Wspólne testy serum dwufazowego Koi – jak spodobało się mnie i moim czytelniczkom?

serum dwufazowe Koi

Niedawno wprowadziłam w życie pomysł akcji wspólnego wypróbowywania kosmetyków #testujzanne, gdzie dwie instagramowe czytelniczki stosują kosmetyki równolegle ze mną, a ja zbieram nasze opinie w jedną recenzję. Myślę, że to daje fajny przekrój rodzajów skór i upodobań oraz rzuca lepsze światło na wybrany produkty. A więc kolejna odsłona tej akcji przed Wami!

Tym razem przedmiotem naszych testów zostało serum dwufazowe polskiej marki Koi, które przez około 2 miesiące stosowałam wraz z 2 obserwatorkami z Instagrama, które otrzymały po buteleczce serum w konkursie zorganizowanym przeze mnie wspólnie z Koi.

Zależało mi, by nasze cery się nieco od siebie różniły i tak – moja skóra jest mieszana, w stronę tłustej, wrażliwa, tymczasem jeśli chodzi o moje współtersterki:

Weronika

Jestem posiadaczką cery mieszanej, momentami w stronę suchej w okolicach policzków.

 

Aneta 

dojrzała, skłonna do przesuszeń skóra

 

Dziewczyny aktywnie działają na swoich Instagramach, więc jeśli szukacie nowych kont kosmetycznych do obserwacji, koniecznie do nich zajrzyjcie 🙂

 

Serum dwufazowe Koi

 

Jak sama nazwa wskazuje, produkt tej polskiej marki składa się z fazy wodnej i olejowej. W olejowej znajdziemy m.in. mocno odżywczy olej awokado, nieco ciężki dla tłustych cer, poprawiający koloryt skóry olej marchwiowy oraz skwalan naturalnie wchodzący w skład naszego sebum, a więc świetny praktycznie dla każdego. W fazie wodnej natomiast znajdziemy kilka nawilżaczy, jak gliceryna i kwas hialuronowy o różnej wielkości cząsteczki. Większość składu stanowią jednak ekstrakty, w tym m.in.:

  • śliwka kakadu bogata w witaminę C odżywiająca skórę i pomagającą zwalczać przebarwienia
  • marchew i rokitnik poprawiające koloryt skóry
  • antybakteryjny rozmaryn i tymianek
  • odświeżające, ściągające bergamotkę i limonkę
  • antyoksydacyjne i przeciwstarzeniowe wanilia, jaśmin, róża oraz goździk
  • poprawiający mikrokrążenie cynamon

 

Aqua (woda), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Persea Gratissima Oil (olej awokado), Glycerin (substancja nawilżająca), Squalane (emolient), Sodium Hyaluronate (substancja nawilżająca), Daucus Carota Sativa Root Extract (ekstrakt z marchwi), Hydrolyzed Sodium Hyaluronate (substancja nawilżająca), Beta-Carotene (betakaroten), Terminalia Ferdinandiana Fruit Extract (ekstrakt ze śliwki kakadu), Hippophae Rhamnoides Fruit Extract (ekstrakt z rokitnika), Daucus Carota Sativa Seed Oil (olej z marchwi), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z rozmarynu), Vanilla Planifolia Fruit Extract (ekstrakt z wanilii), Dipteryx Odorata Seed Extract (ekstrakt z tonkowca), Citrus Aurantium Bergamia Fruit Extract (ekstrakt z bergamotki), Cinnamomum Zeylanicum Bark Extract (ekstrakt z kory cynamonu), Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract (ekstrakt z tymianku), Eugenia Caryophyllus Flower Extract (ekstrakt z kwiatów goździka), Citrus Aurantifolia Peel Extract (ekstrakt ze skórki limonki), Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract (ekstrakt z jaśminu), Rosa Damascena Flower Extract (ekstrakt z róży), Tocopheryl Acetate (witamina E), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Ascorbyl Palmitate (witamina C), Gluconolactone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate (konserwanty), Cinnamal, Coumarin, Eugenol, Limonene, Linalool (substancje zapachowe)

 

Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce z pipetą, jednak zakrętka pod koniec zaczyna się zacinać i bywa, że trzeba się namęczyć przy jej otwieraniu. Zawartość już na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie – słoneczna, żółtopomarańczowa faza oleista u góry i przezroczysta z dołu. Po energicznym wstrząsaniu staje się ona zaskakująco jednolita, składniki łączą się idealnie!

serum dwufazowe Koi

Po pięknym kolorze uwagę zwraca zapach serum. Ja wyczuwam w nim mieszankę słodkiej wanilii z odrobiną cynamonu i czegoś jeszcze. Nie jest do zapach do końca świąteczny, tak ostry jak kojarzy się z Bożym narodzeniem. Przyznam, że nie jest to mój ulubiony typ aromatów, a dziewczyny się w tym ze mną zgadzają:

 

Weronika

 

Jedyną rzeczą, co do której mam mieszane uczucia jest zapach. Z samego początku bardzo mi odpowiadał, jednak z czasem stał się uciążliwy, gdyż był intensywny i przez cały czas go czułam

 

Aneta

 

Niestety nuty zapachowe tego produktu to nie moja muzyka. Dla mnie lekko duszący, mdły zapach, z przewagą słodkich i korzennych składników.

 

Skład jest ładny, konsystencja bardzo przyjemna w aplikacji, bo po zmieszaniu faz jednolita konsystencja pozwala na łatwe rozsmarowanie na skórze. Ja lubię wykonać nim sobie kilkuminutowy masaż na skórze wilgotnej od toniku lub hydrolatu, aż do momentu wchłonięcia większości i straty poślizgu. Taką aplikację wraz z masażem powtarzałam 2-3x w tygodniu, co wydawało mi się optymalną częstotliwością dla mojej cery. 

