Filtry przeciwsłoneczne – fakty i mity. Czy powodują czerniaka albo blokują syntezę witaminy D?

Wokół ochrony przeciwsłonecznej oraz samych filtrów narosło tyle różnych opinii, pojawia się mnóstwo informacji w gazetach i w internecie, że tak naprawdę nie wiadomo, czy lepiej ich używać, czy nie. Rozumiem wszystkie wątpliwości, bo trudno połapać się w nowych doniesieniach i badaniach, które niejednokrotnie sobie przeczą. Przeczytałam wszystkie, jakie udało mi się znaleźć w temacie filtrów z ostatnich trzech lat i mam dla Was podsumowanie zebranej wiedzy.

Pamiętajcie jednak, że jest to stan na dzisiaj, co chwilę pojawiają się nowe badania, a ja także nie jestem w stanie dotrzeć do wszystkiego. Jeśli macie dodatkową wiedzę lub dostęp do czegoś, co rzuci nowe światło na poruszane poniżej kwestie, koniecznie dajcie mi znać, a je tu uwzględnię. Dodatkowo postaram się co jakiś czas robić aktualizacje, jeśli coś się zmieni. Każdorazowo taka informacja zostanie wpisana pod konkretnym pytaniem. Post jest w formie powtarzających się pytań i odpowiedzi – wydaje mi się, że tak jest najbardziej przejrzyście. O niektórych rzeczach pisałam już wcześniej, więc nie będę się powtarzać i w razie potrzeby po prostu przekieruję Was do innego wpisu.

 

Zapewniana ochrona

 

Jaka jest ochrona przed UVA w kosmetykach z filtrem?

 

Niestety tutaj sprawa nie jest taka prosta, jak w przypadku UVB, o czym wspominałam także w tym wpisie (klik). Na każdym kosmetyku z filtrem znajdziecie oznaczenie SPF w skali do 50, natomiast często brakuje jasnej informacji na temat ochrony przed UVA. Najczęściej używaną w tym przypadku miarą ochrony jest PPD w skali do 30, czyli liczba wskazująca ile razy zmniejsza się dawka promieniowania UVA absorbowana przez skórę, na której zastosowano kosmetyk z filtrem. Pomiar jest wykonywany 2 do 24 godzin po kontakcie ze słońcem. Liczby tej jednak w większości nie odnajdziecie na opakowaniu produktu.

Można jednak odnaleźć oznaczenie PA +++, czyli The Protection Grade of UVA. PA to system oznakowań pochodzący z Japonii, a bazujący na wspomnianym PPD. Popularny jest w Azji, a także Stanach. Poszczególna liczba gwiazdek to kolejno:

 

PA+ => PPD = 2 do 4

PA++ => PPD = 4 do 8

PA+++   => PPD = 8 do 16

PA ++++ => PPD = 16 lub więcej, tu różnica może być spora, bo skala sięga 30

 

Kolejna możliwość to pochodzące ze Stanów oznakowanie “broad spectrum” przyznawane jedynie produktom, które w proporcjonalnym stopniu chronią przed UVA, co przed UVB. Taki kosmetyk byłby najlepszym możliwym wyborem! (1) 

A co, jeśli nie widzimy żadnego z tych oznakowań? Wtedy nie jesteśmy w stanie określić ochrony antyUVA. Teoretycznie w Unii to wspomniana ⅓ SPF. Niektóre kosmetyki mają znaczek UVA w czarnym okręgu, wtedy możemy mieć pewność, że tak rzeczywiście jest.

