W sam raz na raz: puder Velvet HD Earthnicity, korektor Inika, tusze Felicea oraz Lovely Vampire Lashes

w sam raz na raz

Ładny skład to nie wszystko, prawda? Choć naturalna kolorówka jest już coraz bardziej dostępna, niekoniecznie przekłada się to na jej działanie bądź funkcjonalność w każdym przypadku. Dzisiaj właśnie o takich produktach, które choć w pewnym sensie ciekawe, nie dały mi chęci na kolejne opakowanie.

Moim pierwszym zawodem jest puder matujący Velvet HD marki Earthinicty, którego opakowanie znalazłam w boksie Naturalnie z pudełka po jego powrocie po przewie (całe moje pudełko). Otóż sam puder nie jest problemem, bo to niezwykle drobno zmielony proszek, który łatwo się aplikuje, a na skórze nie smuży oraz nie osiada w zmarszczkach, a daje bardzo naturalny efekt. 

puder earthnicity HD velvet

Jego prawdziwym problemem jest opakowanie, które nie ma w środku przesuwanego zamknięcia zabezpieczającego sitko. Z tego powodu duża porcja pudru nieustannie znajduje się na sitku skutecznie uniemożliwiając odsypanie małej porcji i nabranie jej na pędzel. Otrzymujemy przez to efekt chaosu, bo puder się po prostu rozsypuje, a cała przyjemność ze stosowania zostaje skutecznie przyćmiona.

 

Silica (krzemionka), Mica (mika), Boron Nitride (azotek boru)

 

Skład jest tu bardzo krótki i nie ma się do czego przyczepić. Tym bardziej szkoda, że opakowanie jest aż tak nieudane. Długo stało w szufladzie w toaletce i czekało, aż skończę inny puder, do którego pudełka mogłabym przesypać ten z Earthnicity, ale że rzadko się maluję, oddałam go jednak koleżance.

korektor Inika

Kolejny problematyczny dla mnie produkt to korektor Inika Organic Perfection Concealer.

 

Aloe Barbadensis Leaf (Aloe Vera) Juice* (aloes), Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu), Persea Gratissima (Avocado) Oil* (olej awokado), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil* (olej jojoba), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetearyl Olivate (emulgator), Aqua (Woda), Glycerin (substancja nawilżająca), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter* (masło shea), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed butter* (masło kakaowe), Sorbitan Olivate (emulgator), Cocos Nucifera (Coconut) Oil* (olej kokosowy), Lecithin (Soya)* (lecytyna sojowa), Sodium Levulinate (regulator pH, konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Tocopherol (witamina E), Cetearyl Glucoside (emulgator), Camellia Sinenesis (Green Tea) Leaf Extract* (ekstrakt z zielonej herbaty), Sodium Anisate (konserwant), Lactic Acid (kwas mlekowy), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy), Cananga Odorata Flower ( Ylang Ylang ) Oil* (olejek ylang ylang), Pelargonium Roseum Leaf (Geranium) Oil * (olejek geraniowy), Cymbopogon Martini (Palmarosa) Oil* (olejek palmarosa), Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil* (olejek lawendowy), Terminalia Ferdinandiana (Kakadu Plum) Fruit Extract* (ekstrakt ze śliwki kakadu), Calophyllum Inophyllum Seed (Tamanu) Oil* (olej tamanu). May contain (+/-) Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499) (barwniki)

 

Tutaj zdecydowałam się na zamówienie miniaturki podczas zakupów na Naturisimo. Rzadko stosuję tego typu kosmetyki, więc nie mam dużego porównania, ale cieszę się, że to tylko mini wersja! Skład jest bardzo ładny, jednak korektor mi się nie spodobał. Kolor wtapia mi się w skórę i przykrywa zasinienia, jednak formuła jest dość gęsta i ciężka, przez co zdaje się podkreślać wszelkie załamania i zmarszczki mimiczne. Użyłam go zaledwie kilka razy i darowałam sobie dalsze próby.

