Kosmetyki z olejem konopnym i CBD Cannamea: krem nawilżający, pomadka i olejek do demakijażu

Cannamea kosmetyki konopne annemarie

Olej konopny, obok jojoby, jest moim ulubieńcem! Moja cera, na której pojawiają się co jakiś czas niedoskonałości i podrażnienia świetnie na niego reaguje. Marka Cannamea ze swoimi kosmetykami idealnie się więc wpisuje w moje potrzeby. Jeśli i Wasza cera ma podobne problemy, to koniecznie czytajcie dalej!

Konopne kosmetyki Cannamea

 

Cannamea to dość młoda polska marka założona przez blogerkę stojąca za stroną Green for skin. Agatę znałam już z jej bloga i Instagrama, a na żywo spotkałam na zeszłorocznej edycji See Bloggers. Znając jej zamiłowanie do naturalnych formuł, chętnie przygarnęłam kilka kosmetyków do testów. Nie były to jednak zwykłe testy, bo pomagały mi w nich dwie obserwatorki z Instagrama, o który jeszcze wspomnę w dalszej części tekstu 🙂

Wszystkie kosmetyki marki zawierają składniki z konopii: olej, ekstrakt, czy CBD. CBD to kanabidiol oddziałujący z endokannabinoidami występującymi w naszej skórze. Dzięki temu działa kojąco, przeciwzapalnie, reguluje sebum oraz pomaga w łagodzeniu swędzenia i zaczerwienień. Może być więc pomocny w stanach jak AZS, trądzik różowaty, czy łuszczyca. 

Olej konopny natomiast jest olejem szybkoschnącym, lekkim, przez co może być stosowany przy każdym typie skóry. Najlepiej jednak skorzystają z niego osoby o skórze tłustej lub reaktywnej, gdyż pomaga on zarówno regulować wydzielanie sebum, jak i łagodzić stany zapalne. To dobry wybór praktycznie dla każdego.

Dodam jeszcze, że produkty marki są wegańskie, opatrzone certyfikatem Viva oraz produkowane ręcznie w małych partiach. Większość opakowań jest szklana, więc można spokojnie wykorzystać je ponownie. Kolorem marki jest czerń, co sprawia, że kosmetyki wyglądają bardzo elegancko i minimalistycznie.

 

Wspólne testy!

 

Jak już wspomniałam wyżej, miałam pomocnice w czasie stosowania tych produktów. W konkursie zorganizowanym na Instagramie wybrałam dwie osoby, które poprosiłam o wyrażenie opinii na temat 3 kosmetyków marki, które jako pierwsze pojawiły się w jej ofercie. W ten sposób chciałam Wam przedstawić nieco większą próbę, a co za tym idzie, szerszą opinię na ich temat.

W testach wzięły udział:

  • Beata (ciocia_samodobro) o cerze mieszanej ze skłonnością do wyprysków
  • i Kasia (kosmikejt) o cerze mieszanej, bardziej suchej zimą, z problemem zaskórników

 

Ochronna pomadka do ust

pomadka Cannamea

Wydawać by się mogło, że w stworzeniu pomadki ochronnej nie ma dużej filozofii, prawda? Ale z jakiegoś powodu często jest z nimi coś nie tak… a to za tłusta, zbyt lepiąca, czy zbrylająca się. Tutaj jednak nic takiego nie ma miejsca i Cannamea zdetronizowała rumiankowa Alterrę, która stosowałam na chłody.

Co w niej takiego dobrego? Skład jest oczywiście bez zarzutu i zawiera wspomniane składniki konopne, działające łagodząco i przeciwzapalnie. Dodatkowo mamy mocno odżywcze i natłuszczające masło kakaowe, mango i shea oraz nawilżająca glicerynę i antybakteryjny olejek pomarańczowy dający minimalną nutę cytrusów przebijającą spod konopii.