Różne oznakowania wynikają z różniących się regulacji prawnych i statusu produktów z filtrem. W Unii, Azji, czy Chinach to kosmetyki, w Stanach leki bez recepty (“over-the-counter-drugs”),  w Kanadzie leki, chyba że bazują na filtrach mineralnych, a w Australii to tzw. artykuły terapeutyczne (‘therapeutic goods’) i muszą trafiać do rejestru tego typu produktów. W związku z tym znajdziemy też pewne podobieństwa i różnice, jeśli chodzi o  deklaracje producentów. Nie używa się już terminu ‘bloker’, bo żaden filtr nie blokuje do końca promieni, podobnie jak ‘waterproof’ – produkty nie są zupełnie odporne na działanie wody. Stopień wodoodporności jest i w Stanach, i w Unii mierzony przez porównanie SPF produktu przed i po przebywaniu w wodzie przez pewnie okres czasu. W Unii wystarczy, że będzie to 50% po dwóch dwudziestominutowych zanurzeniach, kiedy w stanach SPF musi być taki sam przez cały czas. Na etykiecie umieszcza się informację, czy czas odporności wynosi 40, czy 80 minut, co sprawia, że jest już “very water resistant”. (2)

 

Czy między SPF 20 a 50 naprawdę jest jakaś różnica?

 

Tak, preparaty z wyższym SPF oferują większą ochronę przeciwsłoneczną.  Pomiędzy SPF 50 a kilkanaście jest zaledwie albo aż kilka % różnicy, jeśli chodzi o ochronę. Wydawałoby się, że co za różnica, który wybierzemy, ale trzeba jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że mało kto z nas aplikuje odpowiednią ilość kosmetyku i robi to wystarczająco często. Przy wyższym SPF filtra w produkcie jest więcej, łatwiej zatem, nawet przy mniejszej ilości zapewnić sobie ochronę. Dodatkowo prawdopodobnie ochrona przed UVA będzie także wyższa. Z drugiej strony, wyższa ochrona często wiąże się z utrudnioną aplikacją, co szybko zniechęca do jej stosowania. Lepiej wybrać jakikolwiek kosmetyk, niż najwyższy możliwy SPF, a potem nie używać go przez uciążliwe nakładanie.

 

Czy wystarczą oleje jako filtr? Podobno też dobrze chronią.

 

Oleje dają pewną ochronę, ale nie jest ona w rzeczywistości taka, jak SPF konkretnego oleju. Teoretycznie olej z pestek malin ma SPF aż w granicach 28-50. To byłoby piękne, gdyby wystarczyło posmarować się taki olejem i móc cieszyć piękną pogodą, jest jednak ale. Po pierwsze, nie przeprowadza się badań co do ich skuteczności ochronnej i nie są one stabilnymi substancjami pod działaniem promieni słonecznych. Po drugie, aby zapewnić sobie wskazany poziom ochrony, trzeba by użyć odpowiedniej ilości. Na co dzień aplikujemy kilka kropel na twarz lub nawet mieszamy z innym kosmetykiem. Czy wyobrażacie sobie używanie ponad łyżki oleju na samą twarz? Ja nie. Oleje można wykorzystać jako dodatek ochronny, np. parę kropel do kremu pod filtr albo jako ochrona włosów, ale nie jako jedyną ochronę, dającą bezpieczeństwo w letni dzień. Więcej o naturalnej ochronie znajdziecie w tym wpisie: klik.

 

Czy promieniowanie IR i HEV też jest niebezpieczne?

 

Niestety promieniowanie ultrafioletowe to nie jedyne zagrożenie. Promieniowanie podczerwone (IR) ma najdłuższe fale i potrafi wnikać głęboko w skórę zwiększając jej nagrzanie. Powoduje wtedy generowanie wolnych rodników, rozszerzanie naczynek i degradację kolagenu. Przed IR chronią filtry mineralne zawarte w preparatach ochronnych. HEV to promieniowanie niebieskie (blue light) stanowiące część światła widzialnego. Emituje je nie tylko słońce, ale też telefony komórkowe, tablety, telewizory, komputery. Przez pojawienie się  elektroniki i jej duże użytkowanie dobowa dawka tego promieniowania cały czas się zwiększa. HEV może zaburzać sen, bo hamuje wydzielanie melaniny oraz powodować problemy ze wzrokiem i skórą. Sprzyja powstawaniu dużej ilości wolnych rodników, które niszczą skórę, tworzeniu stanów zapalnych i przebarwień. Oba rodzaje promieniowania, podobnie jak UVA, działają tak samo cały rok. (3, 4)

 

Czy muszę nakładać filtr przed każdym wyjściem z domu?

 

Najlepiej byłoby używać produktów z filtrami każdego dnia, niezależnie od pogody. UVB, które czujemy latem jako ciepło to zaledwie 5% całego promieniowania, reszta to UVA niezależne od pory roku, przenikające nawet przez szyby. UVA sięga głębiej w skórę, gdzie rozszerza naczynia krwionośne, niszczy kolagen i elastynę, powoduje powstawanie przebarwień, wolnych rodników, stany zapalne, starzenie skóry, a także zmiany w DNA i raka skóry. W związku z tym zaleca się codzienną ochronę przeciwsłoneczną. Przy wyjściu z domu na więcej niż kilka-kilkanaście minut dobrze byłoby nałożyć filtr (a często też okulary przeciwsłoneczne), a jeśli spędza się dużo czasu przy oknie, nałożyć filtr nawet bez wychodzenia. (5)

 

Jak dużo filtra muszę nakładać i jak często?

 

Zaleca się nakładanie około 2 miligramów kosmetyku z filtrem na centymetr kwadratowy skóry. Na samą twarz byłoby to około 1-1,25 grama! Na zdjęciu możecie zobaczyć, jak wygląda taka ilość. Niestety w badaniach wychodzi, że nakładamy go o wiele za mało, a więc ochrona, jaką sobie zapewniamy jest dużo mniejsza, niż deklarowana na tubce. Przeważnie w okolicach 0,8 mg/cm2. To problem również z tego względu, że czujemy się fałszywie bezpieczni na słońcu i spędzamy na nim więcej czasu, bo przecież posmarowaliśmy się kremem. (6) 

 

 

Wspomniana kwestia mogłaby tłumaczyć sugerowane reaplikację kremu co 2-3 godziny, ale głównym powodem jest wycieranie się filtra ze względu m.in. na pocenie i ocieranie o ubrania. Ponowna aplikacja zwiększa bezpieczeństwo. Warto o niej pamiętać w ciepłe, letnie dni, szczególnie przy dużym wysiłku lub ekspozycji słonecznej. Jeśli jednak przebywa się głównie wewnątrz a wychodzi tylko na krótkie okresy czasu, poranna aplikacja może być wystarczająca – np. w przypadku pracowników biurowych. Wg. jednego z badań po 8 godzinach ochrona spada o około 30%. (1, 7) Tak więc nadal jesteśmy chronieni, choć w nieco mniejszym zakresie.

 

Bezpieczeństwo filtrów

 

Czy filtry nano są bezpieczne?

 

Mniejsze cząsteczki filtrów mineralnych zaczęły się pojawiać w odpowiedzi na głosy o nieestetycznym bieleniu przez te filtry. Mniejsze cząsteczki jednak bywały niestabilne i zbijały się w aglomeraty. Zaczęto więc dodawać do nich substancje stabilizujące, antyzbrylające, a cząsteczki nano, czyli poniżej 100 nanometrów otaczać m.in. krzemionką i silikonami, by zapewnić bezpieczeństwo użytkowania. W związku z obawami o ich możliwości przenikania do organizmu, co chwilę powstają kolejne badania, by to sprawdzić. W jednych z najnowszych okazuje się, że takie cząsteczki zatrzymują się w warstwie rogowej naskórka, czyli najbardziej nawierzchniej, a czasami w mieszkach włosowych. (8) W niektórych z poprzednich badań wykazywano możliwości tlenku cynku do przenikania do krwioobiegu i wywoływania reakcji immunologicznej, czego nowsze nie potwierdzają. Wspomniane sposoby stabilizacji ograniczają ewentualne możliwości wnikania do organizmu ludzkiego. (9)

Dużo większym problemem jest dwutlenek tytanu nano w aerozolach. W razie dostania się do płuc, te nie są w stanie oczyszczać się z nanocząsteczek. (8) Powstają stany zapalne, wolne rodniki atakujące tkanki, a także docelowo mogą przyczyniać się do zmian rakowych. Tlenek cynku nano wdychany niestety też może powodować stany zapalne w płucach. (10)  O ile nie trzeba obawiać się nano w zwykłym kremie, bo przez ZDROWĄ, nieuszkodzoną skórę się nie wchłaniają, to lepiej zupełnie zrezygnować z filtrów z atomizerem!.(11, 12)

 

Bezpieczniejsze są filtry mineralne czy chemiczne?

 

Oprócz informacji wyżej o cząsteczkach nano, dobrze wiedzieć, że filtry mineralne są bardzo dobrze tolerowane przez wszystkie skóry, w tym problematyczne i dziecięce. Nie podrażniają, nie uczulają. Tlenek cynku dodatkowo działa przeciwzapalnie i gojąco, z czego warto skorzystać. Filtry chemiczne są częściej powodem podrażnień, ale bywają łatwiejsze w obsłudze – lepiej się rozprowadzają i wchłaniają. Istnieje ich spora liczba i niestety niektóre z nich nie są bezpieczne. To tzw. filtry przenikające, mogące przedostawać się do  krwioobiegu i oddziaływać na organizm. Listę tych substancji znajdziecie w oddzielnym wpisie – klik.

Tutaj rozwinę jeszcze nieco temat kilku z nich, bo dotarłam do nowszych badań. Oxybenzone możę być fotouczulający (powodować objawy uczulenia pod wpływem promieniowania słonecznego) i  działać estrogenowo, antyandrogenowo (zmniejszać działanie testosteronu), a nawet wypierać z organizmu inne związki, jak witamina D, czy leki oraz wspomagać wchłanianie różnych substancji, w tym szkodliwych (8)  Benzophenone tymczasem może alergizować, zmniejszać płodność, a w czasie ciąży zmniejszać masę urodzeniową dziecka. (13) Inne filtry z ‘camphor’ lub ‘cinnamate’ w nazwie także mają tendencje do wpływania na hormony i płodność oraz do przedostawania się do mleka kobiety karmiącej. Wszystkie te substancje mogą odkładać się w naszych narządach i działać na nie toksycznie. (6, 14, 15, 16)

 

Czy to prawda, że filtry mogą powodować czerniaka?

 

Krążą pogłoski, że zamiast chronić przed rakiem skóry, filtry go powodują. Ile w tym prawdy? Proces powstawania czerniaka nie jest do końca poznany. Czerniak jest rodzajem raka złośliwego z przekształconych melanocytów, czyli komórek barwnikowych skóry, produkujących i magazynujących barwnik melaninę. Występuję nie tylko na skórze, ale wszędzie tam, gdzie znajdują się melanocyty, czyli np, na błonie śluzowej jamy ustnej czy siatkówce oka. Jego powstawanie wiązane jest z powtarzającymi się oparzeniami słonecznymi, szczególnie w dzieciństwie. (17) Używanie kosmetyków z filtrem jest coraz popularniejsze, ale istnieje z nimi pewien problem. Wiele osób używających filtrów odczuwa tzw. fałszywą pewność. Skoro nałożyło się krem z filtrem, odczuwa się pewne bezpieczeństwo na słońcu i częściej spędza więcej czasu pod jego promieniami, niż gdyby takiego produktu nie nałożono. Jednak by filtry działały jak powinny, trzeba je aplikować w odpowiedniej ilości co kilka godzin. Okazuje się, że nakładamy ich zdecydowanie za mało, a potem nie dokładamy, gdy te spływają z potem lub wycierają o ubrania. Ochrona przeciwsłoneczna stanowi wtedy zaledwie ułamek deklarowanej na opakowaniu. Druga kwestia to brak konkretnej informacji o ochronie przed UVA. Wiemy, jaki dokładnie jest SPF, czyli współczynnik ochrony przed UVB, jednak UVA to swego rodzaju zagadka. Tymczasem te promienie, jak już wspominałam wyżej, sięgają głębiej w skórę i także mogą wpływać na jej funkcjonowanie, powodować mutacje w komórkach i wytwarzanie wolnych rodników. Niestety przeważnie nie mamy pewności, jaką ochronę zapewnia filtr właśnie przed nimi. Filtry nie powodują czerniaka, de facto pomagają mu częściowo zapobiegać lub opóźniać jego rozwój. To fałszywe bezpieczeństwo po ich użyciu jest problemem mogącym objawiać się w postaci czerniaka oraz dawać powód do sensacji w gazetach i na stronach internetowych. (18)

 

Czy filtry chronią przed rakiem?

