PRX-T33, czyli moje jesienne złuszczanie. Pierwsze wrażenia!

W tym roku postanowiłam w końcu udać się na jakiś zabieg kosmetyczny do gabinetu. Miałam kiedyś krótką przygodę z serią kwasów, ale to było już dawno, a ja chciałam przygotować skórę na spotkanie z retinoidami 🙂

Moim pierwszym wyborem było oczyszczanie wodorowe, ale ze względu na problem z zatokami postanowiłam odłożyć je na jesień i tak trafiłam na PRX-T33. Na pierwsze wzmianki na temat tego zabiegu natknęłam się na Instagramie @perfect_basic, a więcej doczytałam na stronach gabinetów medycyny estetycznej, które go wykonują.

 

Czym jest PRX-T33?

 

Jest to peeling medyczny składający się z 3 substancji:

  • 33% TCA (kwas trójchlorooctowy) działający złuszczająco. Ja kojarzyłam go z zabiegów silnych peelingów, po których następuje mocne łuszczenie, które tutaj jest jednak ograniczone
  • a to za sprawą dodatku nadtlenku wodoru (woda utleniona), który ogranicza głębokość peelingu, zmniejsza uszkodzenia skóry i reakcje niepożądane, ale pozwala TCA odpowiednio stymulować fibroblasty
  • dodano tu również 5% kwasu kojowego o właściwościach rozjaśniających, antyoksydacyjnych i redukujących przebarwienia

To bardzo uniwersalny peeling, który można wykonywać przez cały rok i nawet już u dzieci, np. w przypadku blizn po ospie. Inne wskazania to rozszerzone pory, szarość i ziemistość skóry, przebarwienia, czy utrata jej jędrności. Nie powinno się go stosować u kobiet w ciąży, u osób na kuracji doustnej retinoidami, z chorobami skóry, trądzikiem, rankami na powierzchni przeznaczonej pod zabieg. 

 

Jak wygląda sam zabieg?

 

Bardzo prosto i do tego nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać! Jeśli stosuje się kosmetyki z retinoidami, należy je odstawić jakieś 2-3 dni wcześniej. 

Już w gabinecie skóra zostaje przetarta płynem oczyszczającym, by skóra była czysta do zabiegu. Następnie zaczyna się nakładanie preparatu. Każda dawka to szklana ampułka produktu o żelowej konsystencji. Jest on wmasowywany etapami, warstwa po warstwie. Osoba wykonująca zabieg obserwuje skórę i dopytuje o wrażenia klienta, by ocenić, czy kolejna warstwa może zostać dodana.

Ja po aplikacji czułam mrowienie i pieczenie. Mam wrażliwą i naczyniową skórę, o czym poinformowałam w gabinecie. Moja cienka skóra jednak się nie czerwieniła i dobrze tolerowała zabieg, oprócz pieczenia dającego się znieść, więc lekarka zużyła całą ampułkę.

Po kilku minutach preparat jest zmywany ze skóry wacikami zmoczonymi wodą. Nie jest potrzebne nic innego do neutralizacji. Na czystą skórę nakłada się jeszcze krem łagodzący typu Cica.

Wrażenia po zabiegu

 

Tuż po zabiegu moja skóra była mocno napięta i błyszcząca, jakby powleczona jakąś folią! Efekt ten utrzymywał się do kolejnego dnia. W dzień zabiegu nic nie robiłam ze skórą, dopiero umyłam ją rano i pamiętałam o kremie nawilżającym oraz SPF.

Na trzeci dzień zaczęło sie delikatne łuszczenie – najpierw na brodzie. Przez kolejne dni doszły policzki i czoło, które wyglądało najgorzej, szczególnie przy linii włosów. Siłą woli jednak powstrzymywałam się przed dłubaniem przy skórach, tylko łagodnie myłam skórę i ją nawilżałam. Moje łuszczenie trwało około 4 dni, podczas których miałam i lepsze, i gorsze momenty. Na pewno nie wyglądałam jednak specjalnie wyjściowo.

Po tym jednym zabiegu mogłam już po tygodniu lub dwóch wykonać kolejne. Sugeruje się serię 4 takich zabiegów, choć już po jednym powinien pojawić się efekt. Ja się trochę rozchorowałam po tym czasie, a później postanowiłam już przejść do wprowadzania retinoidów na jesień, więc tym razem zrezygnowałam z kontynuowania serii.

Co zauważyłam po 1 zabiegu? Moje pory wyglądały lepiej: były bardziej oczyszczone i zwarte. Twarz zdawała się też delikatnie bardziej napięta i jędrna. Gdybym ponownie udała się do gabinetu, efekt byłby na pewno lepszy.

 

Kilka przemyśleń w ramach podsumowania

 

Uważam, że PRX-T33 to ciekawa alternatywa dla innych kwasów. Należy pamiętać, że jest peelingiem medycznym, ale nie daje takiej nieestetycznej wylinki jak sam zabieg TCA. 

Kiedy się na niego zdecydowałam, czytałam o nim jako o zabiegu bankietowym, z czym się nie zgadzam. Wstępny foliowy błysk, a następnie moje łuszczenie bynajmniej nie wyglądały wyjściowo. Nie wyglądało to drastycznie, jednak wolałabym tak nie chodzić np. do pracy. Do tego sam zabieg dawał mi odczucie sporego pieczenia. Na pewno wiele zależy tu od skóry, bo każda może zareagować inaczej, jednak warto mieć na uwadze, że u niektórych – tak jak u mnie – wcale nie będzie to aż tak łatwe i przyjemne.

Prawdopodobnie jeszcze przemyślę serię 2-3 tego typu zabiegów na inny sezon, chociaż w głowie mam również kilka innych pomysłów do wypróbowania na własnej skórze 🙂 Na ten zdecydowałam się w klinice Estebelle dr Nalewczyńskiej, gdzie kosztował 350zł.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments