Maska – serum nawilżające Rose Rain no 6 od Lush Botanicals

annemarie serum Rose rain nawilżające Lush botanicals

Już od jakiegoś czasu ciekawiły mnie kosmetyki Lush Botanicals i w końcu udało mi się przetestować dwa z nich. Dzisiaj zaprezentuję pierwszy.

Lush Botanicals to polska marka świeżych kosmetyków naturalnych. Charakteryzuje się ciekawym podejściem do tworzenia kosmetyków idealnie dopasowanych do naszej skóry. Kiedy skontaktowała się ze mną pani Anna, właścicielka marki, proponując mi test produktów, zaczęłam zagłębiać się w filozofię firmy.

 

Wyobraź sobie świat pielęgnacji skóry czysty, naturalny i nieskalany chemią, bez konserwantów, syntetyków i toksyn. Świat, w którym głos mają jedynie składniki naturalne, rdzenne i najcenniejsze, po których skóra staje się odżywiona, nawilżona i zdrowa. Taki świat kosmetyków naturalnych stworzyliśmy w Lush Botanicals.

Nasze produkty tworzymy w oparciu o receptury bogate w najcenniejsze oleje tłoczone na zimno, soczyste roślinne ekstrakty, olejki eteryczne, cudownie pachnące absoluty i wody kwiatowe. Każdy mililitr naszych produktów wypełniliśmy  najcenniejszymi składnikami: naturalnymi witaminami, minerałami, antyoksydantami i innymi substancjami aktywnymi detoksykującymi, odżywiającymi i pobudzającymi do odnowy komórki skóry.

 

Receptury wszystkich kosmetyków są bardzo bogate, a użyte składniki świeże i wysokiej jakości. Producent kupuje je w małych partiach i przechowuje w lodówce, aby jak najdłużej zachować ich właściwości. Kosmetyki są następnie produkowane ręcznie i również w niewielkich seriach, tak aby do kupującego trafiły produkty niedawno stworzone, nie stojące tygodniami na sklepowej półce. Kremy i serum trzeba przechowywać w lodówce, przez maksymalnie 10 tygodni, natomiast serum olejowe i masła zachowują świeżość przez 6 miesięcy.

 

Opakowanie

 

Produkty Lush Botanicals zostają zapakowane w biofotoniczne szkło Miron Violet Glass, które chroni zawartość przed promieniowaniem UV i środowiskiem zewnętrznym. Właśnie to szkło oraz niska temperatura w lodówce umożliwiają używanie kosmetyków, które nie zawierają konserwantów i utrzymanie ich w stanie zdatnym do nałożenia na skórę.

 

Ciemnofioletowe szkło nie przepuszcza promieni światła widzialnego, które są odpowiedzialne za dekompozycję, tj. rozkład i starzenie się wszystkich organizmów żywych. Jednocześnie szkło pozwala na przenikanie promieni fioletowych oraz podczerwonych, które korzystnie wpływają na właściwości produktów chronionych przez szkło. Taka unikalna kompozycja przepuszczanych promieni pozwala na zachowanie bioenergii składników naturalnych zamkniętych w szkle, znaczące opóźnienie procesu ich dezaktywacji i rozkładu oraz gwarantuje dobre właściwości konserwujące szkła.

 

Szklane buteleczki nie tylko chronią serum, ale także pięknie się prezentują. Po zużyciu kosmetyku można je wykorzystać do przechowywania domowych kosmetyków czy np. jako miniwazoniki, albo odesłać producentowi. To świetnie rozwiązanie w duchu zero waste! Producent oferuje zniżkę w wysokości 50zł, jeśli prześlemy 5 opakowań. Szklane opakowania mają dla mnie jednak ten minus, że niestety jako niezdara czasami takie tłukę, więc przy codziennej wędrówce do lodówki muszę bardzo uważać, by nie było to moje ostatnie użycie serum.