 

Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil (olej konopny), Theobroma Cocoa (Cacao) Seed Butter (masło kakaowe), Cera Alba (wosk pszczeli), Mangifera Indica Seed Butter (masło mango), Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Aqua (Woda), Tocopheryl Acetate (witamina E), Olive Oil Polyglyceryl-6 Esters** (estry oliwy), Polyglyceryl-6 Laurate** (emulgator), Cannabidiol (kanabidiol), Glycerin (substancja nawilżająca), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil Expressed (olejek pomarańczowy), Linalool*, Honokiol*, Magnolol*, Limonene*, Citral* (substancje zapachowe)

 

Połączenie lekkiego oleju bazowego z cięższymi masłami stworzyło bardzo udaną formułę. Ta jest wystarczająco tłusta i gęsta, by pokryć usta ochronną warstwą, ale równocześnie wystarczająco lekka i mało toleista, by nie przytłaczać ich swoją ciężkością i lepkim wykończeniem. U mnie sprawdza się świetnie na noc, bo za dnia wolę kolorowe pomadki naturalne. 

Nałożona czy sama, czy szczególnie na kroplę kwasu hialuronowego, nawilża usta, pomaga zlikwidować suche skórki i spierzchnięcia oraz zapewnia komfort aż do rana. Po przebudzeniu natomiast usta są mięciutkie i wygładzone, po kilku zastosowaniach bez oznak wcześniejszych problemów. To ratunek dla osób, które nie mogą powstrzymać się od oblizywania warg, a do których ja niechlubnie należę :/

Dziewczyny również mają same pozytywny do powiedzenia o niej:

Beata

Nie jest tłusta , świetnie nawilża na długo usta. Zapach dla mnie był niewyczuwalny i nie przeszkadza mi to. 

Kasia:

Śmiało mogę powiedzieć, że jest to pierwszy w 100% odpowiadający mi produkt do ust jaki dotychczas stosowałam. Treściwa formuła pomadki/masełka sprawia, że „czuję” ją na ustach bardzo długo, co z innymi produktami mi się nie zdarzało. Najbardziej lubię stosować ją na noc. Rano usta są nadal przyjemnie nawilżone. 

 

Olejek do demakijażu

olejek Cannamea

Poszukiwania olejku idealnego trwają! Ciągle coś mi nie pasuje w tych, których używam – a to słabe emulgowanie, brak emulgatora, czy ciężka w obsłudze formuła. Olejek Cannamea niestety dostał na starcie minusa właśnie za brak emulgatora, ale bardzo szybko to nadrobiłam, dodając mieszankę z Ecospa do części olejków.

Zanim to jednak zrobiłam, wypróbowałam sam olejek. Tak jak się spodziewałam, samodzielnie wymaga on bardzo ciepłej wody do zmycia i nawet dołączona do zestawu gąbka konjac nie ratuje sytuacji. Także przy jej użyciu pozostaje na skórze tłusta, oblepiająca warstwa. Co prawda następnie korzystam jeszcze z produktu myjącego z detergentem, ale moje osobiste preferencje skłaniają się w stronę czystej skóry bez tłustej powłoki od razu po demakijażu.

Nie twierdzę tu oczywiście, że to droga dla każdego. Jak najbardziej można stosować olejek samodzielnie, czy z konjacem – potem jednak trzeba albo porządnie oczyścić skórę drugim preparatem lub dość intensywnie wspomnianą gąbką/moczoną w ciepłej wodzie ściereczką, aż do zupełnego pozbycia się tłustości. Tak zresztą robiła Kasia testująca go równolegle ze mną. A oto jej wrażenia:

 

Olejek do demakijażu Cannamea również zaczęłam stosować pod koniec grudnia ubiegłego roku. Z uwagi na czarne opakowanie nie jestem w stanie określić ile go jeszcze zostało, ale myślę, że jest to ponad połowa. Jest naprawdę wydajny! Brak perfumowanego, nachalnego zapachu dodatkowo pozwala się odprężyć. Konsystencja produktu jest dość lekka jak na mieszankę olejów. Najważniejsze jest dla mnie to, że nie mam „mgły przed oczami” po zastosowaniu, co zdarzało mi się dosyć często stosując poprzedni kosmetyk w formie olejowej. Demakijaż i masaż twarzy olejkiem to w tym wypadku czysta przyjemność. Dla mnie – posiadaczki cery tłustej i z niedoskonałościami olejek to wspaniała odmiana po płynach micelarnych. Nie zauważyłam żadnego uczulenia, nadwrażliwości czy dyskomfortu stosując ten produkt, wręcz przeciwnie – z dumą mogę stwierdzić, że moja cera się uspokoiła, wiele niedoskonałości zniknęło, a szczególnie podskórne, często bardzo bolące krostki.

Gąbeczka to mój hit! Już od dawna słyszałam o tego typu produktach, ale nigdy się nie zdecydowałam. To był błąd! Po namoczeniu gąbeczka jest tak miękka, że bałam się o jej trwałość, ale służy mi już od prawie dwóch miesięcy, nadal jest w tym samym stanie i nic nie wskazuje na to, żeby miało się coś zmienić. Na pewno kupię kolejną! 

 

Od siebie jeszcze chciałabym dodać, że w połączeniu z emulgatorem spisuje się on jeszcze lepiej. Olejek bazuje na lekkich olejach (lniany, konopny), które wykazują właściwości przeciwzapalne i regulujące wydzielanie sebum. W związku z tym jego konsystencja pozbawiona jest wysokiej ciężkości i tłustości na skórze. Oczyszczający masaż ma wystarczający poślizg, ale dłoń nie topi się w tłuszczu, a po nim sunie bez większego oporu, który sprawiałby dyskomfort. 

Daje to wrażenie oczyszczania pozbawionego nadmiernego i często niepożądanego obciążenia cery, co szczególnie istotne dla skór problematycznych. Na pewno skorzystają na tym osoby borykające się z przetłuszczaniem czy powracającymi wypryskami. Mamy tu również olej bogaty w kojące podrażnienia i stany zapalne kwasy GLA (wiesiołek) oraz ujędrniającą śliwkę i migdał. Czyni to z olejku Cannamea produkt dostosowany do potrzeb możliwie wielu osób.

 

Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (olej lniany), Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil (olej konopny), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów), Oenothera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil (olej z wiesiołka), Prunus Domestica Kernel Oil (olej z pestek śliwki), Cannabidiol (kanabidiol), Tocopheryl Acetate (witamina E), Citrus Aurantifolia Peel Oil (olejek pomarańczowy), Citral*, Geraniol*, Linalool*, Limonene* (substancje zapachowe)

 

150ml produktu w buteleczce z pompką dozującą umiarkowane porcje wystarczy spokojnie na kilka miesięcy stosowania. Bardzo delikatny zapach konopi nie drażni nosa, a brak dodatku mnogich substancji zapachowych ogranicza prawdopodobieństwo podrażnienia. Podsumowując, olejek plasuje się więc dla mnie w czołówce kosmetyków do demakijażu, chociaż chętniej zobaczyłabym go z emulgatorem, który sama dodałam.

 

Nawilżający krem do twarzy

krem Cannamea

Krem zostawiłam na koniec, bo miał ze mną trudne początki 😉 Podchodziłam do niego trochę jak pies do jeża, bo martwił mnie trochę jego skład. Otóż dość wysoko, tuż za olejem konopnym, w składzie mamy masło kakaowe oraz olej kokosowy, które są wysoce komedogenne. Co istotne, są tak oceniane w stuprocentowym stężeniu, a tu mamy je w kremowej formule, gdzie nie znam stężenia. Można jednak zakładać,  że nie powinno ono przekraczać kilkunastu procent.

Mimo wszystko martwiły mnie te składniki i zaczęłam używanie kremu od szyi, dekoltu i dłoni. Po otwarciu szklanego słoiczka zaskoczyła mnie jego konsystencja. Spodziewałam się, że będzie cięższa, niż to co otrzymałam. Żebyście dobrze mnie zrozumiały – jak na moje preferencje bardzo lekkich kremów, to ten już należy do ciężkich, ale nie plasuje się u szczytu skali. 

 

Aqua (woda), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil (olej konopny), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter (masło kakaowe), Cera Alba (wosk pszczeli), Glyceryl Stearate (emolient), Glycerin (substancja nawilżająca), Sucrose Stearate (emulgator), Coco Glucoside (emulgator, detergent), Coconut Alcohol (regulator lepkości), Cannabidiol (kanabidiol), Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil (olej z dzikiej róży), Borago Officinalis (Starflower) Seed Oil (olej z ogórecznika), Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder (sproszkowany aloes), Tocopherol (witamina E), Xanthan Gum (zagęstnik), Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil (olejek grejpfrutowy), Limonene*, Citral* (substancje zapachowe), Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid (konserwanty)

 

To gęsty, bardzo kremowy, a może nawet nieco śmietanowy kosmetyk. Po nabraniu go z opakowania pozostaje w tym miejscu małe odgniecenie, co samo w sobie świadczy o jego sporej gęstości. Nie jest on mocno tłusty, jednak wystarczająco, by zaoferować bezproblemową aplikację. Na mojej mieszanej skórze, obecnie nieco bardziej przesuszonej, nie wchłania się do końca – pozostawia delikatnie lepki woal.

Po pierwszych aplikacjach w mniej problematyczne rejony skóry dałam mu szansę i wypróbowałam na skórze twarzy. Okazało się, że wspomniane wyżej komedogenne składniki nie powodują u mnie problemów, a sama formuła się nieźle sprawdza zimą. Myślę, że w cieplejsze miesiące mógłby być dla mnie za ciężki, ale teraz dobrze się wpasował w moje potrzeby.

Te są obecnie dość specyficzne, bo stosuję retinol, przy którym skóra jest nieco bardziej sucha i wrażliwa niż zazwyczaj. Krem Cannamea postanowiłam używać z dni stosowania retinolu ze względu na dość prosty skład wzbogacony o substancje nawilżające (aloes, gliceryna) oraz łagodzące (ogórecznik, aloes, róża, CBD). 

Podobnie jak w przypadku olejku do demakijażu nie dodano wielu substancji zapachowych – wystarcza olejek pomarańczowy delikatnie wyczuwalny ze słoiczka. Dzięki temu mamy zminimalizowane ryzyko podrażnienia, co dla mnie bardzo istotne na uwrażliwionej skórze – zarówno przez pogodę, jak i retinoidy.

Nieprzekombinowany skład dobrze mi się spisał, bo krem zarazem zabezpieczał skórę, dawał jej dawkę nawilżenia oraz pomagał łagodzić wrażliwe policzki podrażnione chłodem. Myślę więc, że to fajny wybór przy takich kuracjach albo po prostu dla osób o cerze wrażliwej, suchej, ale i borykającej się z wypryskami czy zaczerwienieniami od czasu do czasu.

Beta natomiast pisze o nim tak:

 

Konsystencja jest bardzo przyjemna w aplikacji- nie jest zbita ani lejąca. Zapach wg mnie jest delikatny i przyjemny. Podoba mi się jego opakowanie, które na pewno później wykorzystam 🙂

Podczas nakładania kremu czułam dużą ulgę- łagodził skórę tam, gdzie odczuwam delikatne ściągnięcie po umyciu twarzy. Krem dobrze nawilżał, ale nie zauważyłam zmniejszenia zaczerwienień i wyprysków.

 

Okazało się, że kosmetyki Cannamea spisały mi się znacznie lepiej, niż się spodziewałam! Pomadkę mogę polecić każdemu bez wyjątku, natomiast olejek i krem już osobom o konkretnych preferencjach, wspomnianych powyżej. Cannamea to nowa marka, która szybko się rozwija i w jej ofercie niedawno pojawił się jeszcze tonik i maseczka, tak że powoli będzie można ułozyc przy ich pomocy całą pielęgnację 🙂

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments