Skin doctor. Biblia zdrowej cery – Izabela Lenartowicz

annemarie Skin doctor biblia zdrowej cery Lenartowicz Izabela

Z dużym zainteresowaniem śledzę pojawiające się na rynku nowości książkowe w kategorii urody i pielęgnacji. Zatem kiedy dowiedziałam się o premierze poradnika napisanego przez lekarza medycyny estetycznej, byłam tym bardziej ciekawa nowego punktu widzenia.

Czytałam już poradnik biotechnologa (Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku – recenzja) czy dermatologa (Skóra. Fascynująca historia – recenzja) czy po prostu osoby zakręconej na tym punkcie (Sekrety urody koreanek – recenzja). Tym razem autorka jest dermatologiem, lekarzem medycyny estetycznej, właścicielką kliniki oraz autorką wielu publikacji. Miałam więc spore oczekiwania co do tej publikacji.

 

Skuteczny sposób na zdrową cerę niezależnie od wieku

Cera Joanny jest poszarzała i pozbawiona blasku, a skóra Alicji straciła jędrność i staje się sucha. Problemy z cerą ma większość kobiet. Jak temu zaradzić?

Izabela Lenartowicz – światowej sławy lekarz – udziela sprawdzonych porad na temat leczenia i pielęgnacji cery, kosmetyków i zabiegów medycznych.

To skuteczny program w walce z powszechnymi problemami skóry. Przekonasz się, jak wyleczyć AZS, jak pozbyć się trądziku, jak przywrócić jędrność skórze po czterdziestce oraz jak poradzić sobie z przebarwieniami i cerą naczynkową.

Ponadto dowiesz się, jak cera zmienia się z wiekiem, które kosmetyki zawierają w swoim składzie probiotyki, jak pielęgnować skórę męską, kiedy warto zrobić mikrodermabrazję i o co chodzi z mezoterapią.

To BIBLIA ZDROWEJ CERY, w której znajdziesz wskazówki na temat diety i stylu życia, poznasz działanie hormonów oraz wpływ psychiki na skórę.

Obowiązkowa pozycja, dzięki której zyskasz nie tylko zdrową skórę, ale także pewność siebie i większe poczucie własnej wartości.

 

Skin doctor to ładnie wydana książka w grubej okładce. Mój egzemplarz otrzymałam od wydawnictwa Znak jako kopię recenzencką. Liczy ona 360 stron spisanych sporą, czytelną czcionką oraz liczne strony z cytatami, które zastępują tu fotografie. Treść jest klarownie podzielona i czyta się ją dość szybko, chociaż ja zaznaczałam lub komentowałam sporo fragmentów.

 

Całość dzieli się na cztery główne rozdziały: ogólne porady pielęgnacyjne, pielęgnacja konkretnych rodzajów i typów cer oraz zabiegi i dodatkowe czynniki zdrowotne. Przyznam, że po początkowych rozdziałach byłam negatywnie nastawiona do książki. Co prawda podoba mi się, że autorka wspomina o piciu wody jako podstawie nawilżenia, nakładaniu filtrów, a także o dbaniu o skórę pod oczami czy o szyje i dekolt. Tutaj oraz przy skórze suchej i tłustej brakuje mi  jednak konkretnych informacji – jeśli otrzymujemy stwierdzenie, ze dobrze byłoby używać kremu nawilżającego czy substancji regulującej wydzielanie sebum, to oczekiwałabym także wskazania przykładów, co taki krem ma zawierać. Z drugiej strony są to początkowe rozdziały z informacjami wstępnymi. Większość z nas ma jakieś dodatkowe problemy skórne i to o nich będziemy poszukiwać dawki wiedzy, która pomoże nam w codziennej pielęgnacji.

Po tych początkowych rozdziałach, pomimo dobrze wyjaśnionych mechanizmów odpowiadających za istnienie tego rodzaju cery, zastanawiałam się, czy jest sens dalej czytać i do kogo skierowana jest książka. Jeśli brakuje nakierowania na konkretne składniki, to być może autorka zakładała, że czytelnik powinien już to wiedzieć. Z drugiej strony, taka osoba zapewne byłaby w sporym stopniu świadoma, jeśli chodzi o pielęgnację – po co więc czytałaby raczej podstawowe zasady pielęgnacji skóry?

Nie zrezygnowałam jednak i w dalszych rozdziałach dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy. Szczególnie cenne były dla mnie informacje o pielęgnacji i podłożu takich schorzeń jak trądzik różowaty, łuszczyca czy AZS, o których wiem jeszcze stosunkowo niewiele. Tutaj już otrzymujemy informacje, jakich substancji w kosmetykach szukać i dlaczego, co na pewno pomoże wielu osobom. Opis objawów trądziku różowatego nawet skłonił mnie do umówienia wizyty u dermatologa, by ocenić rumieńce powstające na moich policzkach. Trzymajcie kciuki, by to jednak nie było to!

Lenartowicz ponadto opowiada o fizjologii skóry, jej istotności dla całego organizmu, procesach zachodzących podczas jej starzenia i rozwiewa wiele mitów, które nieustannie krążą wśród osób zainteresowanych pielęgnacją – przykładowo o opalaniu jako sposobie na trądzik czy nieużywaniu kremów przeciwzmarszczkowych w młodym wieku. Zmarszczkom chcemy zapobiegać, nie radzić sobie z już powstałymi, więc tym lepiej zacząć wcześniej odpowiednią pielęgnację. Autorka rozprawia się także z błędami pielęgnacyjnymi – przestrzega przed myciem mydłem, używaniem toników na alkoholu czy brakiem demakijażu przed snem. Wiele osób w ten sposób nadal postępuje, więc warto o takich kwestiach przypominać.

Jednym z ciekawszych rozdziałów był dla mnie tekst opisujący nową dziedzinę w medycynie, jaką jest psychodermatologia. Dopiero od niedawna głośniej mówi się o związku wyglądu z psychiką. Przewlekłe schorzenia, jak łysienie, łuszczyca, czy bielactwo powodują zmiany w wyglądzie, które mogą prowadzić do depresji, a niekiedy nawet samobójstw. To niezwykle ważne, by takim osobom oferować psychiczne wsparcie i cieszy mnie, że Lenartowicz poświęciła tematowi osobny fragment.

Ostatnie rozdziały, oprócz sporej dawki wiedzy na temat zabiegów w gabinecie kosmetycznym – przebiegu, wskazań czy efektów np. fototerapii, różnego rodzaju kwasów czy zabiegów laserowych – wskazują wagę całego stylu życia każdego z nas. Takie czynniki jak ilość snu, wypijanej wody, stres, dieta czy aktywność fizyczna i inne przekładają się na stan skóry. Kosmetykami zbyt wiele nie zdziałamy, jeśli inne obszary szwankują w naszym życiu.

 

 

 

Pomimo dużo lepszej dalszej części poradnika, przez całość przewijały się fragmenty, które były dla mnie nieco zaskakujące. Lenartowicz np. poświęca rozdział pielęgnacji skóry męskiej, ale stwierdza, że facet nie powinien używać damskich kosmetyków. Skóra damska i męska się w pewnym zakresie różnią, ale to zupełnie nie wyklucza używania tych samych produktów, jeżeli typ cery albo jej problemy są podobne. Bywają zaskakujące stwierdzenia, których potwierdzenia szukałam, ale nie mogę znaleźć:

  • inne pH skóry pod oczami

a także dziwne porady:

  • nakładanie kremu z filtrem przed nałożeniem kremu nawilżającego – dlaczego tak? Twierdziło sie do niedawna, że filtry chemiczne muszą bezpośrednio wsiąknąć w skórę, ale z tego co czytałam, nie ma takiej potrzeby.
  • używanie żelu po płynie micelarnym akurat w przypadku cer suchych, jakby tylko te potrzebowały drugiego etapu zmywania produktu
  • używanie kosmetyków bez konserwantów przy cerze wrażliwej. Kosmetyki bez konserwantów mają wysokie ceny, trzyma się je w lodówce i to zaledwie około 2 miesiące. Sporo osób po prostu nie jest chętna do takich poświęceń. Jest wiele bezpiecznych konserwantów i warto je mieć w kosmetyku, by nie rozwinęły się jakieś drobnoustroje.