Przy zakupie kosmetyków otrzymuje się przesyłkę kurierską gratis. To najlepsza opcja, by produkty dotarły jak najszybciej i można było od razu włożyć je do lodówki. Fajnym akcentem jest opakowanie: koperta bąbelkowa jest czarna, podobnie jak kartonik wewnątrz i buteleczki. Przemawiają do mnie tak dopracowane elementy.  

Do testów otrzymałam 2 serum. Pierwszym z nich jest wybrany przeze mnie numer 6:

 

Maska-serum o konsystencji hydro-żelu, intensywnie nawilża, odżywia i dotlenia skórę. Wartościowe składniki stymulują krążenie w naczyniach krwionośnych, wzmacniają je, dotleniają skórę i poprawiają jej elastyczność. Różane ekstrakty delikatnie napinają naskórek i spłycają zmarszczki, a ekstrakty z guarany, zielonej kawy i granatu energetyzują skórę i wpływają na jej zdrowy wygląd. Uzależniający zapach świeżych róż.

 

Serum znajduje się w buteleczce z pompką i jeśli czytałyście już jakieś moje recenzje, pewnie wiecie, że to moja ulubiona forma opakowań kosmetyków, jako bardzo elegancka i higieniczna. Pompka dozuje małe porcje kosmetyku, który jest w żelowej formie. Pachnie ewidentnie różano, bardzo delikatnie, kwiatowo i romantycznie. Uwielbiam aromat róży, więc to dla mnie duża zaleta.

 

Sposób stosowania

 

Producent zaleca używanie go w formie liftingującej kuracji – nałożenie warstwy na czystą skórę, pozostawienie na pół godziny, przemycie skóry tonikiem i na koniec nałożenie kremu. Próbowałam tego jako jednego ze sposobów. Nakładam na zwilżoną hydrolatem twarz grubą warstwę maski, jakieś 5 pompek. Może wydawać się, że to strasznie dużo, ale porcje są malutkie.

Żel najpierw rozsmarowuję delikatnie w dłoniach i wtedy rozprowadzam na cerze. Aplikacja jest bezproblemowa, bo żel daje spory poślizg i umożliwia równomierne rozłożenie na skórze. Drugą opcją jest nałożenie cieńszej warstwy (3 pompki) i od razu dołożenie porcji kremu lub oleju.

Niezależnie od wybranej opcji, skóra po nałożeniu maski dość mocno się lepi, a serum roluje. Jedyną opcją nałożenia kremu jest albo zmycie warstwy wacikiem zmoczonym tonikiem lub dodanie kremu od razu po aplikacji serum. Rolowanie wynika z wysokiego stężenia kwasu hialuronowego, który silnie nawilża skórę – więc to jego cecha, nie wada.

 

Efekty stosowania

Serum używam od połowy stycznia, mniej więcej 3 razy w tygodniu. Po trzech tygodniach zauważyłam niepokojące wypryski na policzkach i miałam obawy, że mogą być one spowodowane używaniem serum. W ramach testu zaczęłam używać serum Rose Rain tylko na jednej połowie twarzy, natomiast na drugiej stosując kwas hialuronowy. Po dwóch tygodniach eksperymentu mogę stwierdzić, że serum jednak nie miało związku z niedoskonałościami. Niespodzianki pojawiają się nadal po stronie, gdzie stosowałam hialuron. Podejrzewam, że jest to kwestia poszewki na poduszkę i strony, na której śpię. Wróciłam zatem do stosowania maski na całą twarz.

Z eksperymentu wynikły jeszcze dość ciekawe wnioski. Serum świetnie nawilża i uelastycznia naskórek oraz dodaje mu blasku. Ten staje się miękki i przyjemniejszy w dotyku. W porównaniu z kwasem hialuronowym zdecydowanie lepiej nawilża i ujędrnia. Na trzecim miejscu w składzie serum ma właśnie kwas hialuronowy o cząsteczkach różnej wielkości i wiele więcej.

 

Analiza składu maski-serum nawilżającego Rose Rain

 

Rosa Damascena Flower Water, Aqua, Sodium Hyaluronate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Rugosa Flower Extract, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract, Wine Extract, Rubus Villosus (Blackberry) Fruit Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, Paullinia Cupana (Guarana) Seed Extract, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Tocopherol, Panthenol, Xanthan Gum, Rosa Damascena Flower Oil, Geraniol

 

Skład jest naturalny i niezwykle bogaty. Przeważnie w różnego rodzajach serum lub kremach na pierwszym miejscu w INCI znajdujemy zwykłą wodę, w tym jednak przypadku mamy wodę różaną, nadającą się do każdego rodzaju cery. Działającą nawilżająco, ujędrniająco i wzmacniająco na naczynka. Ponadto znajdziemy łagodzący pantenol i antyoksydacyjną witaminę E (Tocopherol). Bogactwo olei oraz ekstraktów wspiera działanie nawilżające, przeciwrodnikowe oraz wzmacniające dla bariery hydrolipidowej.

Wśród ekstraktów mamy: z płatków róży stulistnej i japońskiej (wzmacnia naczynka, poprawia elastyczność, łagodzi), z wina (działanie antyoksydacyjne), z owoców truskawki (przeciwzapalny, zwalczający trądzik), jeżyn (ściągający, rozjaśniający), figi (wspomagający syntezę kolagenu), grantu (przeciwzapalny, zmniejszający obrzęki), guarany, z zielonej kawy (antyoksydacyjny, stymulujący krążenie), z pestek grejpfruta (antyseptyczny, tonizujący). Oleje natomiast to jojoba (reguluje sebum, wygładza), oliwa z oliwek (nawilża, chroni) oraz słonecznik (regeneruje, zmiękcza).

Skład jest na tyle bogaty i różnorodny, a formuła delikatna, że sądzę, że serum nada się do każdego rodzaju cery. Po półtora miesiąca zużyłam niecałe pół opakowania, naprawdę nie żałując produktu i dając sporą próbkę koleżance, więc jest wydajne. Nie sadzę, że uda mi się je zużyć przez terminem na opakowaniu, więc zastanawiam się nad zakonserwowaniem pozostałości.

 

Serum używa się bardzo przyjemnie, jest w pełni naturalne, dostosowane do potrzeb praktycznie każdej skóry oraz przygotowane w duchu zero waste ze względu na szklane opakowanie. Ma niestety dwie wady – rolowanie, które jest mało nieprzyjemne, ale można je obejść odpowiednim stosowaniem oraz wysoką cenę. Buteleczka zawierająca 30 ml kosztuje 185zł. To jak dla mnie nieco zbyt duży wydatek, ale myślę, że może raz na jakiś czas będę sobie mogła na niego pozwolić, szczególnie jeśli delikatnie zakonserwuję serum, abym mogła używać go dłużej.  

Jeśli macie ochotę je wypróbować, to teraz jest świetna okazja. Z kodem annemarie dostaniecie 15% zniżki na produkty Lush Botanicals, przy zakupie za minimum 150zł – do dnia kobiet 🙂

Znacie już produkty tej marki? Co sądzicie o kosmetykach z lodówki?

 

 

 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ewelina
Ewelina
7 lat temu

Skład robi wrażenie. Generalnie, bardzo ciekawią mnie kosmetyki tej marki, jednak w tej chwili to dla mnie również zbyt duży wydatek. Nie twierdzę, że nie są warte swojej ceny, no ale mój budżet by tego nie wytrzymał 😉

Paulina
Paulina
7 lat temu

kusi mnie, żeby wypróbować
tylko cena skutecznie odstrasza – ale biorąc pod uwagę jak jest robione to cena nie dziwi
może kiedyś sobie pozwolę 🙂

podoba mi się bardzo skład i filozofia firmy, ale muszę zużyć najpierw swoje zapasy kosmetyczne, żeby się nie zmarnowały

tyle jeszcze kosmetyków do wypróbowania…