 

Tak, filtry chronią skórę przed działaniem UV, a więc w pewnym zakresie także przed powstawaniem raka. Wśród raków skóry wyróżnia się: podstawnokomórkowy (BCC), kolczystokomórkowy (SCC) i czerniaka (CMM). Pierwszy z nich stanowi około 70% wszystkich zachorowań na raka. Jest złośliwym guzem powstającym w warstwie podstawnej skóry (najgłębszej warstwie naskórka) i mieszkach włosowych, najczęściej w najbardziej odsłoniętych rejonach skóry, jak głowa i kark. SCC jest bardziej złośliwy, częściej dający przerzuty i przeważnie także znajdowany na obszarach wystawianych na działanie promieni słonecznych. Występuje głównie u starszych mężczyzn i stanowi około 20% wszystkich przypadków raka.

W badaniu Nambour Skin Cancer Study na 1621 mieszkańcach Nambour w Australii przez 4,5 roku sprawdzano działanie preparatów z filtrami przeciwsłonecznymi jako ochrona przed rakiem. Uczestnicy badania codziennie używali kremu z SPF powyżej 15, podczas gdy grupa kontrolna miała wolną rękę co do używania tego rodzaju produktów. Okazało się, że częstotliwość występowania raka kolczystokomórkowego zmniejszyła się o 40% podczas badania, ale nie było wpływu na występowanie raka podstawonokomórkowego. Przez kolejne 4 lata kontrolowano jeszcze osoby biorące udział w badaniu i okazało się, że spadek w występowaniu SCC się utrzymywał oraz dodatkowo wystąpiła 25% obniżka BCC w porównaniu do grupy kontrolnej. (19, 20, 21) 

Niestety nie da się wykazać podobnie jasnego związku między używaniem kremu z filtrem z powstawaniem czerniaka. To dużo bardziej złożony problem. Jak wspominałam wyżej, istnieje związek pomiędzy czerniakiem a oparzeniami słonecznymi doświadczonymi w ciągu życia, szczególnie w dzieciństwie – te zwiększają ryzyko zachorowania. Podczas kontroli po latach od badania Nambour zauważono także spadek liczby czerniaków przez kolejne 10 i 15 lat od końca próby. (18) W innych badaniach stwierdzono obniżenie występowania łagodnych zmian w pieprzykach u dzieci, a także rogowacenia słonecznego, łagodnych zmian skórnych, będących jednym z markerów czerniaka. (19)

Podczas innego badania, na myszach z predyspozycjami do czerniaka, stwierdzono, że filtry jedynie opóźniają powstanie czerniaka. Każda miała mutację BRAF, białka biorącego udział w przekazywaniu sygnału do wzrostu i podziału komórek. Wystawiane na działanie promieni UV wszystkie zachorowały, choć z opóźnieniem i miały mniejsza liczbę guzów. Promieniowanie powodowało u nich dodatkowo uszkodzenie innej partii DNA odpowiedzialnej za hamowanie zbyt szybkich podziałów komórkowych – genu supresorowego TP53. Filtry nie chroniły przed występowaniem tych uszkodzeń, ale ograniczały ich liczbę. Mutacje BRAF znajdowane u ludzi z czerniakiem nie były genetyczne, a prawdopodobnie powodowane przez UV. Nabyte mutacje zwiększają ryzyko zachorowania i mogą znajdować się w pieprzykach. (22)

Jeśli zatem chodzi o czerniaka, filtry nie dają pełnej ochrony. Zapobiegają oparzeniom i obniżają występowanie zmian będących markerami czerniaka, ale promieniowanie może nadal powodować uszkodzenia w genach chroniących właśnie przed szkodliwymi efektami UV. Produkty z filtrami są sposobem ochrony przed rakiem, ale nie powinny być jedynym. Pamiętajmy o unikaniu pełnego słońca i noszeniu czapek lub kapeluszy!

 

Czy filtry blokują syntezę witaminy D?

 

Witamina D jest bardzo istotną substancją dla naszego organizmu, m.in. chroni układ nerwowy, czy reguluje odpowiedz immunologiczną organizmu – o powodach pisałam tutaj klikJedynie jej niewielki procent dostarczamy sobie z pożywieniem, większość jednak pochodzi ze skórnej syntezy pod wpływem promieni słonecznych, a dokładniej UVB. Jak już pisałam, UVB niestety też niesie ze sobą wiele negatywnych skutków. Jak połączyć jedno z drugim? Otóż wystarczającą ilość UVB mamy jedynie podczas słonecznych miesięcy, których może być mniej lub więcej w różnych miejscach na świecie. W pozostałe miesiące należy suplementować witaminę D by utrzymać jej odpowiedni poziom. Gdy słońce jest w pełni, podczas dłuższej niż kilkuminutowa ekspozycja powinniśmy używać produktu z filtrem. Gdzieniegdzie można przeczytać, że owy produkt zablokuje syntezę witaminy D. Badania pokazują, że w warunkach laboratoryjnych wyniki potwierdzają tezę, ale sprawa wygląda zupełnie inaczej w realnych warunkach. Przeprowadzano testy na grupach ludzi używających filtrów i mierzono im poziom witaminy D. Ten nie odbiegał od poziomu u osób niestosujących filtrów. Nawet najwyższy filtr nie blokuje zupełnie promieni słonecznych, a dodatkowo większość z nas przeważnie aplikuje go za mało i niedokładnie. Część promieni nadal więc dociera do skóry. Bardzo prawdopodobne, że przy obecnym, siedzącym trybie życie i w naszej szerokości geograficznej, mamy niedobory również latem. Warto to sprawdzić i zastanowić się nad suplementacją. (5, 8)

 

Czy filtry szkodzą środowisku?

 

Niedawno można było przeczytać, że władze Hawajów wydały zakaz sprzedaży kosmetyków z filtrami Oxybenzone i Octinoxate, który ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2021 roku. Powodem jest ich wpływ na rafy koralowe. Rafy są bardzo odporne na fizyczne ataki, jak sztormy, ale podatne na zmiany temperatury, środowiska, wpływ środków chemicznych. Pod wpływem stresu wywoływanego przez takie zjawiska zaczynają blaknąć, to jest wydalać algi, co może prowadzić do ich obumierania. Niestety taki efekt daje promieniowanie ultrafioletowe, a także wspomniane składniki filtrów pod wpływem UV przyczyniające się do podniesienia stężenia nadtlenku wodoru szkodzącego fitoplanktonowi. (23)

Wymienione filtry, a do tego Benzophenone-3 i -4, Ethylexyl methoxycinnamate, czy  4-Methylbenzylidene camphor (filtry przenikające) oraz wersje nano tlenku cynku i dwutlenku tytanu bywają znajdowane w rybach i owocach morza oraz wodach przylądowych, gdzie szkodzą życiu wodnemu. Jeśli przedostają się do wód, a następnie do organizmów tam żyjących, drogą pokarmową mogą trafić też do ludzi. (6, 10) By nie przykładać się do szkodliwego działania na środowisko, najlepiej wybierać bezpieczne filtry!

 

Wybór filtra i pielęgnacja

 

Jak umiejscowić filtr w pielęgnacji?

 

Kosmetyk z filtrem powinien być ostatnim etapem pielęgnacji. Można nałożyć go po prostu na suchą cerę lub na zwilżoną tonikiem, co ułatwia rozprowadzenie, czy krem lub serum nawilżające, zależnie od potrzeb. Jeśli w grę wchodzi makijaż, to ten nakładamy już na filtr. Tak naprawdę nie wiadomo, jak makijaż wpływa na działanie filtrów, ale warto robić to delikatnie, by nie zetrzeć produktu ze skóry. Pewną opcją są kremy BB, czy też podkłady z filtrem, ale bardzo prawdopodobne, że takiego kosmetyku nałoży się o wiele za mało. Już sam filtr ciężko nałożyć w zalecanej ilości 2mg/cm2, natomiast w przypadku kremu BB byłoby to znacznie trudniejsze.

 

Jaki filtr mnie nie zapcha?

 

To bardzo trudne pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi. Każda cera jest inna, ma inne potrzeby i co innego może ją zapchać. Oczywiście istnieją składniki, które mają większe tendencje do komedogenności, jak np. algi, olej kokosowy, z kiełków pszenicy, czy masło kakaowe. Jeśli wiecie, że jakiś składnik nie służy Waszej cerze, to unikajcie go także w produktach z filtrem. To najlepsze, co można zrobić w tym przypadku. Kosmetyki ochronne przeważnie zawdzięczają swoją ciężką konsystencję filtrom mineralnym i to jest główna różnica. Poza tym zawierają wiele tradycyjnych składników, jak zwykłe kremy i przy wyborze należy kierować się podobnymi zasadami.

 

Wszystkie filtry są drogie – czy jest coś taniego z dobrym składem?

 

Nie wszystkie filtry z dobrym składem są drogie. Oczywiście kwestia co dla kogo oznacza “drogo”.  20, 50, 100 zł? Przy jakiej pojemności? Dla mnie kosmetykiem w dobrej cenie jest taki, w którym pojemność odpowiednio przekłada się na cenę. Na blogu macie cały przegląd kosmetyków w różnych cenach, pojemnościach i o róznym SPF do wyboru .

Jednak jeśli najbardziej zależy Wam na cenie, proponowałabym zwrócić uwagę na:

  • filtry Alterra SPF 30 w Rossmannie o pojemności 75ml – tu składy są ok, z filtrami mineralnymi, chociaż maleńki minus za alkohol dalej w składzie; niestety nie wiem jaki skład ma mleczko o pojemności 200ml. Cena: 16-20 zł za 75ml
  • Derma Eco Baby SPF 30 o prostym składzie, na bazie dwutlenku tytanu, co daje ochronę głównie przed UVB. Cena: 58zł za 200ml. 
  • Goddess garden SPF 30 w sprayu na miksie filtrów mineralnych, aloesie i zielonej herbacie. Cena: 69zł za 177zml 
  • DeVita Solar Body SPF 30 to produkt do ciała, ale świetnie sprawdza się też na twarzy. Nakłady na wilgotną cerę dobrze się rozprowadza i wchłania, ale na suchej zdarza mu się rolować. Bazuje na tlenku cynku, aloesie, wit. C i B5. Cena: 85zł za 210ml. 
  • All good SPF 30 to do wyboru wersja sport lub dla dzieci, obie z aloesem i tlenkiem cynku. Cena: 34zł za 89ml. 
  • Biobaza SPF 30 bazuje na oleju kokosowym, więc będzie odpowiadał raczej cerom normalnym lub suchym. Filtr to miks mineralnych. Cena: 70zł za 150ml. 
  • Aubrey organics SPF 30 to bezzapachowe mleczko bazujące na tlenku cynku, niestety z olejem kokosowym. Cena: 95zł za 177ml. 
  • Goddess garden SPF 30 w kremie, w kilku wersjach, każdej bazującej na aloesie i tlenku cynku lub miksie filtrów mineralnych. Cena: 50zł za 96g lub 15zł za 28g. 
  • Mustela mleczko przeciwsłoneczne SPF 50 to kosmetyk z filtrami chemicznymi. Cena: 87zł za 200ml. 
  • Bema SPF 50 to krem z mieszanką filtrów mineralnych, bazujący na hydrolacie z zielonej herbaty. Ma lekką konsystencję mleczka, ale dość mocno bieli – tu idealnym trickiem jest dodanie kropelki oleju z rokitnika, który przywraca naturalny kolor skóry. Cena: 72zł za 150ml 
  • Azeta bio SPF 50+ to filtr z tlenkiem cynku dobry dla każdego. Bardzo dobrze się rozprowadza i wchłania! Cena: 70zł za 100ml. 

