate (emolient), Leuconostoc/Radish root ferment filtrate (konserwant, substancja nawilżająca), Coumarin, Geraniol, Limonene, Linalool (substancje zapachowe)

 

30ml maseczki kosztuje aż 140zł, ale tutaj zdecydowanie bardziej widzę uzasadnienie tej ceny! Składniki tworzą kremową, przyjemną formułę o lekko słodkim, ziołowym zapachu. Podoba mi się, że została ona zamknięta w opakowaniu z pompką airless, bardzo higienicznym oraz ukazującym stopień zużycia. 

Maseczkę każdorazowo nakładałam po wykonaniu peelingu enzymatycznego, raz w tygodniu i grubszą warstwą w ilości 4-5 pompek na twarz i szyję. Służyła mi ona jako ostatni etap pielęgnacji i maseczkę nocną, co jest jedną z zalecanych przez producenta opcji. Uznałam, że zdecydowanie szkoda mi te składniki spłukiwać lub ścierać po kilku minutach ze skóry!

Taka grubsza warstwa maski po jakichś 20-30 minutach w większości wchłaniała się w moja skórę i działała dalej przez całą noc. Muszę przyznać, że doceniam jej efekty łagodzące i regenerujące, szczególnie na wrażliwych policzkach, na których łatwo powstają mi podrażnienia i stany zapalne. Substancje kojące i fermenty bogate w minerały miały tu pole do popisu, podobnie jak substancje antybakteryjne, czy wielofunkcyjna lawenda.

Co prawda nie zauważyłam tu redukcji sebum, czy mniejszego powstawania niedoskonałości, ale zapewne potrzebowałabym częstszego stosowania. Raz w tygodniu uznałam za częstotliwość optymalną, a maseczkę za opcję ratunkową na stany zapalne i taki zastrzyk energii dla skóry oczyszczonej enzymami i łatwiej wchłaniającej cenne składniki. Przy takim składzie zdecydowanie warto taki peeling najpierw wykonać.

Tak więc maseczka działa jak powinna i stanowi fajne wzbogacenie pielęgnacji 🙂 Nie pobiła balsamu z Aurelia Probiotics, ale zdecydowanie warto zwrócić na nią uwagę, jeśli szukacie czegoś odżywczego i łagodzącego zarazem. Zdecydowanie pokonała ona jarmużową emulsję i być może jeszcze kiedyś do niej wrócę, jak zużyję wszystkie swoje zapasy i chciejstwa z listy ;p



 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments