Cytrusowe szaleństwo oczyszczania: odświeżający żel z witaminą C Avalon Organics i żel Purifying Facial Cleanser D’Alchemy

Zele Avalon Organics i D'Alchemy annemarie.pl

Cytrusy – jedni je kochają, inni nienawidzą. Niestety ja i mój mąż jesteśmy w przeciwległych obozach, bo on nie przepada za cytrusowymi zapachami, kiedy te zupełnie mi nie przeszkadzają. Ostatnio nawet się z nimi polubiłam! Tak więc cytrusy zawojowały moje oczyszczanie przez ostatnie miesiące, z czego jestem bardzo zadowolona! 

To akurat czysty zbieg okoliczności, że oba żele mają cytrusowe akcenty. Butelkę Avalon Organics kupiłam na pół z koleżanką, bo pojemność to 250ml, czyli sporo i w sam raz do podziału na dwie osoby lubiące testować nowości. Dosłownie chwilę po zakupie dostałam propozycję przetestowania wybranych produktów naszej polskiej marki D’Alchemy. Żel jest pierwszym z nich, natomiast recenzji dwóch kolejnych możecie spodziewać się w przyszłym miesiącu. Tym żelem postanowiłam również podzielić się z tą sama koleżanką, a więc dzisiejsza recenzja bazuje na opiniach nas obu, zaskakująco zbieżnych i pochlebnych 🙂

 

Avalon Organics, Intense Defense odświeżający żel z witaminą C

 

Żel Avalon trafił do mnie pierwszy, więc automatycznie stał się moją bazą porównania. Za około 45 zł (porównywarka cen – klik) otrzymujemy 250ml produktu w dużej, plastikowej butelce z pompką. Ta działa bez zarzutu, ale czasem zostają mi na niej takie farfocle z zaschniętego żelu. Każdorazowo dokładnie zbieram porcję żelu wyciśniętego na dane oczyszczanie, ale widocznie coś zostaje w podajniku i ścieka nieco później. 

Jedna pompka w zupełności wystarcza do umycia całej twarzy wraz z szyją. Żel jest niezwykle wydajny, bo obficie się spienia. Zaskakująco mocno, jak na delikatne detergenty, jakich w nim użyto, czyli dwa glukozyd. Bardzo rzadko widzę taki dobór substancji myjących – przeważnie w tych delikatniejszych myjadłach bywa to mieszanka glukozydu z betainą kokamidopropylową, więc tu jestem naprawdę pełna podziwu. Tak więc wystarczy kropla żelu, a po potarciu w dłoniach otrzymujemy z niej ilość piany wystarczającą do porządnego oczyszczenia!

 

Aloe barbadensis leaf juice¹ (sok aloesowy), aqua (woda), decyl glucoside (substancja myjąca), sorbitol (substancja nawilżająca), coco-glucoside (substancja myjąca), xanthan gum (zagęstnik), citrus aurantium bergamia (bergamot) fruit oil (olejek z bergamotki), citrus aurantium dulcis (orange) peel oil (olejek ze skórki pomarańczy), citrus limon (lemon) peel oil (olejek ze skórki cytryny), arnica montana flower extract¹ (ekstrakt z arniki górskiej), camellia sinensis leaf extract¹ (ekstrakt z zielonej herbaty), chamomilla recutita (matricaria) flower extract¹ (ekstrakt z rumianku), chenopodium quinoa seed¹ (komosa ryżowa), citrus limon (lemon) peel extract* (ekstrakt ze skórki cytryny), lavandula angustifolia (lavender) flower/leaf/stem extract¹ (ekstrakt z lawendy), olea europaea (olive) leaf extract¹ (ekstrakt z liści drzewa oliwnego), ascorbyl glucoside (witamina C), tocopheryl acetate (witamina E), bisabolol (substancja łagodząca), citric acid (regulator pH), glyceryl oleate (emulgator), alcohol¹ (konserwant), benzyl alcohol (konserwant), potassium sorbate (konserwant), sodium benzoate (konserwant), limonene (substancja zapachowa)

¹Certified organic ingredient

*Also known as lemon bioflavonid

 

Nie mam co do tego produktu najmniejszego zarzutu, bo działa równie fajnie, jak ładny ma skład. Bazą żelu nie jest tradycyjnie woda, a sok aloesowy o właściwościach przeciwzapalnych i łagodzących. W składzie znajdziemy także substancję nawilżającą (sorbitol), substancje łagodzące (ekstrakt z rumianku oraz bisabolol powstający także z tej rośliny), antyoksydacyjne (witamina C, zielona herbata), wzmacniające naczynka (arnika) oraz antybakteryjne (oliwki, lawenda, cytrusy). 

Zel Avalon Organics annemarie.pl

Cytrusy dodatkowo działają delikatnie złuszczająco i ściągająco na pory, ale niestety mają właściwości fototoksyczne. Oznacza to tyle, że używanie bergamotki, czy limonki i wystawianie się na słońce może skutkować przebarwieniami i poparzeniami słonecznymi. Tutaj oczywiście stanowią one niewielki element formuły, do tego spłukiwalnej, więc nie powinny stać się jakimkolwiek problemem, ale warto mieć świadomość takich zależności.

W zapachu żelu wyróżnia się najbardziej lekka cierpkość pomarańczy z delikatną nutą słodyczy mandarynki. Nie jest to aromat nachalny, ani zbyt przesłodzony, kojarzy mi się jednak z pomarańczową gumą balonową, jaką jadłam jako dziecko.  Jeśli zaś chodzi o konsystencję, to jest ona typowo żelowa – ani zbyt gęsta, ani zbyt lejąca. Świetnie rozprowadza się w dłoni, spienia i w formie piany aplikuje na skórę, a oczyszczanie przy jej pomocy to przyjemność zarówno dla skóry, jak i nosa.

Żel bardzo dobrze myje i robi to bez pozostawienia uczucia ściągnięcia, czy wysuszenia. Co prawda kilka razy zdarzyło mi się pewnie uczucie dyskomfortu po myciu, ale nie mam pewności, czy jest winą żelu, czy akurat chwilowego, gorszego stanu cery. Mimo wszystko jest on w stanie domyć niezemulgowany olejek do demakijażu, a uzupełniony o gąbeczkę konjac (u mnie sporadycznie, nie codziennie), doczyszcza skórę do cudownej miękkości. 

Widzę go bardziej w roli wieczornego myjadła w drugim etapie oczyszczania, bo na poranki znalazłam coś jeszcze delikatniejszego. Koleżanka popiera moją opinię i cieszę się, że podzieliłyśmy się żelem, bo nawet używając go na pół, wystarczył nam na długie miesiące. Z jednej strony jestem zadowolona, że używam produktu, który dobrze się sprawdza, ale z drugiej po kilku miesiącach mam już ochotę na nowość. Jeśli macie podobne ciągoty, to polecam żel, ale też na spółkę 😉

 

D’Alchemy, żel Purifying Facial Cleanser

 

Po jakichś dwóch miesiącach na scenę wszedł żel od D’Alchemy i miał bardzo wysoko podniesioną poprzeczkę po sukcesie Avalon. Ja ogólnie nie przepadam za żelami, wybieram pianki jako ulubiony produkt do drugiego etapu przez letnie miesiące, więc żele mają ze mną podwójnie trudno. Z oferty D’Alchemy mogłam wybrać coś zupełnie innego, ale dostałam sporo dobrych opinii nt. żelu i na fali pozytywnych odczuć po powyższym, cytrusowym żelu, postanowiłam pójść za ciosem i przetestować kolejny.

Purifying Facial Cleanser (klik) również otrzymujemy w buteleczce z pompką, tym razem o pojemności 125ml, czyli połowa tego, co w przypadku Avalon Organics. Kiedy oglądałam produkty na stronie producenta, myślałam, że żel będzie w czarnym szkle, podobnie jak inne kosmetyki, ale to jednak plastik. Z jednej strony trochę mi tego szkoda, ale z drugiej się cieszę, bo mokre dłonie i szkło to nienajlepsze połączeni 😀

 

Aqua (woda), Sodium Cocoamphoacetate (substancja myjąca), Propanediol (substancja nawilżająca, ułatwiająca przenikanie), Decyl Glucoside (substancja myjąca), Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate (emulgator), Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate (emulgator), Xanthan Gum (zagęstnik), Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil (olejek ze skórki grejpfruta), Citrus Reticulata (Mandarin) Peel Oil (olejek ze skórki mandarynki), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil (olejek ze skórki pomarańczy), Santalum Album (Sandalwood) Wood Oil (olejek z drzewa sandałowego), Chondrus Crispus (Red algae) Powder (sproszkowane czerwone algi), Pyrus Malus (Apple) Juice (sok jabłkowy), Prunus Persica (Peach) Juice (sok brzoskwiniowy), Triticum Vulgare ((Wheat) Seed Extract (ekstrakt z kiełków pszenicy), Hordeum Vulgare (Barley) Extract (ekstrakt z jęczmienia), Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt z żeń szenia), Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract (ekstrakt z grejpfruta), Carica Papaya Fruit Extract (ekstrakt z papai), Parfum (substancja zapachowa), Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract (ekstrakt z granatu), Benzyl Alcohol (konserwant), Hydrolyzed Algin (substancja nawilżająca), Zinc Sulfate (substancja przeciwzbrylająca, antybakteryjna), Acacia Concinna Fruit Extract (ekstrakt z shikakai), Balanites Aegyptiaca (Soap berry tree) Fruit Extract (ekstrakt z kolibła), Gypsophila Paniculata ((Baby’s breath) Root Extract (ekstrakt z gipsówki), Juniperus Virginiana (Red cedar) Oil (olejek cedrowy), Sodium Phytate (chelator, substancja pianotwórcza), Glycerin (substancja nawilżająca), Glyceryl Undecylenate (emolient, emulgator), Glyceryl Caprylate (emolient, emulgator), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Alcohol (konserwant), Lactic Acid (regulator pH), Salicylic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Linalool (substancja zapachowa), Limonene (substancja zapachowa)

 

Do wyboru żelu skusiły mnie nie tylko pozytywne wypowiedzi na jego temat, ale także skład, który jest moim głównym kryterium wyboru kosmetyków. Mamy tu równie łagodne detergenty jak powyżej (Decyl Glucoside oraz Sodium Cocoamphoacetate) oraz bogactwo ekstraktów. Najbardziej zaciekawiły mnie mało znane składniki, jak shikakai o działaniu antybakteryjnym, kolibeł egipski i gipsówka o właściwościach przeciwzapalnych, czy zmiękczające i nawilżające czerwone algi. Inne składniki, jak granat, brzoskwinia i kiełki pszenicy odpowiadają za walkę z wolnymi rodnikami, a sok jabłkowy (kwasy AHA – kwas jabłkowy) i ekstrakt z papai mają pomagać w odblokowywaniu porów oraz procesie złuszczania naskórka, a co za tym idzie odsłaniać świeżą skórę o ładnym kolorycie. 

Żel do mycia twarzy D'Alchemy annemarie.pl

Nie zabrakło oczywiście cytrusów, które wspierają to działanie oraz odpowiadają za piękny aromat żelu. Tym razem spod słodyczy pomarańczy i mandarynki przebija gorzka nutka grejpfruta, która nadaje zapachowi pewnej szlachetności, a także sprawia, że ta słodycz jest zupełnie nieoczywista i wielce przyjemna dla nosa <3 To chyba najprzyjemniejszy, cytrusowy zapach, jaki do tej pory poznałam!

Żel nie pieni się tak obficie jak powyższy, ale również nie potrzeba dużej jego ilość na jednorazowe oczyszczanie. To właśnie D’Alchemy postanowiłam używać do porannego mycia jako jeszcze delikatniejszą opcję niż Avalon. Nie oznacza to oczywiście, że D’Alchemy nadaje się tylko na rano, a Avalon na wieczór. Są jak najbardziej wymienne, a zastosowanie będzie zależało od preferencji. Niemniej jednak w mojej opinii to żel naszej polskiej marki jest łagodniejszy dla skóry. Ani razu nie wywołał u mnie uczucia ściągnięcia ani podrażnienia, nawet na moich wrażliwych policzkach. Słyszałam głosy, że przez zawartość papai oraz kwasów AHA w soku jabłkowym nie będzie nadawał się na co dzień jako zbyt złuszczający, ale tych dodatków jest naprawdę niewiele i po prawie trzech miesiącach stosowania mogę powiedzieć, że zupełnie się z tym nie zgadzam. To świetny produkt oczyszczający!

Podsumowując, oba żele uważam za bardzo dobre myjadła o pięknych składach i zapachach, nadające się do każdego typu cery, a koleżanka używająca ich ze mną w stu procentach zgadza się z moją opinią. Avalon pieni się mocniej i jest go dwa razy więcej w opakowaniu, natomiast D’Alchemy ma przepiękny, nieoczywisty zapach i jest łagodniejszy dla skóry, więc idealny szczególnie do rannego oczyszczania. Mogłabym polecić każdy z nich, ale oczywiście dużo będzie tu zależało od Waszych preferencji. Jeśli jednak budżet Wam na to pozwala, zacznijcie od D’Alchemy, a nie będziecie zawiedzione!

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o