Filtry SPF 30 z kolorem: Asoa Sunny day, rozświetlający Clochee, Madara Age Defying Sunscreen – który wybrać?

filtry SPF 30 Asoa Clochee Madara annemarie

Wybór kremu z filtrem to niełatwa sprawa. Chcemy, by nie bielił i nie obciążał skóry, a przy tym często dogadywał się z makijażem. Ja lubię wybierać takie produkty w stylu 2w1, gdzie krem służy mi i jako filtr, i jako delikatny makijaż. Dzisiaj porównam dla Was trzy takie produkty, wśród których każdy powinien znaleźć coś dla siebie 🙂

Wszystkie trzy łączy to, że oferują ochronę przed UVB w wysokości SPF30 bazującą na filtrach mineralnych (szerokopasmowy tlenek cynku) oraz zawierają pigmenty. Kolor i formuła każdego z nich jest nieco inna, wymagają więc też nieco innej obsługi. To, że na mojej cerze sprawdzały się tak, a nie inaczej, nie oznacza, że u kogoś będzie dokładnie tak samo. Postaram się jednak od razu zaznaczyć, skąd moim zdaniem wynikają niektóre cechy i podpowiedzieć, kto mógłby być najbardziej zadowolony akurat z danego kremu.

 

Clochee, rozświetlający krem SPF30

Clochee krem rozświetlający SPF 30 annemarie

Zaczynamy od razu od wysokiego C, czyli mojego hitowego filtra polskiej marki Clochee. Podczas gdy jego brat z faktorem SPF 50 totalnie mi się nie spodobał (próbka na 3 użycia), bo był zbyt ciężki dla mojej skóry, która się pod nim pociła, to SPF 30 spisywał mi się świetnie! Żeby nie było tak idealnie, to krem nie jest wolny od pewnych minusów, ale jak dla mnie znikają one w całokształcie. Po kolei jednak…

50 ml produktu mieści się w eleganckiej szklanej tubie z pompką – to rozwiązanie bardzo higieniczne oraz zapobiegające utlenianiu się pigmentów oraz szybkiemu niszczeniu cząstek filtrów pod wpływem światła. Jestem jak najbardziej na tak dla tego typu rozwiązań, szczególnie, że to szkło. 

Niestety jednak po kilkunastu użyciach pompka zaczyna się “wyrabiać” i pluć produktem. Oberwała już bluzka, toaletka, podłoga… Trzeba z nią bardzo uważać, żeby nie ubrudzić czegoś cennego, a ponadto czasem nieźle napracować, by wydobyć odpowiednią ilość kremu.

Drugim minusem jest dość ciężka konsystencja, z która nalezy nauczyć się pracować. Ja najpierw próbowałam nakładać go głównie palcami, potem pędzlem, ale otrzymywałam smugi i niezbyt równomierne rozprowadzenie. Gąbeczka, czy to sucha czy zwilżona, zmieniła jednak wszystko! Choć krem dość szybko zastyga, gąbka świetnie go rozprowadza oraz pozwala bez większego problemu rozprowadzić 2 warstwy stanowiące zalecaną ochronę – 2mg/cm2 skóry, czyli około 0,7ml na samą  twarz w moim przypadku.

Gąbka to rozwiązanie idealne dla mnie, niekoniecznie dla każdego. Może u Was lepiej sprawdzą się palce? Kto wie! Uważam, że da się znaleźć sposób dla siebie, by cieszyć się efektem stosowania takiego kremu.

Dwie warstwy produktu nie tylko stanowią dobrą ochronę przeciwsłoneczną, ale także dają zaskakująco dobre krycie! Krem przykrywa spokojnie zaczerwienienia, krostki, przebarwienia. Ponadto pięknie rozświetla skórę – nie jest to efekt niezdrowego, tłustego błysku, ale właśnie delikatnego rozświetlenia, które wygląda ładnie nawet na cerze mieszanej, czy tłustej!

Jego kolor ewidentnie dostosowany jest do skór o ciepłych tonacjach – żółtych, oliwkowych, nawet wpadając lekko w pomarańcz. Przez pierwsze, wiosenne użycia nadawał mojej cerze delikatny efekt opalenizny, bo był odrobinę za ciemny. W miarę używania zaczął się jednak dobrze dostosowywać i był praktycznie przedłużeniem mojego odcienia po złapaniu odrobiny słońca.

 

Aqua** (woda), Zinc Oxide* (filtr mineralny), Caprylic/capric Triglyceride* (emolient), Titanium Dioxide* (filtr mineralny), Decyl Oleate** (emolient), Glyceryl Stearate Citrate* (emulgator), Rubus Idaeus Seed Oil**(olej z pestek malin), Glycerin** (substancja nawilżająca), Polyglyceryl-3 Palmitate* (emulgator), Polyglyceryl-2 Caprate* (emulgator), Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil** (olej słonecznikowy), Daucus Carota Sativa (carrot) Root Extract** (ekstrakt z marchwi), Daucus Carota Sativa (carrot) Seed Oil** (olej z marchwi), Oryza Sativa Hull Powder* (puder ryżowy), Simmondsia Chinensis Seed Oil* (olej jojoba), Polyhydroxystearic Acid *, Sucrose Stearate* (emulgator), Stearic Acid * (emolient), Alumina* (krzemionka), Glyceryl Caprylate* (emolient), Squalane* (skwalan), Isostearic Acid* (emolient), Beta-Carotene** (przeciwutleniacz, barwnik), Alcohol** (rozpuszczalnik), Tocopherol* * (witamina E), Ascorbyl Palmitate** (witamina C), Ascorbic Acid** (witamina C), Citric Acid ** (regulator pH), Sodium Lauroyl Glutamate* (substancja zmiękczająca, antystatyczna), Lysine* (aminokwas), Magnesium Chloride* (zagestnik, substancja antyseptyczna), Lysolecithin* (emulgator), Sclerotium Gum* (zagestnik), Xanthan Gum** (zagęstnik), Pullulan* (zagęstnik), Dehydroacetic Acid (konserwant)*, Benzyl Alcohol*(konserwant), Parfum***(substancja zapachowa) , Ci 77492*, Ci 77491*, Ci 77499* (barwniki)

* Certified Ingredients, ** Natural Raw Materials, *** Approved For Natural Cosmetics 

 

Krem rozświetlający Clochee bazuje na 2 filtrach mineralnych, które normalnie mają tendencję do bielenia. Tutaj jednak pigmenty świetnie się spisują i moim zdaniem cała formuła jest udana, choć wymaga nieco pracy podczas nakładania przez swoją ciężkość i szybkie zastyganie.

W składzie znajdziemy przeciwutleniacze, które wspierają filtr poprzez radzenie sobie z powstającymi pod wpływem promieni UV oraz oddziaływania środowiska wolnymi rodnikami – mamy betakaroten, witaminę C oraz odżywcze oleje z marchwii i malin. Malina jest olejem dopasowanym praktycznie do każdej cery, lekkim i nie powinna przyczyniać się do zapychania. Marchew natomiast nadaje skórze ładny, zdrowy odcień.

Warto jeszcze wspomnieć o dodatku aminokwasu lizyny działającego przeciwwirusowo i wspierającego cery wrażliwej oraz łagodzącego i matującego pudru ryżowego. Myślę, że całościowo mamy tu formułę, która ma szansę sprawdzić się na wielu typach cery – odżywić skórę suchą, ale także nie przeciążyć zanadto tłustej lub mieszanej. To świetny produkt!

 

*Filtr pochodzi z przesyłki PR od marki.

 

Madara, Age Defying Sunscreen SPF 30

Madara age defying sunscreen SPF 30 annemarie

Po Madarę sięgnęłam od razu po skończeniu filtra Clochee. Tym razem mamy 40ml kremu zamknięte w plastikowej tubce. Cóż, nie wygląda to tak fajnie jak z Clochee, ale jest poręczne przy wyjazdach – mamy pewność, że opakowaniu się nic nie stanie.

Filtr Madary był zachwalany z każdej strony. Ileż to ja się zachwytów naczytałam na jego temat! Skuszona nimi sama się zaopatrzyłam i cóż… nie zachwyciłam się :/

Age Defying Sunscreen prezentuje zupełnie odmienny rodzaj formuły od filtra Clochee. Ta jest zdecydowanie bardziej lejąca i tłusta. Dużo łatwiej i szybciej rozprowadza się na skórze, do czego wystarczą palce. Ma to swoje plusy, jeśli chodzi o czas, ale też trudniej mi zaaplikować drugą porcję, która zdaje się ślizgać po pierwszej.

Niestety ta tłustość, a właściwie tłusty, mokry blask pozostaje na skórze, bo filtr nie zastyga, nie wchłania się, tylko daje taką taflę. Pierwszy problem z tym filmem jest taki, że w ciągu dnia przy dotknięciu skóry zbiera się z niej na palec, czy materiał. Drugi natomiast, że okropnie moim zdaniem się błyszczę! Nie miałam innego wyjścia, jak każdorazowo przypudrować krem. Jedynie w tej formie dało się go nosić.

Ostatnim już minusem jest niedopasowanie odcienia do mojej cery. Krem jest w kolorze przybrudzonych, szarych różów, co czasem daje na mojej skórze efekt zmęczenia. Nie odcina się on totalnie i nie robi mi efektu świnki, ale nie wtapia się też idealnie. Mam wrażenie, że w Polsce jednak przeważają ciepłe tony skóry, więc wiele osób może mieć podobny problem.

 

Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice (sok aloesowy), Zinc Oxide (filtr mineralny) , Isoamyl Laurate (emolient), Dicaprylyl Carbonate (emulgator, stabilizator emulsji), Glycerin** (substancja nawilżająca), Sorbitan Olivate (emulgator, rozpuszczalnik pigmentów), Cera Alba (wosk pszczeli)*, Lecithin (emulgator), Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate (emulgator), Silica (zagęstnik), Cellulose (zagęstnik), Dracocephalum Ruyschiana (Dragonhead) Cell culture extract (ekstrakt z pszczelnika), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Quercus Robur (Oak) Bark Extract (ekstrakt z kory dębu), Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract (ekstrakt z pestek winogron), Hydrolyzed Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), Sodium Hyaluronate (substancja nawilżająca), Sodium Chloride (zagęstnik), Aroma/Fragrance (substancja zapachowa), Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil* (olej z pestek malin), Sorbitan Caprylate (emulgator), CI 77492 (barwnik)***, Palmitic acid (emolient), Stearic acid (emolient), Propanediol (rozpuszczalnik, substancja ułatwiająca przenikanie), Benzoic acid (konserwant), CI 77499, CI 77491 (barwniki)****, Agua/water (woda), Ascorbyl Palmitate (witamina C), Sodium phytate (substancja wiążąca jony metali), Tocopherol (witamina E), Potassium hydroxide (regulator pH), Benzyl salicylate***, Limonene***, Citral***, Linalool***, Eugenol*** (substancje zapachowe)

99% składników jest pochodzenia naturalnego

8% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego

 

Pomimo problemu ze świeceniem, który opanowałam przy pomocy pudru oraz pewnego niedopasowania kolorystycznego, zużyłam filtr do końca. Jest on bardzo łatwy w obsłudze, aplikuje się praktycznie w minutę, a w ostatecznym rozrachunku kolor nie wygląda na mnie źle, jeśli dorzucę do niego odrobinę koloru na ustach.

Myślę, że mogą się nim zainteresować osoby o chłodniejszych odcieniach skóry oraz lubiące zabawy z makijażem, by filtr utrwalić i dodać kolorowi więcej życia. Jego skład jest bardzo ładny i przemawia na jego korzyść i szkoda, że ta formuła się u mnie nie spisała.

Skład Age Defying Sunscreen bazuje na nawilżającym i przeciwzapalnym soku aloesowym,  a wzbogacają go kolejne nawilżacze w postaci hialuronu i gliceryny, odżywczy olej z pestek malin oraz ciekawe ekstrakty: antyoksydacyjna zielona herbata, łagodzące winogrono oraz ściągająca, antybakteryjna kora dębu. 

Powyższe składniki czynią krem dopasowanym do potrzeb wielu typów cery, dając każdej dawkę nawilżenia i ochrony antyoksydacyjnej. Cery problematyczne zapewne skorzystałyby z właściwości kory dębu, ale śmiem zakładać, że błyszczące, tłuste wykończenie się im nie spodoba – tutaj na ratunek przychodzi jedynie obficie zaaplikowany puder. Zdecydowanie to lepsza opcja dla cer suchych i w chłodnych odcieniach.

 

Asoa, Sunny day SPF 30

Asoa sunny day SPF 30 krem annemarie

Zestawienie to powstawało bardzo długo, bo około roku. Filtr od Asoa był ostatnim do dłuższego przetestowania i cały czas nie mogłam zebrać się do spisania moich wrażeń na jego temat, z czego teraz jednak się cieszę. Wcześniej miałam jego pierwszą wersję w różowych tonach, co nie pozwoliłoby mi na pełną ocenę i dopiero po wypróbowaniu wersji beżowej mogę śmiało podzielić się z Wami pełniejszą już opinią.

Podobnie jak w przypadku Clochee, dostajemy tu kosmetyk zamknięty w opakowaniu z pompką oraz zawierający mieszankę 2 filtrów mineralnych, co zapewnia szeroką ochronę przeciwsłoneczną. Bardzo podoba mi się tu również zabieg zastąpienia bazy wodnej hydrolatem z łagodzącej melisy. Zabieg wykorzystywany przez markę w większości jej kosmetyków, a przeze mnie bardzo doceniany za podbicie właściwości pielęgnacyjnych kosmetyku.

Znajdziemy tu kilka stosunkowo lekkich olejów, jak MSO, pestki wiśni, pestki malin, czy marchew, nawilżacze w postaci kwasu hialuronowego i łagodzącego pantenolu, antyoksydacyjne witaminy C i E oraz fajne ekstrakty z goji i granatu wzmacniajace naczynka.

 

Melissa Floral Water (hydrolat z melisy), Anthemis Nobilis (Roman Chamomile) Floral Water (hydrolat rumiankowy), Zinc Oxide (filtr mineralny), Titanium Dioxide (filtr mineralny), Isoamyl Cocoate (emolient), Isoamyl Laurate (emolient), Limnanthes alba (Meadowfoam) Seed Oill (olej mso), Daucus Carota Sativa Seed Oil (olej marchwiowy), Mangifera Indica Seed Butter (masło mango), Rubus Ideus Seed Oil (olej z pestek malin), Prunus avium (Cherry) Kernel Oil (olej z pestek wiśni), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator), Cetearyl Olivate (emulgator), Sorbitan Olivate (emulgator, rozpuszczalnik pigmentów), Iron Oxides (tlenki węgla), Sericite Mica (zagęstnik), Magnesium Stearate (substancja konsystencjotwórcza), Tocopheryl Acetate (witamina E), Panthenol (substancja łagodząca), Lycium Barbarum Fruit Extract (ekstrakt z jagód goji), Punica Granatum Rind Extract (ekstrakt z granatu), Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), Ascorbyl Palmitate (witamina C) , Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (substancja zapachowa), Xanthan Gum (zagestnik), Cetyl Alcohol (emolient), Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol, Eugenol, Alpha – Isomethyl Ionone, Isoeugenol, Benzyl Benzoate (substancje zapachowe)

 

Moje początki z tym kremem były bardzo trudne. Pierwsza wersja miała zupełnie niedopasowany do mnie odcień różu, a do tego pompka mocno szwankowała i czasem pluła, a czasem zupełnie nie dozowała. Asoa jednak podesłała mi drugą wersję do sprawdzenia, więc mogę opisać wnioski na podstawie aktualnie dostępnego kosmetyku.

Sunny day ma beżowy, dość jasny kolor i ładnie wtapia się w mój odcień skóry. Myślę, że może pasować większości Polek ze względu na sporą uniwersalność. Filtr ten dużo bardziej przypomina mi produkt Clochee, niż Madara. Jest gęsty i zbity, ale nie wymaga aż tak szybkiej pracy. 

Dobrze nakłada mi się palcami, ta metoda wystarczy, by spokojnie, równomiernie rozłożyć go na twarzy. Wydaje mi się jednak, że aplikowany gąbką odrobinę lepiej wygląda na moich rozszerzonych porach w okolicy nosa i policzków. Aplikacja wymaga nieco dokładności, by uniknąć właśnie osadzania w załamaniach lub zbierania się przy jakichś problematycznych obszarach.

W kremie czuć pewnego rodzaju pudrowość po aplikacji i w moich nieco bardziej suchych obszarach zdarzało mi się ją zauważać w ciągu dnia bardziej, niż normalnie. Wykończenie filtra jest praktycznie matowe, co może bardzo przypaść do gustu posiadaczkom cer tłustych, ew. mieszanych.

Im cieplej się stawało w miarę jego stosowania, tym lepiej sprawdzał się na mojej skórze, w czym przypomina mi krem odżywcza goja tej marki – ponownie produkt matowy w wykończeniu, w mojej opinii znacznie lepszy do cer tłustszych i na cieplejsze dni także do mieszanych. 