Bardzo podobał mi się fakt, że po jego aplikacji nie potrzebowałam już kremu. To serum zapewniające mi zarówno nawilżenie, jak i zamknięcie go w skórze radzi sobie dobrze jako samodzielny produkt. Wydaje mi się fajną opcją 1 kosmetyku dla cer mieszanych i normalnych, suche mogą chcieć dołożyć jeszcze na wierzch coś cięższego.

W umiarkowanych temperaturach świetnie wpisało się w moją wieczorną pielęgnację, gdy skóra mogła je pić przez noc. Wraz z nastaniem letnich dni jednak moje odczucia co do niego stały się nieco mieszane – bywały dni, kiedy serum wydawało mi się już za ciężkie i zmniejszałam jego ilość. 

serum dwufazowe Koi

Weronika

Gdy produkt do mnie dotarł byłam bardzo podekscytowana, gdyż serum wygląda jak płynne złoto. Ale czy było się nad czym zachwycać? Zdecydowanie tak! I to do tego stopnia, że jak mi się kończyło, dozowałam sobie naprawdę minimalną ilość produktu, żeby cieszyć się nim jak najdłużej. 

Początkowo serum stosowałam codziennie, głównie na noc. Jednak szybko się zorientowałam, że muszę je oszczędzać, bo twarz po nim wygląda naprawdę dobrze. Rano, po przebudzeniu twarz wyglądała bardzo promiennie i była miękka w dotyku. Kilkukrotnie użyłam go rano, jednak tylko wtedy, gdy nie wychodziłam z domu danego dnia. Produkt ten potrzebuje trochę czasu, żeby się całkowicie wchłonąć, stąd też uważam, że najlepiej sprawdza się w wieczornej pielęgnacji.

 

Aneta:

 

Serum dwufazowe Koi w założeniu dużo potrafi. Dedykowane do każdego typu cery, nawet podrażnionej. Ma bardziej natłuszczać niż nawilżać i z tym mogę się w pełni zgodzić. Moja dojrzała, skłonna do przesuszeń skóra odczuwała to natłuszczenie chyba najbardziej ze wszystkich deklarowanych przez producenta obietnic.

Nałożone na oczyszczoną skórę twarzy, jako samodzielny produkt, nie miało szans wchłonąć się w pełni przez całą noc. Rano nadal na twarzy widoczny był lekko tłusty, olejowy film.  Nie wspominam tego najlepiej. Bardzo liczyłam na wyrównanie kolorytu i redukcję przebarwień. Niestety tego efektu nie udało mi się zauważyć u siebie.

 

Nasze finalne wrażenia i opinie nt. serum także się nieco różnią. Ja je polubiłam jako produkt nawilżająco-otulający, który przeważnie zapewniał mi odżywioną, miękką skórę kolejnego poranka, o ładnym kolorycie i przyjemniejszej fakturze. Z początkiem lata bywała ona jednak i przeciążona, świecącą, z podkreślonymi porami. Myślę więc, że to bardziej opcja całoroczna dla cer suchych/normalnych, pozostałym natomiast może sprawdzić się raczej przy chłodach, by zbyt nie obciążać skóry.

 

Jakie efekty zauważyły dziewczyny?

 

Aneta

 

Odżywienie, minimalne wygładzenie skóry owszem ale nie wpłynęło ono w widoczny sposób na zmniejszenie drobnych zmarszczek. Gładka i miękka twarz to rezultat, który pojawia się po dłuższym stosowaniu serum. Jest ono bardzo wydajne, kilka kropli wystarcza aby wmasować je w skórę twarzy, szyi i dekoltu. Używałam go regularnie, z różną częstotliwością przez okres dwóch miesięcy.

Codzienne używanie serum nie wchodziło u mnie w grę ponieważ po kilku aplikacjach powodowało przyblokowanie porów co skutkowało pojawianiem się niedoskonałości. Aplikacja dwa razy w tygodniu to była dla mojej skóry optymalna częstotliwość. 

Brakowało mi nawilżenia w tym serum, co mocno mnie dziwiło, bo w składzie znajdujemy składniki, które powinny spełniać tą rolę. Nie jest to serum, do którego chciałabym wrócić, gdyż korzyści z jego stosowania były u mnie zbyt mało widoczne.

 

Weronika

Najbardziej jestem zadowolona z promiennej cery jaką zyskałam dzięki regularnemu stosowaniu. Momentami mój Chłopak mówił mi, że jestem pomarańczowa. Jednak nie był to efekt przesadzony. Cera wyglądała pięknie i zdrowo. Serum wspaniale odżywiło moją twarz i nadało jej zdrowego wyglądu.

 

Jak widzicie, co skóra to preferencje! Serum Koi sprawdzi się u każdego nieco inaczej, zależnie od jego typu cery oraz aktualnych potrzeb w kwestii nawilżenia i natłuszczenia. Mnie zaskakująco bardzo przypadła do gustu słoneczna, jednorodna formuła pozwalająca na przyjemny masaż. Niestety uważam ją za mało wydają, bo buteleczka przy zastosowaniu 2-3x w tygodniu starczyła mi na 2,5 miesiąca. Nie jest to wynik bardzo zły, biorąc pod uwagę, że mamy tu właściwie załatwienie etapu nawilżenia i okluzji w jednym, chociaż chętnie poużywałabym go dłużej. 

Czy sprawdzi się u Ciebie? Nikt nie jest w stanie tego zagwarantować, ale mam nadzieję, że nasza wspólna recenzja przybliży Ci właściwości serum na tyle, że będziesz wiedziała, czy warto wybrać je dla siebie 🙂

 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Bożena
3 miesięcy temu

Ja nie wybrałam jeszcze serum dla siebie. Może to się sprawdzi.