Katarzyna Wągrowska, Życie zero waste

zycie-zero-waste-wągrowska

Zero waste to bardzo modny obecnie slogan. Słyszy się go na każdym kroku. Nasza świadomość na temat ekologii i zagrożeń wynikających z ludzkiej działalności cały czas rośnie, co wiąże się z większą liczbą działań promujących dbałość o środowisko. A więc ta moda to zarazem bardzo cenne źródło inspiracji i możliwości. Jak wykorzystać ją w naszych, polskich warunkach? Katarzyna Wągrowska podpowiada nam w swojej książce Życie zero waste.

Zero waste, jak już od razu przyznaje sama autorka, to bardzo wysoko postawiona poprzeczka. Czy to w ogóle możliwe? Wydaje się nieosiągalne i z jednej strony to płotek nie do przeskoczenia, cel zbyt trudny do osiągnięcia, co może demotywować. Jednak jak podkreśla Węgrowska – dobrze jest mieć trudny cel na horyzoncie, do którego możemy dążyć i za każdym razem coś poprawiać.

Raczej bliższe jest mi pierwsze podejście i metoda małych kroków, niż próba osiągnięcia niemożliwego, jednak rozumiem co stoi za drugim punktem widzenia. Cel celem, ale droga do obu jest bardzo zbliżona i można by ją podsumować jako “od nadmiaru do umiaru”. To niezaprzeczalne, że żyjemy w czasach nadmiaru: wszędzie reklamy kuszące do kolejnych zakupów, ubrania wysypujące się z szafy, jedzenie lądujące w koszu i góry śmieci. Nasza planeta nie jest w stanie znieść takiego trybu życia na dłuższą metę, więc musimy działać.

Autorka zaczyna swoje wywody od krótkiej historii zero waste i przypomnienia zasady 5R, o której już pisałam (klik). 5R to: odmawianie przyjmowania, ograniczanie liczby przedmiotów, ponowne używanie, segregacja oraz kompostowanie. Bazując na niej podpowiada, co my możemy sami zrobić w różnych dziedzinach naszego życia. Wiadomo, że nie od razu Rzym zbudowano i najlepiej zacząć od prostych możliwości, nie zniechęcimy się od razu na starcie.

Przechodzimy więc przez domowe pomieszczenia, jak kuchnia, łazienka, garderoba, a także sposoby sprzątania i wyjścia na miasto poznając opcje, jak coś zmienić w naszej codzienności, by była bardziej przyjazna środowisku, ale także naszemu portfelowi. Mówi się, iż less waste jest drogie. Może takie być, jeśli obkupimy się w gadżety i będziemy chodzić jedynie na organiczne zakupy. Z drugiej jednak strony uczymy się nie kupować ponad miarę, odpowiednio rozplanowywać zakupy i wykorzystywać do końca zakupione produkty.

Co ciekawego znajdziemy w poszczególnych rozdziałach? W kuchni podpowiedzi gdzie robić zakupy, jak je planować i się na nie przygotować, a także przepisy z resztek. Zamiast wyrzucać, możemy ugotować sporo ciekawych potraw z tego, co jeszcze zalega w lodówce i szafkach. To aspekt, nad którym ja akurat muszę bardziej popracować, ale może wykorzystam część przepisów.

Przy sprzątaniu mamy także kilka przepisów na domowe środki czystości. To fajna opcja, chociaż ja przyznam, że wolę już gotowce. Tych pojawiło się już sporo na rynku, jak chociażby Balja w papierowych opakowaniach lub Klareko w szkle – także i tu da się zrobić zakupy zero waste!

Jeżeli chodzi o garderobę, otrzymujemy kilka podpowiedzi nt. samych zakupów oraz miejsc, gdzie oddać rzeczy, których nie nosimy. Przy okazji odsyłam Was do mojego wpisu o porządkach w garderobie, który może coś Wam podpowie (klik) oraz o budowaniu bazy, która może stanowić już właściwie całą szafę (klik). Kasia Wągrowska poświęca też osobne rozdziały życiu z dzieckiem oraz aktywnościom poza domem, gdzie podpowiada jak wprowadzać zasady zero waste w miejscu pracy lub podczas wyjść na miasto. 

Celowo na koniec zostawiłam sobie łazienkę, bo tu mam najwięcej do powiedzenia na temat porad zawartych w książce. Dostajemy listę składników, których unika autorka i w wielu punktach się z nią zgadzam, też ich unikam, ale niektóre z informacji są niepoprawne i bazujące na krążących mitach. Pierwsze słyszę, by SLS gromadziło się w organach wewnętrznych, natomiast parabeny mają mikroskopijne szanse jakiegokolwiek wpływu na gospodarkę hormonalna (tutaj analiza badań nt. parabenów  – klik), parafina nie zatyka porów, podobnie jak silikony (analiza tych substancji tutaj – klik), a skóra nie oddycha – jedynie odparowuje z niej woda w procesie znanym jako TEWL.

Jeśli chce się korzystać z kosmetyków naturalnych, a nie nie czyta się składów, to rzeczywiście dobrym pomysłem jest wybieranie kosmetyków z certyfikatami potwierdzającymi ich skład. Co ciekawe, mogą one zawierać alkohol, który działa na skórę wysuszająco – warto zwrócić na to uwagę podczas zakupu. Musze się jeszcze przyczepić do polecania mydła. Niestety to ma zbyt wysokie pH dla naszej skóry i używanie regularnie może przyczyniać się do osłabienia jej bariery ochronnej, stanów zapalnych, uwrażliwienia i suchości.

No dobrze jeszcze jedna drobna uwaga. Minimalizm kosmetyczny jak najbardziej jest w duchu zero waste, ale nie każdej skórze będzie służył. Autorka wspomina o hydrolatach i olejach, które ja także lubię, ale nie dla każdego będą rozwiązaniem, podobnie jak robione w domu kremy, które mogą bardzo krótko stać, nie mamy pewności co do ich czystości mikrobiologicznej, a często i czasu, by regularnie robić wersje bez konserwantu co kilka-kilkanaście dni. Nie każda skóra lubi minimalizm i miewa różne potrzeby.

Myślę, że podobnie jak w kwestii odżywiania, tu też trzeba postawić na swoje zdrowie i robić ile się da w stronę zero waste, ale nie kosztem stanu zdrowia. Żeby było jasne, nie odradzam tu bynamniej stosowania olejów – te trzeba dobrać do swojej cery, ani przygotowywania kosmetyków w domu – tu trzeba zadbać o czyste stanowisko pracy oraz pilnować terminów przydatności oraz obserwować, czy coś się z kosmetykiem nie dzieje, nawet jeśli użyliśmy konserwantu. Bardzo łatwo możemy przygotować olejki do demakijażu, czy wypróbować glinkę do mycia twarzy lub matowienia skóry, albo spróbować myć głowę mąką. Opcji jest wiele 🙂

Jakie składniki musisz znać w kosmetykach? Podsumowanie badań i rady, czego unikać – klik

Pomimo moich uwag z ostatniego akapitu, bardzo przyjemnie czytało mi się poradnik i sporo z niego dla siebie wyciągnęłam. Myślę, że to naprawdę cenna pozycja dla osób, które chcą nieco ograniczyć śmieci i potrzebują inspiracji od kogoś z naszego polskiego podwórka – normalnej kobiety, pracującej matki, która ma podobne problemy jak wiele innych kobiet. Bardzo inspirujące są również wywiady zawarte w książce: z prażanką zero waste, edukatorką na tematy ekologii, czy mamą wychowującą dzieci less waste. Warto po tę książkę sięgnąć i przekonać się, jak wiele można zrobić!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o