Pielęgnacja twarzy: emulsja oczyszczająca White Agafia, serum Cactus Smoothie W Organics i pomadka z peelingiem Sylveco

pielęgnacja twarzy Sylveco, Agafia, Willow annemarie

Przygotowałam garść recenzji produktów do twarzy, które jakoś nie chciały mi się wpasować w inne wpisy. Na pewno tym, co je łączy, jest moje zadowolenie z ich działania. Jakiego? Dowiecie się z wpisu 🙂

 

Emulsja do mycia twarzy do 35 roku życia, White Agafia

emulsja oczyszczająca do 35 roku White Agafia Bania

Zacznijmy od oczyszczania. Muszę przyznać, że bardzo lubię ten etap i uważam za totalną podstawę całej pielęgnacji. Jest jak fundament dla nowego domu, bo bez niego reszta pielęgnacji ma niewielki sens. Jeśli na skórze zostaną zanieczyszczenia z całego dnia, nawet najdroższe kremy z najlepszymi składnikami za wiele nie zadziałają bez bezpośredniego dostępu do skóry.

Emulsja White Agafia to bardzo delikatne myjadło, jak już sama nazwa powinna wskazywać. Takie formuły preferuję w chłodne miesiące, gdy skóra jest wrażliwsza i wystawiona na działanie niskich temperatur na zewnątrz oraz ogrzewania wewnątrz. Taka emulsja jest bardzo łagodna dla skóry i może być idealna opcja na poranne mycie lub w drugim etapie po demakijażu.

 

Aqua (woda), Coco-Caprylate/Caprate (emolient), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (substancja nawilżająca), Methyl Glucose Sesquistearate (emolient, emulgator), Chamomilla Recutita Flower Water* (hydrolat rumiankowy), Rosa Canina Fruit Extract* (ekstrakt z owoców róży), Lippia Citriodora Flower Water* (hydrolat z werbeny), Tocopherol (witamina E), Xanthan Gum (zagęstnik), Sodium Stearoyl Glutamate (emulgator, detergent), Citric Acid (regulator pH), Benzyl Alcohol (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum, Limonene** (substancja zapachowa) 

 

W składzie nie mamy typowych substancji myjących, a jedynie emulgator częściowo pełniący funkcję detergentu, łączący składniki oraz ułatwiający usunięcie jej ze skóry. Spora liczba emolientów wzbogaconych o nawilżającą glicerynę, łagodzące hydrolaty z rumianku i werbeny oraz wzmacniający naczynka, rozświetlający ekstrakt z dzikiej róży, daje półgęstą, kremową konsystencję. Ta świetnie rozprowadza się na skórze, dając wrażenie przyjemnego otulenia.

Jak można się spodziewać, nie doświadczymy tu silnego odtłuszczenia czy dogłębnego oczyszczenia – to nie jest rodzaj kosmetyku, którym można to uzyskać. Skóra jest oczyszczona, ale nie ściągnięta. Pozostaje na niej taka minimalna warstewka miękkości, dająca wrażenie aksamitnej w dotyku skóry.

Zapach jest równie delikatny, co formuła. Minimalnie kwiatowy, niedrażniący nosa. Moim zdaniem całość prezentuje się bardzo zachęcająco, szczególnie na zimne miesiące. Osoby o suchej skórze prawdopodobnie polubią takie emulsje także i latem, jednak to kwestia preferencji. Ja polecam wypróbować formułę na sobie, szczególnie przy tak niskiej cenie (porównywarka cen). Jeśli nie przypadnie do gustu, zawsze można zużyć ją do ciała 🙂

 

Serum rewitalizujące Cactus Smoothie, W Organics

Serum rewitalizujące Cactus Smoothie, W Organics

Serum z założenia ma być skoncentrowanym produktem o działaniu ukierunkowanym na konkretny problem. Nazwa bywa nadużywana przez producentów, jeśli czasem spojrzeć na składy niektórych specyfików, ale tym razem chciałabym przedstawić coś naprawdę ciekawego, idealnie wpisującego się w definicję.

Kiedy dowiedziałam się o zaprzestaniu działalności W Organics, chciałam dokupić drugą buteleczkę serum, ale nie udało mi się. Tak, do tego stopnia mi się spodobało, że miałam na to ochotę 🙂 Nie każdy jest fanem olei i nie musi być, ale to serum zasługuje na uwagę! 

Moim zdaniem nadaje się do każdego typu cery, a to za sprawą dość lekkich olei z przewagą nienasyconych kwasów tłuszczowych, a więc o niskim potencjale komedogenności. Olej z opuncji jest ceniony za właściwości wygładzające i ujędrniające, szczególnie dla cer dojrzałych, z dzikiej róży bogaty w rozświetlająca witaminę C, z pestek malin bogaty w antyoksydanty oraz olej ryżowy zawierający gamma-orynazol, czyli substancję zwalczającą wolne rodniki, regulującą wydzielanie sebum i wspomagającą w walce z przebarwieniami – razem robią fajną bazę!

 

Opuntia Ficus Indica (Pricky Pear) Seed Oil (olej z opuncji figowej), Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil (olej z pestek malin), Oryza Sativa (Rice) Bran Oil (olej ryżowy), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z pestek słonecznika), Tocopherol (witamina E), Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt z żeń szenia), Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract (ekstrakt z jagód goji), Ubiquinone (koenzym Q10), Punica Granatum (Pomegranate) Seed Extract (ekstrakt z pestek granatu), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (ekstrakt z liści rozmarynu), Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil (olejek ze skórki grejpfruta), Aniba Rosaeodora Wood Oil (olejek z drzewa sandałowego), Benzyl Benzoate* (konserwant) , Geraniol* (składnik kompozycji zapachowej), Limonene* (składnik kompozycji zapachowej), Linalool*  (składnik kompozycji zapachowej)

 *składniki olejków eterycznych

 

Warto tu jeszcze wspomnieć o kilku ciekawych ekstraktach – żeń szeń, jagody goji i pestki granatu działają antyoksydacyjne, a także wzmacniają naczynia krwionośne, podczas gdy rozmaryn i olejek grejpfrutowy są antybakteryjne, przeciwzapalne i przeciwgrzybicze. To produkt typowo olejowy, wzbogacony o ekstrakty, witaminę E i koenzym Q10 działające wspólnie przeciwko oznakom starzenia.

Pomimo olejowej formulacji, kosmetyk nie jest mocno tłusty, ani ciężki. Rozprowadzony na skórze zaskakująco szybko się wchłania i nie zostawia nieprzyjemnej warstwy, a jedynie delikatny film. W związku z zawartością oleju z dzikiej róży i koenzymuQ10, olejek jest pomarańczowy. Kolor jednak znika na skórze, nie barwiąc jej podobnie jak olej rokitnikowy.  

Jego zapach jest równie apetyczny, co kolor! To owocowa, głęboka mieszanka podszyta drzewem sandałowym, co razem tworzy zaskakującą całość, niezwykle przyjemną dla nos. Trudno jest mi ją dokładnie opisać, bo nie potrafię odróżnić konkretnych elementów aromatu, ale uwierzcie mi, że jest piękny!

Zapach i lekkość kosmetyku – ponad świetny produkt samodzielny, serum nakładane na wilgotną skórę, jak i dodatek w postaci kilku kropel do kremu bądź kwasu hialuronowego –  czynią z niego idealną bazę do wykonania masażu twarzy. Najchętniej stosuję go na noc, kiedy mam czas na masaż, ale można użyć go też rano, jeśli komuś nie przeszkadza delikatna oleistość. Ja często dodaję kroplę oleju o poranku do swojej zimowej pielęgnacji, gdy potrzebuję zabezpieczenia przed chłodem.

Nawet nałożony w większej ilości i wmasowywany przez kilka minut, bezproblemowo się wchłania i ewidentnie od razu odżywia skórę. Cera przy regularnym stosowaniu nabiera ładniejszego kolorytu, wydaje się wygładzona oraz nieco jędrniejsza. Nie jest to spektakularny efekt, ale używanie serum jest dla mnie tak komfortowe, że miałabym ochotę na więcej. Wielka szkoda, że już nie jest to możliwe.

 

Odżywcza pomadka z peelingiem, Sylveco

Odżywcza pomadka z peelingiem, Sylveco

Peeling do ust na pewno nie jest kosmetykiem niezbędnym. Łatwo można się bez niego obyć, stosując po prostu cukier z kuchennym olejem. Choć sama lubię mieszać domowe maseczki, to akurat z własnym, choć tak prostym peelingiem, jakoś mi nie po drodze. 

Po co ten peeling ust? Oczywiście, żeby pozbyć się suchych skórek lub wyrównać fakturę warg. Ja niestety mam tendencje do oblizywania się, przez co mam spore problemy z ustami. Peeling więc to dla mnie spora pomoc, a właściwie pierwszy etap: najpierw złuszczam, a potem balsamuję, szczególnie na noc.

Po nieszczęśliwej przychodzie z Sugar Lips od Evree, które było dla mnie okropnie tłuste i sztuczne z zapachu, na jakiś czas odpuściłam szukanie nowego peelingu. Potem jednak usłyszałam o istnieniu pomadki peelingującej Sylveco i pomysł takiego produktu w sztyfcie na tyle mi się spodobał, że od razu ją zamówiłam.

 

Glycine Soja Oil (olej sojowy), Cera Alba (wosk pszczeli), Sucrose (cukier), Lanolin (lanolina), Oenothera Biennis Oil (olej z wiesiołka), Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax (wosk karnauba), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Butyrospermum Parkii Seed Butter (masło shea), Betulin (betulina), Litsea Cubeba Fruit Oil (olejek z werbeny), Eugenia Caryophyllus Oil (olejek goździkowy)

 

Pomadka Sylveco wygląda podobnie kosztowo jak wspomniany scrub Evree, kosztuje w okolicach 10zł (porównywarka cen). Mamy w składzie raczej tańsze oleje, wosk i lanolinę wykluczającą używanie przez wegan oraz nieco maseł. Masło shea i kakaowe są dość ciężkie, ale mocno odżywcze, natomiast zamiast ekstraktów w wykazie INCI widzimy olejki eteryczne: łagodzącą podrażnienia werbenę i antybakteryjny goździk. 

Najciekawszym składnikiem jest tu jednak betulina, czyli ekstrakt z kory brzozy wykazujący właściwości antyoksydacyjne, przeciwgrzybicze, czy przeciwwirusowe. Te ostatnie są szczególnie cenne przy występowaniu alergii oraz opryszczki na ustach. Wiem, że pomadka niektórym pomaga ją trzymać w ryzach, jeśli jest regularnie używana. 

4 gramy pomadki są zamknięte w poręcznym, wykręcanym sztyfcie. Kosmetyk pachnie delikatnie cukrem trzcinowym, jest beżowej barwy i zbitej konsystencji. Nakładany jak pomadka, stawia pewien opór na ustach, chociaż przy nabieraniu go palcami da się zauważyć, że jest w nim spora dawka oleistości. Na ustach nie czuć tego na początku. 

Od razu za to da się wyczuć maleńkie drobinki cukru, które równomiernie rozkładają się w roztapiających się na ciepłych wargach olejach i masłach oraz peelingują je w odpowiednim stopniu, bez ostrego tarcia. Kiedy się już rozpuszczą, tłustość pomadki jest bardziej wyczuwalna i ładnie powleka usta.

Ja zostawiam tę mieszankę na noc, bo stanowi fajny, nawilżająco-odżywczy miks. Rano usta są mięciutkie, bez suchych skórek i pozwalają nałożyć kolorową szminkę, która wygląda idealnie! Ja mam mocną fakturę ust i po takim peelingu szminki wyglądają na mnie zdecydowanie lepiej, szczególnie te matowe.

Ze wszystkich produktów byłam zadowolona i bardzo żałuję, że serum Cactus Smoothie nie da się już kupić. Ale kto wie, może jeszcze kiedyś wróci? Liczę na to 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments