Sezon słoneczny w pełni, więc wiele z nas gorączkowo szuka idealnego filtra. Oczywiście zachęcam do stosowania go przez cały rok, ale teraz szczególnie warto się na tym skupić. Dlatego przygotowałam kolejne zestawienie produktów z SPF, tym razem 50! Mam tu zarówno produkty do twarzy, jak i do ciała, więc liczę, że coś Wam wpadnie w oko 🙂
SPIS TREŚCI
Eeny meeny, ochronna mgiełka do ciała SPF 50+
Pierwszy produkt jest kosmetykiem mocno emolientowym, jak możecie zobaczyć po składzie niżej – same oleje, inne emolienty, emulgatory i oczywiście filtr. Nie mamy tu w składzie fazy wodnej ani żadnych nawilżaczy. To produkt wodoodporny, więc lepiej znoszący ekstremalne warunki jak. np. pocenie podczas upałów.
Tę emolientową formułę wyczuwa się jedynie podczas aplikacji, ale nie jako nadmierną tłustość, a poślizg pozwalający rozprowadzić kosmetyk. Nazwanie tego filtra mgiełką jest nad wyrost – zdecydowanie nie rozpyla się mgiełka, chociaż użyto tu atomizera. Produkt jest dość lejącej, mleczkowej konsystencji i zdaje się stosunkowo lekki na skórze.
Fajnym rozwiązaniem jest umieszczenie w butelce metalowej kulki, która pozwala dobrze rozmieszać formułę, gdyby coś się rozwarstwiało. Miałam wrażenie, że w przypadku braku wstrząśnięcia przed użyciem czasem na skórze się coś osadzało, ale możliwe, że to bardziej kwestia porów, niż rozwarstwiania.
Coco-Caprylate/Caprate (emolient), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Titanium Dioxide (filtr mineralny), Isoamyl Laurate (emolient), Polyhydroxystearic Acid (emolient), Gossypium Herbaceum Seed Oil (olej z nasion bawełny), Rubus Idaeus Seed Oil (olej z pestek malin), Stearic Acid (emolient), Alumina (krzemionka), Tocopherol (witamina E), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Sorbitan Isostearate (emulgator), Polyglyceryl-3 Polyricinoleate (emulgator), Parfum (substancja zapachowa)
Produkt jest przeznaczony do stosowania na ciało i myślę, że to najlepsza opcja. Skóra tuż po nałożeniu jest rozbielona, ale zupełnie mi to na ciele nie przeszkadza. Filtr był też nakładany na moja dwuletnię bratanicę i z jej mamą uznałyśmy to bielenie nawet za plus. Od razu bowiem widać, czy filtr został wszędzie odpowiednio zaaplikowany i czy się nie starł, co u ruchliwego dziecka może stać się bardzo szybko.
Marka nie poleca używania filtra na twarzy, ale ja oczywiście spróbowałam, bo nie widzę przeciwwskazań. Wyliczyłam sobie, że na twarz potrzebuje 5 psiknięć, około 0,65g produktu. To niestety tak dużo, że nie jestem w stanie rozprowadzić wszystkiego, nawet dwiema warstwami. Filtr zaczyna się mazać na mojej mieszanej skórze i staję się biała jak ściana. O ile rozbielenie na ciele mi nie przeszkadza, to jego poziom na twarzy jest dla mnie nieakceptowalny. Jedyne wyjście do nałożyć makijaż.
Po kilkunastu minutach to bielenie jedynie nieznacznie maleje, ale filtr staje się bardziej komfortowy. Nie lepi się, nie klei, nie jest tłusty w dotyku, a efekt na skórze wygląda na satynowy. Podkład zaskakująco ładnie się na nim trzyma!
Ogólnie sądzę, że to zdecydowanie lepsza opcja na ciało, dla dzieci lub na wakacyjne aktywności, np. na plaży, kiedy wygląd nie jest taki ważny. Filtra może używać każdy – produkty marki skierowane są do całych rodzin, w tym osób o skórze wrażliwej i z atopiami.