 

Czy mogę używać kwasów albo witaminy C, jeśli nie stosuję filtra?

 

Jeśli chodzi o kwasy, to moim zdaniem nie. Co prawda istnieje podział na kwasy fototoksyczne i takie, które nie powinny powodować negatywnych skutków latem (kwasy PHA, migdałowy, azelainowy), jednak zawsze lepiej używać filtra. Kwasy naruszają barierę hydrolipidową i sprawiają, że cera jest wrażliwsza, podatniejsza na podrażnienia, czy powstawanie przebarwień. Wystawianie jej na promienie słoneczne może tylko pogłębić problemy. Witamina C w postaci kwasu askorbinowego także ma szansę dawać podobne skutki. Inne, mniej drażniące formy tej witaminy jak najbardziej nadają się do używania na noc. Na dzień mogą stanowić również świetną bazę antyoksydacyjną, ale jedynie pod kosmetyki z filtrem, bo samodzielnie mogą się szybko utleniać.

 

==========================

 

ŹRÓDŁA

 

  1. The skin cancer foundations guide to sunscreens 
  2. Ultraviolet radiation and the skin: Photobiology and sunscreen photoprotection 
  3. Effects of smartphone use with and without blue light at night in healthy adults: A randomized, double-blind, cross-over, placebo-controlled comparison 
  4. Effects of blue light on the circadian system and eye physiology 
  5. When to apply sunscreen: a consensus statement for Australia and New Zealand 
  6. Neurotoxic effect of active ingredients in sunscreen products, a contemporary review 
  7. Sunscreen application to the face persists beyond 2 hours in indoor workers: an open-label trial 
  8. Current sunscreen controversies: a critical review 
  9. The safety of nanoparticles in sunscreens: An update for general practice 
  10. Environmental fate of Zinc Oxide Nanoparticles: risks and benefits
  11. Opinion on Titanium Dioxide (nano form) as UV-Filter in Spray 
  12. Titanium Dioxide nanoparticles: occupational exposure limits 
  13. Filtry UV w kosmetykach: Czy wszystkie są bezpieczne dla zdrowia? 
  14. Recent Advances on Endocrine Disrupting Effects of UV Filters 
  15. EDC IMPACT: Chemical UV filters can affect human sperm function in a progesterone-like manner 
  16. Disadvantages of Organic UV Filters 
  17. Sunscreen reduces melanoma risk by 40 per cent in young people 
  18. Sunscreen and Melanoma: Is Our Prevention Message Correct?
  19. Point: Sunscreen Use Is a Safe and Effective Approach to Skin Cancer Prevention 
  20. Prolonged Prevention of Squamous Cell Carcinoma of the Skin by Regular Sunscreen Use 
  21. Effects of sunscreen on skin cancer and photoaging 
  22. High-factor sunscreen doesn’t cut melanoma risk 
  23. Sunscreen bans: Coral reefs and skin cancer 

 

 

 

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
EllAnneEla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ela
Gość
Ela

Warto też zauważyć, że poza ochroną zewnętrzną równie ważna jest ochrona naszej skóry od wewnątrz! 🙂 Właściwie ten temat uświadomiła mi w zeszłym roku znajoma naturoterapeutka. O ile krótka ekspozycja na słońce jest nam wręcz niezbędna (synteza witaminy D3), o tyle dłuższe „kąpiele słoneczne” wiążą się z powstawaniem wolnych rodników w organizmie. Dlatego ważne jest, żebyśmy mieli w organizmie zapas antyoksydacyjnych substancji 🙂 Takimi odżywczymi substancjami wzmacniającymi naszą odporność na promieniowanie UV są m.in. beta-karoten, likopen, polifenole, czy witamina c. W zeszłym roku zrobiłam sobie na 2 miesiące przed urlopem suplementację dobrej jakości spiruliną (dobre źródło beta-karotenu) plus oczywiście dieta… Czytaj więcej »

Ell
Gość
Ell

a co sądzisz o tym sprayu Anthelios mgiełka La Roche Posay SPF 50