Muszę tu jeszcze zaznaczyć, że nie powinno się po nim spodziewać specjalnego krycia. Jest ono nieznaczne, ale delikatny rumień da się nim przykryć, a także wyrównywać koloryt skóry. Pod koniec maja i w czerwcu moja cera wyglądała pod nim ładnie – lekko matowo, już nie tak pudrowo, o stonowanym kolorycie – jednym słowem zdrowo. Wcześniej nie było aż tak kolorowo.

*Filtr pochodzi z przesyłki PR od marki.

 

 

Podsumowanie

 

W moim osobistym rankingu wygrywa filtr Clochee – jego szklane opakowanie, ładny kolor opalenizny i piękne rozświetlenie skóry. Asoa byłby tu drugi w kolejności, ale raczej na cieplejsze miesiące dla mojej skóry, bo wtedy sprawdza się na niej lepiej. O Madarze nawet nie myślę, bo podobał mi się tak w sumie głównie skład…

W ramach ogólnego podsumowania nieco niestandardowo przygotowałam porównawczą tabelkę 🙂 mam nadzieję, że zarówno ona, jak i szerszy opis pomogą Wam podjąć decyzję, jeśli któryś produkt Was zainteresował!

Pamiętajcie jednak, że mówimy tu o filtrach mineralnych, w formułach nieco cięższych niż chemiczne, a więc nie będą to produkty lekkie! Nie są to też typowe podkłady o dobrym kryciu, ale produkty dające ujednolicenie cery.

 

 

 

kategoria Asoa Clochee Madara
opakowanie plastikowe dozujące szklane z dozownikiem plastikowa tubka
dozowanie sprawne plująca pompka sprawne
konsystencja gęsta, kremowa gęsta, pudrowy krem luźna
aplikacja prosta, ale wymaga uwagi w trudniejszych obszarach wymagająca – szybko zastyga, trzeba dokładności łatwa – każda metoda pozwala na szybkie nałożenie
kolor beż beż wpadający w pomarańcz różowoszare tony
wykończenie matowe, pudrowe rozświetlające tłuste
krycie lekkie średnie lekkie
ciekawe składniki baza z hydrolatu, wit. C i E, olej MSO, pestki malin, pantenol, ekstrakty z goji i granatu olej jojoba, z pestek malin i marchwi, wit. C i E, aminokwas lizyna, puder ryżowy baza z soku aloesowego, wit. C, ekstrakt z zielonej herbaty, kory dębu, winogrona
filtry tlenek cynku + dwutlenek tytanu tlenek cynku + dwutlenek tytanu tlenek cynku
dla cer tłustych; mieszanych w cieplejsze dni wszystkich; dla tłustych może być za ciężki latem suchych, normalnych; mieszanych w chłody
pojemność/cena ok. 110zł/50ml ok. 130zł/50ml ok. 120zł/40ml

 

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Samara
3 miesięcy temu

Super, że zamieściłaś to porównanie, bo myślę o zakupie takiego kremu. Widzę, że dla mnie najlepsza byłaby Asoa, co nawet fajnie się składa, bo mam ochotę poznać ich produkty 🙂

Monika
Monika
3 miesięcy temu

Super wpis. Bardzo przyjemnie się czyta. Same konkrety. Też skłaniam się ku Asoa, szkoda że tak późno, bo „przed chwilą” były wirtualne targi ekocuda i można było kupić z rabatem… 😉

Monika
Monika
Reply to  Anne
3 miesięcy temu

Dobrze by było, gdybyś opisała na zdjęciach przy kolorach, którego filtra on dotyczy, tak jak jest to opisane na IG. Wczoraj czytałam wpis i myślałam, że kolory dotyczą, licząc od lewej: Asoa, Clochee, Madara (sugerując się kolejnością z tabelki). Po przeczytaniu postu na IG, wiem że pierwszy od lewej to Clochee, następny Madara i ostatni to Asoa… 😉

Monika
Monika
Reply to  Anne
3 miesięcy temu

Teraz widzę, że przy odczytywaniu kolorów trzeba się sugerować zdjęciami powyżej, a nie tabelką :). Pozdrawiam

Ulka
2 miesięcy temu

Bardzo fajne zestawienie. Ja dopiero zaczęłam testować ten krem z filtrem Asoa, ale pierwsze wrażenie jest bardzo przyjemne.