Marka oznaczyła filtr jako 50+, więc zapewniana ochrona jest wyższa, niż by się wydawało. Ochrona przed UVA stanowi tu zalecane przez Unię ⅓ wartości SPF. Muszę jednak zaznaczyć, że użyty filtr – dwutlenek tytanu – bardzo dobrze chroni przed UVB oraz krótszym UVA, jednak średnio radzi sobie z dłuższą falą. Przeważnie wolę wybierać filtry z mieszanką mineralnych lub tlenkiem cynku, ale wiem od marki, że tutaj ochrona przed UVA także jest bardzo wysoka! Dziecko smarowane takim produktem może bezpiecznie spędzać czas na świeżym powietrzu 🙂
Bema, krem na słońce SPF50+ SolarTea
Drugi produkt prezentuje zupełnie odmienną formułę. To kosmetyk skierowany na ochronę dzieci, tym razem o gęstej konsystencji kremu z minimalnie wyczuwalnymi drobinkami filtra. W związku z tym zupełnie inaczej zachowuje się podczas aplikacji oraz jego ilość także jest nieco inna wizualnie. Wagowo oczywiście nadal należy nałożyć tyle samo, ale przy cięższych produktach objętość jest nieco mniejsza 🙂
Zauważyłam, że przy aplikacji na skórę twarzy krem Bema potrzebuje spełnienia specjalnych warunków, tj. odpowiedniego przygotowania skóry. Nie ze wszystkimi kosmetykami chce się dogadać i potrafi koszmarnie zrolować (tak zdarzyło mi się na serum rozjaśniającym z Biochemii urody). Najlepiej także nakładać go małymi partiami i od razu rozprowadzać, zamiast większej porcji rozsmarowywanej po czasie, bo to potęguje problem. jeśli krem podeschnie.
Spodziewam się, że może on wynikać ze zbrylania drobinek tlenku cynku pełniącego rolę filtra. Z drugiej jednak strony to efekt sporadyczny, więc może go powodować po prostu niekompatybilność z niektórymi produktami pielęgnacyjnymi lub ociąganie się w aplikacji.
Poza cynkiem mamy tu totalne bogactwo składu! Hydrolaty z łagodzącego rumianku i zielonej herbaty, oleje, masło, kilka nawilżaczy oraz mnóstwo ekstraktów. Większość dodanych ekstraktów wykazuje działanie przede wszystkim antyoksydacyjne – mamy herbaty białą, zieloną, czerwoną, yerbę, ale i kojącą wąkrotę z lukrecją, antybakteryjny rozmaryn, czy wzmacniające naczynka śliwkę kakadu i acerolę oraz przeciwstarzeniową tarczycę bajkalską. To filtr, który zapewnia od razu dużą dawkę odżywczo-nawilżającej pielęgnacji i ochronę przed wolnymi rodnikami!
Dicaprylyl carbonate (emolient), Zinc oxide (filtr mineralny), Camellia sinensis leaf water* (hydrolat z zielonej herbaty), Chamomilla recutita (Matricaria) flower water* (hydrolat rumiankowy), Glycine soja (Soybean) oil* (olej sojowy), Aqua/Water (woda), Glycerin (substancja nawilżająca), Cetearyl alcohol (emolient), Sodium cetearyl sulfate (detergent, emulgator), Glyceryl stearate (emolient), Olea Europaea· (Olive) Fruit Oil (oliwa), Argania spinosa kernel oil* (olej arganowy), Butyrospermum parkii (Shea) butter* (masło shea), Polyhydroxystearic acid (emolient), Aloe barbadensis leaf juice powder* (puder z aloesu), Ilex paraguariensis leaf extract (ekstrakt z yerba mate), Malpighia punicifolia (Acerola) fruit extract (ekstrakt z aceroli), Terminalia ferdinandiana(Kakadu Plum) fruit extract* (ekstrakt ze śliwki kakadu), Copaifera officinalis (Balsam copaiba) resin* (żywica z copaiba), Centella asiatica extract (ekstrakt z wąkroty azjatyckiej), Aspalathus linearis leaf extract (ekstrakt z roibos, czerwonej herbaty), Camelia sinensis leaf extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Bertholletia excelsa seed oil* (ekstrakt z orzecha brazylijskiego), Rosmarinus officinalis (Rosemary) leaf extract (ekstrakt z rozmarynu), Polygonum cuspidatum root extract (ekstrakt z rdestu), Scutellaria baicalensis root extract (ekstrakt z tarczycy bajkalskiej), Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract (ekstrakt z białej herbaty), Glycyrrhiza glabra (Licorice) root extract (ekstrakt z lukrecji), Chamomilla recutita (Matricaria) flower/leaf extract (ekstrakt z rumianku), Xanthan gum (zagęstnik), Tocopherol (witamina E), Maltodextrin (stabilizator, pochłaniacz wilgoci), Benzyl alcohol (konserwant), Glyceryl laurate (emolient, emulgator), Sodium benzoate (konserwant), Potassium sorbate (konserwant), Propanediol (rozpuszczalnik), Parfum / Fragrance (substancja zapachowa)
Jak to wszystko przekłada się na ostateczny efekt? Po wpracowaniu w skórę i poza pojedynczymi wypadkami, filtr spisuje się bez zarzutu. Jego formuła została poprawiona wobec zeszłorocznej, by mniej bielić i nie zostawiać tłustej warstwy i rzeczywiście – bielenie jest znikome, znika już po chwili. Skóra jest miękka w dotyku, bardziej aksamitna niż tłustawa, ale bez lepienia.
Podobnie jak w przypadku Eeny Meeny to krem o neutralnym zapachu, charakterystycznym dla produktów z filtrem. I tu również podobnie moim zdaniem to opcja lepsza do ciała lub dla dzieci (jest używany też na mojej bratanicy, działa bez zarzutu), właśnie ze względu na szansę na wspomniane niedogadanie się z niektórymi produktami do twarzy. Wiem, że ma sporo fanek i nie dziwię się, szczególnie patrząc na tak ładny skład. Ja jednak zużyję go na ciało, gdzie nie sprawia mi problemów.
Plantea, krem SPF 50 Sun Shield
Kolejny filtr i kolejna zmiana konsystencji! Krem Plantea to gęsta, biała pasta. Pod palcami w trakcie rozprowadzania wydaje się lekko tłusta, ale stawia opór, przez co miewam wrażenie, że ciągnie skórę – szczególnie w okolicach oka, gdzie ta jest cienka i wrażliwa. Ostatecznie da się tę pastę rozprowadzić bez większych problemów, ale w takich wrażliwszych obszarach dobrze uważać. Producent deklaruje wodoodporność kremu, co może mieć pewien związek z cięższą formułą. Nie jest to jednak regułą, bo miałam lżejsze kremy wodoodporne.
Za pastową konsystencję na pewno odpowiada dużą zawartość dyspersji tlenku cynku – ten znajdziemy już na pierwszym miejscu w składzie. Ponownie jak w przypadku Bema, w filtrze Sun shield znajdziemy szeroki wachlarz składników – otulających skórę emolientów, sporo nawilżaczy od popularnej gliceryny po rzadziej widywany aminokwas, czy izomerat sacharydowy, a także antyoksydanty.
Mnie zawsze cieszy taki dodatek od razu w formule produktu przeciwsłonecznego, bo sam filtr to jeszcze nie wszystko. Nadal w skórze mogą powstawać wolne rodniki, a takie substancje od razu mogą z nimi walczyć. I tak w Sun shield mamy zieloną herbatę oraz dysmutazję nadtlenkową, czyli enzym naturalnie występujący w naszym ciele, a w formule zwiększający ochronę oraz redukujący rumień powstający pod wpływem UV.
Zinc Oxide (tlenek cynku), Aqua (woda), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient) Polyhydroxystearic Acid (emolient), Isoamyl Laurate (emolient), Shea Butter Ethyl Esters (emolient), Isostearic Acid (emolient), Lecithin (emulgator), Polyglyceryl-3 Polyricinoleate (emulgator) Olive Oil Polyglyceryl-6 Esters (emolient), Distarch Phosphate (zagestnik), Propanediol (substancja nawilżająca, rozpuszczalnik) , Polyglyceryl-6 Pentaoleate (emulgator), Maltooligosyl Glucoside (substancja nawilżająca), Hydrogenated Starch Hydrolysate (substancja nawilżająca), Magnesium Sulfate (regulator lepkości, pochłaniacz wilgoci), Isoamyl Cocoate (emolient), Glyceryl Rosinate (emolient, emulgator), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Saccharide Isomerate (substancja nawilżająca), Tocopherols (witamina E), Arginine (aminokwas, nawilżacz), Superoxide Dismutase (antyoksydant), Helianthus Annus Seed Oil (olej słonecznikowy), Glycerin (substancja nawilżająca), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Glyceryl Oleate (emolient), Olea Europaea Oil Unsaponifiables (oliwa), Sorbic Acid (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Sodium Citrate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant)
Ta gęsta, bogata pasta, pomimo pierwszego wrażenia ciężkości, przyjemnie zachowuje się na skórze. Nie mam wrażenia przeciążenia nią skóry, nawet po reaplikacji. Pierwotne rozbielenie po aplikacji znika w dosłownie 2 minuty, zostawiając jedynie lekko błyszczące wykończenie i pewną lepkość, również minimalizowaną z czasem. Natomiast jej zapach kojarzy mi się z andrutami i powoli ulatnia się ze skóry.
Jestem bardzo zadowolona z tego kremu i myślę, że podobnie może być w przypadku wielu osób. To krem wodoodporny, o pielęgnacyjnym składzie i z wysokim filtrem UVB oraz ⅓ tej wysokości jeśli chodzi o UVA. Mogę się jedynie spodziewać, że przez pierwsze wrażenie spowodowane gęstością pasty, która jednak skóry nie oblepia, osoby o cerze tłustej mogą mieć wobec niego pewne obiekcje. Na mojej mieszanej cerze sprawdza się fajne, a można wykorzystać go także do ciała – chociażby do ochrony pieprzyków. Na całe ciało byłoby mi go szkoda, bo jednak jego koszt jest wysoki.
Neutrea, UV Protector SPF 50+ PA++++
Na koniec zostawiłam sobie filtr, który jako pierwszy zagościł w mojej pielęgnacji z całej tej czwórki i jest chyba największym zaskoczeniem 🙂 Wydaje mi się, że na pierwsza wzmiankę o tej marce natknęłam się u Kosmostolog i wtedy zajrzałam na ich stronę. Akurat mieli promocję na swój asortyment a ja szukając przystępnego cenowo SPFa postanowiłam dać szansę ich kremowi. I tak używam już chyba 4 opakowania.
Sam fakt zakupu kolejnego opakowania chyba już zdradza Wam, że go polubiłam 🙂 I nie tylko ja, bo to jedyny filtr, jakiego chce używać mój mąż! Co w nim takiego wyjątkowego?
UV Protector jest dość lejącym produktem o emulsyjnej konsystencji. Bardzo łatwo nakłada się na skórę, po której sunie bezproblemowo i wchłania się na tyle szybko, że zaraz można dołożyć drugą warstwę. Ma w sobie jedynie minimalną tłustość, której ja potem jednak nie czuję na skórze – za to delikatnie się lepi i daje lekko błyszczące wykończenie, do opanowania pudrem.
Po pierwsze więc – łatwa aplikacja. Nic się nie roluje, skóra pod nim nie czuje się obciążona. Mój mąż ma tłustą skórę z okazjonalnymi niespodziankami, więc to odczucie braku ciężkości jest dla niego ważne. Równie istotny jest brak bielenia. Mąż ma dużo ciemniejszą skórę od mojej i jakiekolwiek bielenie wygląda u niego po prostu źle!
Aqua (woda), Isononyl Isononate (lekki emolient), Zinc Oxide (nano) (filtr mineralny UVA + UVB), Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine (filtr chemiczny UVA + UVB, Tinosorb S), Ethylhexyl Triazone (filtr chemiczny UVB, Uvinul T 150), Diethylamino Hydroxybenzoylhexyl Benzoate (filtr chemiczny UVA, Uvinul A Plus), Cetearyl Olivate (emulgator), Methylpropanediol (rozpuszczalnik, promotor przenikania), Cetearyl Alcohol (emolient), Sorbitan Olivate (emulgator), Panthenol (substancja łagodząca), Allantoin (substancja łagodząca), Sorbitol (substancja nawilżająca), Caprylyl Glycol (rozpuszczalnik, promotor przenikania), Propylene Glycol (rozpuszczalnik, promotor przenikania), Phelnylpropanol (konserwant, substancja zapachowa), CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891, CI 77019 (barwniki, tlenki żelaza)
Tutaj głównym filtrem jest tlenek cynku, więc teoretycznie mógłby rozbielać skórę, co jednak nie występuję. Zaznaczę jeszcze, że to co widzicie tutaj to nowy skład INCI – wcześniej filtr nie był w postaci nano. Poza tym nic się nie zmieniło. Nadal mamy miks filtra mineralnego z aż trzema chemicznymi, co daje bardzo szeroką ochronę przed UVA i UVB. Kosmetyk nosi oznaczenie 50+ oraz najwyższe dla PA.