Z kilkoma punktami zdecydowanie się nie zgadzam:

  • mycie jedynie przegotowaną wodą – w ten sposób nie usuniemy makijażu, kremu z filtrem czy zabrudzeń, które zebrały się na twarzy przez cały dzień. Potrzebujemy do tego substancji myjącej lub oleju, który się z tymi zabrudzeniami oraz z sebum połączy. Rano woda wystarczy, jeśli nie mamy cery tłustej. Fajną opcją jest jednak tutaj gąbeczka konjac, której można użyć bez dodatkowych produktów, a mimo to cera zostanie odpowiednio oczyszczona.
  • formuły bezolejowe dla cer tłustych oraz oleje nie mają wartości odżywczych. Oleje same w sobie nie nawilżają, bo jedynie domykają nawilżenie, ale mają wiele właściwości odżywczych. Są bogate w witaminy, mogą działać antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie, rozjaśniająco i wiele więcej. Odpowiednio dobrane mogą sprawdzić się przy każdej cerze. Cery tłuste po prostu potrzebują takich, które zawierają przewagę kwasów nienasyconych (omega-3 i 6) – przykładowo konopny czy z pestek malin.

 

Jak widzicie, mam mieszane uczucia co do tej książki, chociaż w ostatecznym rozrachunku bardziej pozytywne. Dowiedziałam się sporo o podłożu różnego rodzaju problemów cery oraz zabiegach kosmetycznych, jakim można się poddać, ale także byłam zaskoczona niektórymi poradami albo zawiedziona brakiem niektórych informacji, które mogłyby wiele wnieść do pielęgnacji czytelnika. Trudno mi jednoznacznie określić kto jest takim docelowym czytelnikiem Skin doctor.

Poziom rozdziałów znacznie się różni i o ile osoby z większymi problemami skórnymi otrzymają sporą dawkę wiedzy dodatkowo rozszerzoną o artykuły z bibliografii, które można później znaleźć w internecie, to czytelnicy z cerą po prostu suchą czy tłustą nie znajdą rozwiązania swoich problemów. Osobiście poleciłabym poradnik właśnie tym pierwszym, czy to borykającymi się przykładowo z przebarwieniami czy z AZS, oraz zainteresowanym zabiegami ukierunkowanymi na różnorodne problem, bo takich informacji jest tu naprawdę dużo.

 

Jeśli jesteście zainteresowanie poradnikiem Skin doctor, znajdziecie go w porównywarce cen za około 33 złote. To kto zamierza przeczytać?

 

 

 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ola
Ola
6 lat temu

Może to nakładanie kremu z filtrem przed nakładaniem kremu nawilżającego miało być związane z filtrami fizycznymi, które idą najpierw, bo mają działać w głębszych partiach skóry? Szkoda, że nie zostało to wyjaśnione. Ja też nie lubię takich niedopowiedzeń, informacje po łebkach często wprowadzają więcej zamętu niż pożytku 🙁

Ziemolina
6 lat temu

jesteś pewna że dr Lenartowicz jest dermatologiem? bo nie znalazłam nigdzie takiej informacji, sama mówi o sobie specjalista medycyny estetycznej

Zdrowonaturalnie.pl
6 lat temu

Z jednej stronie mnie ciekawi, a z drugiej mam mieszane uczucia co do tej książki po Twojej recenzji 🙂 Musiałabym chyba sama ją przeczytać, żeby wyciągnąć wnioski 🙂 Na razie ciekawi mnie też „Pielęgnacja skóry przez 4 pory roku”.