Miniatury z Discovery Box od Naturisimo: Madara SOS Hydra Mask, Odacite Black Mint Cleanser, Caudalie Premier Cru, Tata Harper Elixir Vitae

miniatury Discovery Box z Naturisimo annemarie

Miniaturowe wersje kosmetyków to świetna okazja, by sprawdzić, czy warto kupić pełnowymiarowy produkt. To szczególnie istotne przy droższych kosmetykach, bo zawsze istnieje szansa, że jednak wydane pieniądze pójdą w błoto. Taką opcję daje Naturisimo ze swoim comiesięcznym pudełkiem Discovery Box. 

Discovery Box to kosmetyczne pudełka składające się z miniatur i próbek firm z całego świata. Zawartość konkretnych pudełek jest znana, więc nie kupujemy kota w worku. Ich koszt wynosi 19 funtów, a przesyłka jest darmowa, więc całość, zależnie od kursu funta, to niecałe 100zł.

Suma cen produktów, które otrzymujemy jest kilkukrotnie wyższa od kwoty, którą wydajemy, więc tym bardziej polecam zainteresować się ofertą Naturisimo i co miesiąc zerkać na ich stronę, by sprawdzić zawartość nowego pudełka. Ja kupiłam dwa pudełka, w tym jedno jubileuszowe, na dziesiąte urodziny sklepu, więc zawierające nawet ciekawsze produkty niż zwykle. Nazbierało mi się kilka miniatur i poniżej opowiem o czterech z nich, w nieco wyższych cenach.

Czasami mnie zastanawia, czy kosmetyki za duże pieniądze rzeczywiście mogą działać lepiej bądź po prostu być lepszej jakości. Nie chcę tu wchodzić w polemikę, jaki to jest drogi kosmetyk, bo jednak cena to kwestia względna. Nie zaglądam nikomu do portfela, każdy sam decyduje na co wydać swoje pieniądze. Mimo wszystko warto mieć świadomość, czy jest w tym jakiś głębszy sens. 

Niektóre firmy nie oferują swoimi produktami nic nadzwyczajnego, ich składy nie sugerują, by kosmetyk miał przynieść jakieś ciekawsze rezultaty. Bywa, że to kwestia marketingu, bywa też tak, że wystarczy silkon, który da piękny efekt aż do zmycia. Takie produkty omijam szerokim łukiem, natomiast omawiane kosmetyki należą do zupełnie innej kategorii. Ich składy to naprawdę ciekawe kompozycje, które mają realną szansę zadziałać. Czy jednak warto zapłacić za nie aż tyle?

Odacite, Black Mint Cleanser

Odacite Black Mint Cleanser

Pierwszym produktem, który otworzyłam, był maleńki żel do mycia twarzy marki Odacite. To dość lejący, czarny płyn o zapachu mięty, który niezwykle się pieni. Wystarczą zaledwie trzy-cztery krople, by umyć całą twarz! Spieniony w dłoniach świetnie rozprowadza się na skórze, delikatnie pachnie świeżą miętą i przyjemnie, ale porządnie oczyszcza twarz, bez pozostawienia uczucia ściągnięcia skóry. 

Swoje zalety zawdzięcza delikatnym substancjom myjącym, ekstraktom z mięty i rozmarynu, olejkowi eterycznemu z drzewa herbacianego, a także aktywnemu węglowi i glince rhassoul. To połączenie, szczególnie glinka i węgiel razem, dobrze oczyszczają pory i zostawiają uczucie odświeżenia i czystości. To świetna opcja szczególnie na lato właśnie ze względu na wspomniane chłodzenie. Zimą nie byłby to tak przyjemny efekt. 

Kolejną zaletą jest niecodzienna wydajność – próbka o pojemności kilku mililitrów wystarczyła mi na ponad 2 tygodnie codziennego mycia! Black Mint Cleanser to niestety drogi produkt, bo kosztuje ponad 160zł za 100ml, chociaż prawdopodobnie mógłby przy moim użyciu wystarczyć nawet na pół roku. Do tego stopnia jestem zachwycona żelem, że pomimo ceny naprawdę poważnie zastanawiam się nad jego zakupem 🙂

 

Water [Aqua], Algal Betaine [Capric/Lauric/Myristic/Oleic Amidopropyl Betaine], Decyl Glucoside, Lauryl/ Glucoside, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Xanthan Gum, Activated Charcoal, Rhassoul Clay [Moroccan Lava Clay], Tea Tree Leaf Oil [Melaleuca Altemifolia], Peppermint Oil [Mentha Piperita], Rosemary Leaf Extract [Rosmarinus Officinalis*], Sunflower Seed Oil [Helianthus Annuus*], Caprylhydroxamic Acid, Glyceryl Caprylate, Glycerin, Tetra­sodium Glutamate Diacetate

 

Madara, SOS Hydra Mask

Madara SOS Hydra Mask

Kolejna miniatura liczy sobie 12,5ml, które wystarczyło mi na 5 użyć. Jak na maseczkę, konsystencja kosmetyku jest dość luźna. Kolor pudrowego różu kojarzy mi się z budyniem, a zapach potęguje to wrażenie. Ten jest słodki, pudrowy, jak budyń albo ciasto, chociaż da się wyczuć bardzo delikatny aromat kwiatowy. Aplikacja jest równie przyjemna i nie sprawia problemów. Konsystencja ułatwia rozprowadzenie maseczki na skórze cienką warstwą. Można dołożyć jej więcej, ale najlepiej robić do na dwie tury. 

Kosmetyk w szybkim tempie przysycha na twarzy, a ja mam nawyk zraszania masek hydrolatem, który wyrobiłam sobie przy domowych mieszankach z glinkami, więc tutaj także stosuję tę metodę. Po zmyciu po upływie 15 minut skóra ani razu nie była zaczerwieniona, podrażniona czy ściągnięta. Uzyskany efekt to drobne wygładzenie cery, wrażenie ujednolicenia jej struktury poprzez lepsze nawilżenie.

 

Aqua, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Alcohol, Rosa Damascena (Rose) Flower Water*, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Carbonate, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter*, Hippophae Rhamnoides (Sea-buckthorn) Fruit Extract*, Sodium PCA, Glycerin, Stearic Acid, Palmitic Acid, Aroma, Arachidyl Glucoside, Betaine, Linum Usitatissimum (Flax) Seed Extract*, Urtica Dioica (Nettle) Leaf Extract*, Paeonia Lactiflora (Peonia) Root Extract, Coco-Glucoside, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ascorbyl  Palmitate (Vitamin C), Tocopherol (Vitamin E), Sodium Phytate, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, CI77491 (Iron Oxides)***, Xylitol, CI77492 (Iron Oxides)***, Citronellol**, Geraniol**, Benzyl Salicylate**, Eugenol**

 

Skład maseczki jest piękny i zawiera m.in. jedne z moich ulubionych składników – olej jojoba i hydrolat różany. Do tego dochodzą nawilżacze w postaci kwasu hialuronowego, gliceryny, ksylitolu, PCA, glikozaminoglikanów i betainy, cała lista ekstraktów: z łagodzącego rokitnika, przeciwzapalnego lnu, przeciwstarzeniowej piwonii i tonizującej pokrzywy, a także wzmacniającej naczynia witaminy C i równie silnie antyoksydacyjnej E. 

Jedynym problemem tego składu jest konserwant w postaci alkoholu na drugim miejscu INCI, który narusza barierę hydrolipidową i niestety może przesuszać cerę przy częstym stosowaniu produktu. Wszystko zależy od stopnia wrażliwości skóry, ale istnieje takie ryzyko. SOS Hydra Mask to ciekawy produkt, ale nie oczarował mnie na tyle, bym miała ochotę wydać prawie 150zł na pełnowymiarowe opakowanie (60ml). Unikam alkoholu tak wysoko w składzie, a efekty jej używania – porównywalne do wielu innych, tańszych kosmetyków.

 

Caudalie, krem Premier Cru

Caudalie krem Premier Cru

Tutaj dostałam 15ml kremu w ciemnej, plastikowej tubce. Używałam go codziennie rano przez miesiąc i muszę przyznać, że sięgałam po niego z przyjemnością. To średniej gęstości produkt o bardzo miłym dla nosa zapachu – słodkim, nieco kwiatowym, ale nie duszącym lub drażniącym. Po chwili się ulatnia, więc nie miałam ochoty jak najszybciej zmyć jego warstwę z twarzy. 

Krem bezproblemowo się aplikuje i stosunkowo szybko wchłania, pozostawiając jedynie minimalną, komfortową warstwę na skórze. Moja cera w czasie stosowania wyglądała na dobrze odżywioną, wygładzoną i świeższą. Przyczyną są oczywiście ciekawe substancje w składzie:

 

Aqua/Water/Eau (woda), Coco-Caprylate/Caprate* (emolient), Butylene Glycol* (substancja ułatwiająca przenikanie), Glyceryl Stearate* (emolient, emulgator), Cetearyl Alcohol* (emolient), Cetearyl Glucoside* (emolient, emulgator), Hydrolyzed Yeast Protein (proteiny drożdżowe), Niacinamide (wit. B3), Octyldodecyl Myristate* (emolient) , Pentaerythrityl Distearate (emolient, emulgator), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil* (olej z pestek winogron), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter Extract* (ekstrakt z masła shea), Jojoba Esters* (estry jojoba), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator), Polyglycerin-3 (regulator lepkości, humektant), Hydrolyzed Hyaluronic Acid* (hydrolizowany kwas hialuronowy, humektant), Glycerin* (humektant), Palmitoyl Grapevine Shoot Extract* (ekstrakt z winorośli), Palmitoyl Grape Seed Extract* (ekstrakt z winogron), Sodium Carboxymethyl Beta-Glucan (substancja łagodząca), Acacia Decurrens Flower Wax* (wosk akacjowy, część związku Acticire® MB), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil* (olej słonecznikowy), Tocopherol* (witamina E), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Wax* (wosk słonecznikowy), Palmitoyl Tripeptide-1 (peptyd trasportujący), Palmitoyl Tetrapeptide-7* (peptyd sygnałowy), Parfum (aromat), Ethylhexylglycerin (konserwant), Caprylyl Glycol (substancja ułatwiająca przenikanie), Pentylene Glycol (substancja ułatwiająca przenikanie), Ethylhexyl Palmitate (emolient), Carbomer (substancja zagęszczająca), Potassium Sorbate (konserwant), Xanthan Gum (substancja zagęszczająca), Tribehenin* (emolient), Sodium Phytate* (chelator), Sorbitan Isostearate* (emulgator), Sodium Citrate (konserwant), Arginine (aminokwas), Citric Acid* (regulator pH), Lactic Acid (kwas mlekowy), Ci 77891 (Titanium Dioxide) (barwnik), Ci 77491 (Iron Oxides) (barwnik), Ci 77492 (Iron Oxides) (barwnik), Citronellol (aromat), Coumarin (aromat), Geraniol (aromat), Linalool (186/027) (aromat)

 

Warto zwrócić uwagę na Sodium Carboxymethyl Beta-Glucan – składnik działający wzmacniająco, antyoksydacyjnie, łagodzący i uelastyczniający skórę, a w połączeniu z niacynamidem również obecnym w składzie, wspierający walkę z niedoskonałościami. Kolejna ciekawostka to opatentowany kompleks Acticire® MB (Jojoba Esters (and) Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Wax (and) Acacia Decurrens Flower Wax (and) Polyglycerin-3) dający kremowi przyjemną gładkość, a skórze dawkę nawilżenia i zmiękczenia.

Na osobną wzmiankę zasługują jeszcze 2 użyte tu peptydy. Ja jestem wielką fanką peptydów, które są bardzo skutecznymi substancjami w pielęgnacji, więc oczy mi się zaświeciły, kiedy zobaczyłam je w kremie! Palmitoyl Tripeptide-1 oraz Palmitoyl Tetrapeptide-7 razem tworzą Matrixyl, czyli związek działający silnie przeciwzmarszczkowo przez pobudzanie syntezy kolagenu, walkę ze stanami zapalnymi i uszkodzeniami skóry.

To fajny krem z bogatym składem i chętnie zużyłabym całe opakowanie, by ocenić efekty jego działania na dłuższą metę!

 

Tata Harper Elixir Vitae 

Tata Harper Elixir Vitae

To serum, którego wiele osób jest ciekawych – już z samego względu wysokiej ceny. 30ml Elixir Vitae kosztuje 400 dolarów, czyli w przeliczeniu na złotówki około 1500PLN. To kosmiczna kwota i jestem pewna, że sama nigdy nie kupiłabym tego kosmetyku. W urodzinowym pudełku Naturissimo jednak znalazłam buteleczkę z 10ml serum.

Taka pojemność wystarczyła mi na 2 miesiące – używałam go dwa razy w tygodniu na twarz i codziennie wieczorem pod oczy. Produkt teoretycznie nie jest przeznaczony pod oczy i robiłam to na własną odpowiedzialność, ale nic złego się nie działo, a przy zachowaniu regularności na tak małym obszarze łatwiej zaobserwować efekt.

Muszę przyznać, że marka dba o detale. Choć moja buteleczka do miniatura, to jest zrobiona z porządnego szkła i ma świetnie działający dozownik dający małe porcje produktu. Na pojemniku nie znajdziemy daty ważności, umieszczono za to numer serii, który można wpisać w wyszukiwarkę na stronie producenta i tam sprawdzić datę produkcji danej sztuki. Ale to nie koniec, bo w FAQ Tata Harper trzeba jeszcze przeczytać informację, że zalecają zużycie produktów w ciągu sześciu miesięcy po otwarciu. To nietypowe rozwiązanie i ja widzę je po raz pierwszy. Wolałabym jednak mieć tradycyjnie datę i PAO. 

Właściwie nie wiem jak na takie praktyki zapatruje się prawo kosmetyczne regulujące te kwestie, bo normalnie takie podstawowe informacje powinny znaleźć się na opakowaniu. Prawo amerykańskie różni się w tym zakresie, jednak muszą zostać spełnione konkretne warunki, by kosmetyki zostały dopuszczone do obrotu na rynku Unii Europejskiej, więc ciekawi mnie, jak rozwiązywana jest kwestia takiej odmienności w podawaniu dat. Jeśli ktoś ma większa wiedzę na  ten temat, to chętnie się dowiem. Akurat i tak bardzo dużo czasu zajęło mi zapoznanie się z właściwościami poszczególnych składników serum, a jest ich całe mnóstwo, by zagłębiać się w obce mi rejony prawne. Przejdźmy zatem do prawdopodobnych winowajców ceny, czyli właśnie niecodziennych składników kosmetyku.

 

Aloe barbadensis Leaf Juice* (sok aloesowy), Aqua/Water, Rosa damascena Flower Water* (hydrolat rózany), Propanediol (substancja ułatwiająca przenikanie składników), Glycerin (humektant, substancja nawilżająca), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient, substancja natłuszczająca), Silybum marianum (Milk thistle) ethyl ester (substancja z ostropestu), Hydroxystearyl Alcohol (emulgator), Glyceryl undecylenate (emulgator), Arachidyl Alcohol (alkohol tłuszczowy, emolient), Palmitoyl Isoleucine (substancja wypełniająca zmarszczki), Mangifera Indica (Mango) Seed Butter (masło mango), Helianthus annuus (Sunflower) Seed wax (wosk z oleju słonecznikowego), Leuconostoc Ferment Filtrate (filtrat z rzodkwi, nawilżacz i konserwant), Cetearyl Olivate (emulgator), Behenyl Alcohol (alkohol tłuszczowy, emolient), Cetearyl alcohol (alkohol tłuszczowy, emolient), Acacia Senegal Gum (zagęstnik), Glyceryl Caprylate (emolient), Xanthan gum (zagęstnik), Montmorillonite (glinka zielona), Hydroxystearyl Glucoside (emulgator), Sorbitan Olivate (emulgator), Arachidyl Glucoside (emulgator), Acmella Oleracea (Spilanthes) Extract (ekstrakt acmella), Ornithine, Illite (zielona glinka), Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate (filtrat z rzodkwi, nawilżacz i konserwant), Opuntia ficus indica (Barbary fig) leaf cell extract (ekstrakt komórek macierzystych opuncji figowej), Sodium hyaluronate (hialuronian sodu, nawilżacz), Iris Pallida (Sweet Iris) Leaf Cell Extract (ekstrakt komórek macierzystych irysa), Kaolin (biała glinka), Cetearyl glucoside (emulgator), Phospholipids (fosfolipidy), Pheonix dactylifera (Date) Seed Extract (ekstrakt z daktyli), Leucojum Aestivum (Summer Snowflake) Bulb Extract (ekstrakt ze śnieżycy leśnej), Lonicera japonica (Honeysuckle) Flower Extract (ekstrakt z wiciokrzewu), Lonicera caprifolium (Honeysuckle) Extract (ekstrakt z wiciokrzewu), Populus tremuloides (Aspen) Bark Extract (ekstrakt z kory topoli, konserwant), Glycolipids (glikolipidy), Anogeissus Leiocarpus (Akulia) Bark Extract (ekstrakt z brzozy afrykańskiej), Lavandula stoechas (Spanish Lavender) Extract (ekstrakt z lawendy), Gluconolactone (kwas PHA, nawilżający w niskich stężeniach), Narcissus tazetta (Daffodil) Bulb Extract* (ekstrakt z bulw narcyza), Vitis Viniferin Grape Juice Extract (ekstrakt z winogron), Menyanthes trifoliata (Buckbean) Flower Extract (ekstrakt z bobrka trójlistkowego), Aroma** (substancja zapachowa), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Benzoate (konserwant), Citral, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Limonene, Linalool (substancje zapachowe) 

*Ingredients from Organic farming **Clinical grade essential oils blend

 

Serum Elixir Vitae liczy sobie w INCI aż 57 składników, z czego 5 wybrałam jako  mniej znane, a wykazujące ciekawe właściwości. Pierwszy z nich – Palmitoyl Isoleucine – to jeden z lipidów działający jako wypełniacz zmarszczek, substancja zwiększająca elastyczność i gęstość skóry. Badania wykazują, że wzmacnia on napięcie mięśni oraz regenerację macierzy pozakomórkowej (substancja wytwarzana przez fibroblasty, m.in. włókna elastynowe i kolagenowe), przez co może nawet redefiniować kształt policzków, wielkość ust czy zapobiegać wiotczeniu skóry. 

Kolejny ciekawy składnik to ekstrakt z Acmella Oleracea, zwany też ziołowym botoksem. O ile pierwszej substancji nie znałam z żadnych kosmetyków, to ten ekstrakt kojarzę z eliksiru Moja farma urody i jednego kremu Be organic. Nadal jest mało popularny u nas, a wielka szkoda, bo wykazuje silne właściwości ujędrniające i przeciwzmarszczkowe – poprzez stymulujący wpływ na fibroblasty, pobudzający je do produkcji kolagenu i elastyny oraz rozluźnianie mięśni mimicznych i łagodzenie drobnych zmarszczek. 

Ekstrakt z bulwy śnieżycy letniej (Leucojum aestivum Bulb Extract), znany pod nazwą IBR-Snowflake®, również wykazuje działanie rozluźniające mięśnie, redukujące głębokość zmarszczek, a do tego wspiera naturalne mechanizmy ochronne skóry poprzez wzmocnienie działania naturalnie występującego w naszym organizmie enzymu dysmutazy ponadtlenkowej, silnego antyoksydantu. 

Tymczasem bulwa narcyza (Narcissus tazetta) zawiera koleją ciekawą substancję, IBR-Dormin®, która wykazuje właściwości łagodzące, uelastyczniające i rozjaśniające skórę oraz regenerujące komórki i pomagające wydłużać ich życie poprzez spowolnienie tempa przemian metabolicznych w naskórku. Ostatni mniej znany składnik to Lipolami®, powstająca z ostropestu (Silybum marianum (Milk thistle) ethyl ester) substancja wzmacniająca barierę hydrolipidową skóry oraz nadająca formułom jedwabistość i łatwość aplikacji, podobną do silikonów. 

To zaledwie kilka mniej znanych składników, które chciałam Wam nieco przybliżyć. Ponadto w INCI mamy glikolipidy i fospolipidy będące naturalnymi elementami wypełniającymi przestrzeń pomiędzy komórkami w wierzchniej warstwie naskórka odpowiadającymi za jego elastyczność i jędrność, a wymagającymi uzupełnienia w późniejszym wieku, silnie antyoksydacyjny ekstrakt z winogron, przeciwstarzeniową opuncję figową czy nawilżający i konserwujący filtrat z rzodkwi. 

Myślę, że warto też zwrócić uwagę na pojawienie się w niektórych nazwach ekstraktów słówka “cell”. Są to ekstrakty z komórek danej rośliny, przez co mogą wykazywać silniejsze właściwości, niż ich zwykłe odpowiedniki. Nie są to roślinne komórki macierzyste, bo jeszcze nie ma technologii (a także co za tym idzie badań dopuszczających takie substancje do użytku), by w żywej formie używać ich w formulacjach, ale we wspomnianej postaci owe substancje też mogą działać trochę silniej. 

Elixir Vitae nazwałam serum ze względu na jego bogactwo substancji aktywnych. W konsystencji jednak bardziej przypomina lżejszy krem. Formuła świetnie się rozprowadza, zapewne częściowo dzięki wspomnianianemu Lipolami® oraz prawie natychmiastowo wchłania. Pięknie i intensywnie pachnie kwiatami, ale nie jest to zapach uciążliwy, czy duszący. Po chwili jego intensywność maleje, ale przyjemny aromat pozostaje na skórze na dłuższy czas. 

Jak wpomniałam, używałam produktu pod oczami, ale też zwracałam uwagę na moją pionową zmarszczkę na czole. Skóra po każdorazowym zastosowaniu serum praktycznie od razu zdawała się bardziej napięta i wygładzona, a także aksamitnie gładka. Jeżeli chodzi o zmarszczki, to nie zauważyłam, by jakoś się zmniejszyły. Ogólnie skóra zdawała się dobrze odżywiona, ale powiedziałabym, że bez specjalnych fajerwerków. To nie botoks, a kosmetyk, który jednak potrzebuje czasu, by działać. 

Mam świadomość, że 10ml produktu to trochę mało, by wydać ugruntowaną opinię, jednak da się zauważyć możliwości kosmetyku. Elixir Vitae jest świetny w aplikacji i daje natychmiastowy efekt, bez użycia silikonów. Co do bardziej długoterminowych efektów przeciwzmarszczkowych, nie widziałam ich u siebie, jednak skład mocno sugeruje, że takie powinny być. 

Nie mogę odmówić Tata Harper pięknej kompozycji INCI, bogactwa rzadkich, silnie działających substancji ukierunkowanych na regenerację i efekt przeciwzmarszczkowy. Zadaję sobie jednak pytanie, czy ten produkt rzeczywiście wart jest swej kosmicznej (w mojej opinii) ceny. Chyba nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Pozostałe produkty Tata Harper to nadal półka luksusowa, ale czterokrotnie tańsza, a więc tutaj zapewne cenę podyktował bogaty skład o konkretnym działaniu. Czy warto aż tyle wydać na 30ml kosmetyku? A właściwie, czy chcecie tyle wydac i sprawdzić na sobie? Wiem, że moja przygoda z Elixir Vitae skończy się na omawianej miniaturce, bo nie pozwalam sobie na wydatki kosmetyczne tego rzędu, a czy Wasza się zacznie – to już kwestia do przemyślenia dla Was. 

Tymczasem jak najbardziej chętnie sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie żelu Odacite, szczególnie w letnie miesiące. Maseczka z Madary natomiast zupełnie mnie nie zachwyciła. Efekty osiągane przy jej pomocy okazały się co najwyżej przeciętne, więc całego opakowania na pewno nie kupię. Madara ma w asortymencie kilka innych ciekawych kosmetyków, więc raczej skieruję się w tę stronę, zaczynając od ich kremu CC, który również przyjechał do mnie w pudełku Naturisimo, w letniej edycji nastawionej na słoneczne dni.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Madziak89
4 miesięcy temu

Fajny, rozbudowany wpis. Od dawna zaglądam na Twój blog.
Może jakiś post związany z Wielkanocą? Jakiś makijaż? <3