To jednak jeszcze nie wszystko, bo muszę tutaj wrócić do zniesienia efektu bielenia, który wynika z dodatku tlenków żelaza dających podwójny bonus. Właśnie taki, że nawet przy odcieniu Nude, bardzo neutralnym dla skóry, nie ma totalnie bielenia (są jeszcze 2 inne odcienie, ciepły i chłodny beż). Drugi natomiast wynika z właściwości ochronnych tlenków – te mają swój udział w ochronie przed światłem widzialnym o czym wspominałam we wpisie o wpływie światła podczerwonego i widzialnego na skórę (przeczytaj!).
Wysokie filtry oraz dodatek tlenków żelaza pomagających chronić przed HEVL mającym wpływ na produkcję pigmentu w skórze na pewno docenią osoby borykające się z przebarwieniami. Z drugiej strony zaś będzie to także fajny wybór dla cer tłustych lub problematycznych nielubiących się z ciężkimi formułami.
Wady? Niektóre partie kremu dziwnie pachną, ja tam wyczuwam karmę dla zwierząt 😉
Jeśli ktoś chce połączyć ochronę z wyrównaniem kolorytu skóry to również jest taka opcja, o filtr występuje w jeszcze 2 wersjach kolorystycznych. Nie daje on odczucia podkładu i takiego krycia, ale jest w stanie delikatnie przykryć rumień i niewielkie niedoskonałości.
* Filtry Plantea oraz Eeny Meeny dostałam od marek, a Bema ze sklepu Ekozuzu do testów. Neutrea natomiast kupiłam sama.
Podsumowanie
Co wybrać dla siebie? Mam nadzieję, że opis każdego filtra oraz zbierająca najważniejsze elementy tabelka pomoże Wam coś wybrać 🙂 To są moje osobiste, mocno subiektywne wrażenia i u każdego te produkty mogą sprawdzić się nieco inaczej, jednak liczę, że moje opinie chociaż odrobinę je przybliżą.
Bema | Eeny | Neutrea | Plantea | |
opakowanie | plastikowa tuba na klik | butelka z atomizerem i metalową kulką | plastikowa tuba z nakrętką – łatwa do zgubienia | opakowanie airless – bardzo higieniczne |
formuła | gęsty krem | lejące mleczko | emulsyjna | gęsta pasta |
skład | bogaty, dużo ekstraktów o działaniu antyoksydacyjnym | emolientowy, olej z pestek malin, z nasion bawełny | zawiera substancje łagodzące, lekki emolient | z naturalnym enzymem antyoksydacyjnym, zielona herbatą, nawilżaczami |
ochrona | tlenek cynku – szeroka | dwutlenek tytanu – b. dobra przed UVB, srednia przed długim UVA | tlenek cynku + 3 filtry chemiczne – b. szeroka | tlenek cynku – szeroka |
wykończenie | delikatnie błyszczące, minimalnie tłuste | satynowe, nietłuste | średnio błyszczące, trochę lepiące | średnio błyszczące, trochę lepiące |
bielenie | znika po chwili | bardzo wyraźne | brak (Nude), są też wersje kolorowe | znika po chwili |
dla kogo |
|
|
|
do twarzy i ew. ciała dla każdego |
koszt | 83zł/100ml | 67zł/100ml | 79zł/75ml
często w promocji za pół ceny |
119zł/50ml |
Polecane powiązane treści
czyli Anna Kochanowska – miłośniczka pielęgnacji skóry bazującej na naukowych faktach.
Blog powstał z pasji, która doprowadziła mnie na studia z kosmetologii bioestetycznej i codziennie skłania do zdobywania nowej wiedzy.
Jeśli sama regularnie chcesz dowiadywać się więcej o pielęgnacji, kosmetykach i akcesoriach, które Ci w niej pomogą, zaglądaj na annemarie.pl!
Czy tlenek cynku w formie nano jest bezpieczny? Bo można spotkać się z wieloma opiniami
Szczegółowe wyjasnienie jest w tym wpisie – https://annemarie.pl/filtry-przeciwsloneczne-fakty-i-mity/
Hej 😀 Czy wiadomo coś na temat tego, czy nanocząsteczki w filtrze Neutrea są powlekane, tak aby były bezpieczniejsze? Pozdrawiam 🙂
Producent nie podaje takiej informacji :/
Zapach kremu neutrea jest dla mnie nie do zniesienia 😀 oby kiedys to zmienili bo póki co to dla mnie dyskwalifikujące.
Ja miałam kilka opakowań i ta intensywność zapachu była rózna zaleznie od partii 🙂