*****

W drugiej części chciałabym wspomnieć o dwóch tuszach do rzęs, które sprawiły mi nieco problemów. Mnóstwo cech je dzieli, ale niestety łączy je wspólny kłopot. One oba osypują się i rozmazują pod okiem, dając u mnie niekiedy efekt pandy. Niestety był on podobny zaraz po otwarciu, jak i po kilku miesiącach. 

tusz Felicea

Tusz naszej polskiej marki Felicea dostałam tuż po jego premierze do przetestowania. Istnieją dwie wersje – ze szczoteczką tradycyjną lub silikonową. Ja wybrałam tę drugą, bo jest dla mnie wygodniejsza i przeważnie lepiej rozdziela rzęsy. Jej włoski są krótkie, równo rozlokowane i rzeczywiście nie sklejają rzęs.

Jedna warstwa tuszu daje bardzo delikatny, ledwo zauważalny efekt. Po drugiej jest on widoczniejszy, tak więc można stopniować pogrubienie rzęs zgodnie z preferencjami. Mimo wszystko powiedziałabym, że tusz jest raczej przeznaczony dla osób lubiących rzęsy naturalne, nieprzesadnie wystylizowanie

Rzęsy wyglądają ładnie, są niesklejone, ale równocześnie nie ma specjalnego wydłużenia, czy teatralnego pogrubienia. Felicea przypomina mi tutaj tusz Wibo, który miał podobną szczoteczkę i działał podobnie – jego recenzję znajdziecie na blogu

Aqua (woda), CI 77499 (barwnik), Glyceryl Behenate (emolient), Propanediol (rozpuszczalnik), Myrica Pubescens Fruit Wax (wosk owocowy), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Phenethyl Alcohol (konserwant), Acacia Senegal Gum (zagęstnik), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride(zagęstnik), Xanthan Gum (zagęstnik) , Caprylyl Glycol (rozpuszczalnik), Arginine (aminokwas), Copernicia Cerifera Cera* (wosk karnauba), Oryza Sativa Cera (wosk ryżowy), Polyglyceryl-4 Laurate/sebacate (emulgator) , Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate (and) Polyglyceryl-4 Caprylate/Caprate*(emulgator), Lysine (aminokwas), Sodium Lauroyl Glutamate (substancja antystatyczna, myjąca), Magnesium Chloride (substancja antybakteryjna, zagęstnik), Quartz (substancja wygładzająca), CI 77891 (barwnik)

 

Skład tuszu jest bez zarzutu, podobnie jak łatwość użycia. Niestety jednak to rozmazywanie sprawiło, że nie mogłam go spokojnie stosować, nawet po chwilowym odstawieniu i powrocie. Co ciekawe, wiem, że wiele osób jest z niego zadowolonych i nie doświadcza mojego kłopotu. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ale może i u Was by się nie mazał, kto wie.

tusz Lovely vampiee

 Na szybkie zastępstwo Felicei na jakiejś promocji w Rossmannie kupiłam tusz Lovely. Normalnie tusz jest w cenie około 15zł, ja kupiłam go jeszcze ze 40% taniej. Jego składowi nie mam nic do zarzucenia, więc chętnie po niego sięgnęłam.

 

Aqua (woda), Synthetic Beeswax (wosk), Cera Alba (wosk pszczeli), Jojoba Esters (emolient), Copernicia Cerifera Cera (wosk karnauba), Glycerin(substancja nawilżająca), Stearic Acid (emolient), Palmitic Acid (emolient), Aminomethyl Propanediol (rozpuszczalnik), Acacia Senegal Gum (zagęstnik), Caprylyl Glycol (rozpuszczalnik), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Phenoxyethanol (konserwant), Myristic Acid (emolient), Arachidic Acid (emolient), Behenic Acid (emolient), Oleic Acid (emolient), Tocopherol (witamina E), CI 77499 (barwnik)

 

Jak już wyżej wspomniałam, również tu rozmazywanie mnie zawiodło. Z samego stosowania Vampire Lashes tez nie miałam specjalnej przyjemności, a to z powodu olbrzymiej ilości tuszu, jaką szczoteczka zostawia na rzęsach. To szczoteczka z tradycyjnym włosem, zagięta w półksiężyc, by móc podkręcać rzęsy. Pewne podkręcenie jest, ale jest też spora dawka produktu na rzęsach, które się przez to sklejają. Ostatecznie postanowiłam oddać go do przetestowania mamie.

Te niewypały nie oznaczają jednak, że zamierzam zrezygnować z naturalnej kolorówki! Jak najbardziej są wśród niej fajnie produkty i zamierzam je odkryć 🙂

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments