Wcierki do skóry głowy: normalizujący tonik-wcierka Vianek i ajurwedyjski tonik do włosów Orientana

Niestety wraz z początkiem zimy zaczęły się u mnie duże problemy z wypadaniem włosów. Za każdym razem garść zostawała na szczotce lub w odpływie wanny, więc musiałam zacząć działać. Ponownie zaparzyłam sobie herbatki z pokrzywy, a do pielęgnacji włączyłam wcierki.

Pierwszy raz wcierek używałam poprzedniej zimy, kiedy miałam podobny problem, lecz w mniejszej skali. Wtedy zaparzałam kozieradkę, której napar trzymałam kilka dni w lodówce i wcierałam w skórę głowy przed myciem, o ile o tym pamiętałam. Wtedy brakowało mi systematyczności, bo zapominałam przygotowywać nowe porcje płynu, a gotowy nie mógł zbyt długo stać, gdyż szybko tracił świeżość. Kiedy teraz powrócił mój problem, koleżanka poleciła mi wcierkę Vianka, z której była bardzo zadowolona, gdy sama miała kłopot z wypadaniem włosów. Zaopatrzyłam się we własną buteleczkę i zaczęłam wcierać płyn w skórę na jakąś godzinę przed myciem głowy.

Normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy Vianek

 

Wcierkę wybrałam nie tylko ze wzgledu na polecenie koleżanki, ale też ładny skład, który powinien pomagać w problemach ze skórą głowy. Moje kłopoty nie ograniczają się tylko do nadmiernego wypadania włosów, dodatkowo włosy szybko się przetłuszczają i są nieświeże już po dwóch dniach. Miałam więc również nadzieję na ograniczenie łojotoku. Skład sugeruje, że wcierka powinna wykazywać i takie właściwości. Ekstrakt z liści szałwii oraz olejek eukaliptusowy działają antyseptycznie, przeciwzapalnie i ściągająco, podczas gdy olejek z rozmarynu hamuje rozwój bakterii i grzybów oraz wraz z ekstraktem z liści pokrzywy miejscowo poprawia krążenie i zmniejsza łojotok, reguluje metabolizm skóry, a ekstrakt z łopianu przyspiesza porost włosów i łagodzi nieprzyjemne dolegliwości skórne. Ekstrakty z brzozy i skrzypu odżywiają i normalizują działanie skóry. Pozostałe składniki to substancje nawilżające, delikatne detergenty oraz konserwanty. Ważnym składnikiem jest jeszcze znajdujący się na drugim miejscu INCI Propanediol, który ułatwia przenikanie innych substancji. Jest tak zwanym promotorem przejścia, produkowanym z kukurydzy. Działa podobnie do Propylene Glycol, substancji ropopochodnej, która narusza barierę hydrolipidową i w ten sposób pozwala wnikać innym substancjom. Wersja roślinna ma większe cząsteczki i prawdopodobnie jest łagodniejsza. Często we wcierkach znajdzie się alkohol, który ma pełnić podobną funkcję, a przy okazji może przesuszać skórę. Cieszę się więc, że w tym produkcie użyto innego składnika wzmacniającego działanie substancji aktywnych.

 

Aqua, Propanediol (promotor przenikania), Glycerin (substancja nawilżająca), Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z liści pokrzywy), Equisetum Arvense Leaf Extract (ekstrakt ze skrzypu polnego), Arctium Lappa Extract (ekstrakt z łopianu), Salvia Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z liści szałwii), Betula Alba Leaf Extract (ekstrakt z liści brzozy), Panthenol (substancja nawilżająca), Coco-Glucoside (substancja myjąca), Lactic Acid (kwas mlekowy, regulator pH), Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca), Phytic Acid (regulator pH, antyoksydant), Rosmarinus Officinalis Oil (olejek rozmarynowy), Eucalyptus Globulus Leaf Oil, (olejek eukaliptusowy) Benzyl Alcohol (konserwant), Parfum (substancja zapachowa), Limonene (substancja zapachowa), Linalool (substancja zapachowa), Geraniol (substancja zapachowa), Citral (substancja zapachowa), Dehydroacetic Acid (konserwant)

 

Buteleczkę wcierki-toniku normalizującego o pojemności 150ml można kupić za jakieś 15 złotych (porównywarka cen – klik). Producent daje nam 3 miesiące na zużycie produktu i to czas, w którym rzeczywiście można dobić dna przy stosowaniu co drugi dzień. Początkowe użycia mogą być problemem i na początku ja się namęczyłam okropnie. Za pierwszy razem miałam wrażenie, że wylałam jakąś jedną trzecią płynu. Aplikator jest bardzo ciekawy, ale wymaga nieco wprawy w obsłudze, by wcierka trafiła na głowę zamiast wszędzie dookoła. Nie można przechylać butelki o 180 stopni, dziobkiem do dołu, bo wtedy wcierka się wylewa. Przy tym aplikatorze trzeba trochę pracować głową i przechylać ją tak, by wylot był skierowany zawsze nieco w górę. Najlepiej, gdy znajduje się bardzo blisko skóry głowy, kilka milimetrów od niej, ale jej nie dotyka. Wtedy wydostaje się z niego rozproszony strumień, który rozpryskuje płyn na skórze i pozwala dotrzeć do większej powierzchni. Później już łatwiej rozprowadzić wcierkę i wmasować ją w skórę głowy. Każdorazowo staram się rozgrzewać skórę przez jakieś dwie minuty, by składniki mogły się lepiej wchłonąć. Wcierka pachnie mocno ziołowo, ale nie odrzucająco. Przebija wyraźnia nuta eukaliptusa, co kojarzy mi się z maścią na kaszel z dzieciństwa. To przyjemny, ziołowy, odświeżający zapach. Wydaje mi się, że wcierany przez trzy miesiące produkt w jakimś stopniu pomógł mi ograniczyć wypadanie. Ilość zbieranych włosów zdecydowanie się zmniejszyła, a odpływ już tak łatwo nie zatyka. Jeżeli zaś chodzi o przetłuszczanie, to nie zauważyłam efektów. Niestety do tej pory jeszcze nie udało mi się znaleźć żadnego produktu, który byłby w stanie pomóc mi w tej kwestii.

 

Ajurwedyjski tonik do włosów, Orientana

 

Wcierka Vianka znalazła następcę w postaci toniku od Orientany. Tutaj skusił mnie orientalny skład kosmetyku, w którym znajdziemy całe bogactwo ajurwedy. W INCI znajduje się praktycznie wszystko, co może pomóc skórze głowy, na każdy możliwy sposób. Zacytuję za producentem właściwości co ciekawszych składników:

 

AMLA (Embfica Officinalis) – sprawia, że włosy stają się sprężyste, zdrowe, błyszczące. Będziesz mieć wrażenie, że włosy są odżywione od środka.

NEEM (Melia Azadirachta) – działa przeciwzpalnie, wzmacnia cebulki włosów.

GOTU KOLA (Centella Asiatica) – wzmacnia skórę głowy, przyspiesza wzrost włosów.

BHINGRAJ (Eclipta Alba), KOZIERADKA (Trigonella Foenum-Graecum)  – intensyfikuje wzrost włosów.

TYMIANEK (Thymus Serpyllum) – hamuje wypadanie włosów.

ALOES – działa nawilżająco.

LOTOS TYGRYSI (Nymphaea Lotus) – wzmacnia włosy.

ROZMARYN – działa przeciwbakteryjnie, zmniejsza przetłuszczenie, wzmacnia włosy.

 

Lista dobroczynnych ekstraktów jest jeszcze dłuższa, ale wszystkie razem mają działać dla poprawienia mikrokrążenia w skórze głowy, wzmocnienia cebulek, ograniczenia wypadania, stanów zapalnych i przetłuszczania. Jedyny mały minus w INCI stanowi Polysorbate 20, czyli emulgator powstający przy udziale toksycznego tlenku etylenu, gdzie istnieje minimalne prawdopodobieństwo zanieczyszczenia tym składnikiem. Poza tym nie ma się do czego przyczepić, bo skład jest marzeniem każdego włosomaniaka. To połączenie znanego z nieznanym: lawendę, rozmaryn i aloes uzupełniają egzotycznie brzmiące shikhaki, neem, czy tulsi, każde równie drogocenne, jeśli chodzi o wykazywane właściwości pielęgnacyjne. Buteleczka o pojemności 100ml kosztuje około 25zł (porównywarka cen – klik).

 

Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z aloesu), Emblica Officinalis Fruit Powder (proszek amla), Melia Azadirachta Extract (ekstrakt z liści modli indyjskiej – neem), Glicerin (gliceryna, substancja nawilżająca), Simmondsia Chinensis Seed Extract (ekstrakt z jojoba), Centella Asiatica Extract (ekstrakt z miłorzębu japońskiego), Eclipta Alba Extract (ekstrakt z eclipty), Acacia Concinna Fruit Powder (ekstrakt z shikakai), Trigonella Foenum-Graecum Seed Extract (ekstrakt z nasion kozieradki), Nymphaea Lotus Flower Extract (ekstrakt z lilii wodnej), Polysorbate 20 (Emulgator, stabilizator emulsji), Lawsonia Inermis Extract (ekstrakt z lawsonii bezbronnej), Ocimum Sanctum Leaf Extract (ekstrakt z tulsi), Lavandula Angustifolia Extract (ekstrakt z lawendy) , Arnica Montana Flower Extract (ekstrakt z arniki górskiej), Rosmarinus Officinalis Extract (ekstrakt z rozmarynu), Thymus Serpyllum Extract (ekstrakt z macierzanki piaskowej), Camphor (kamfora), Menthol (mentol), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant)

 

Tonik jest żółtym płynem o dość specyficznym, ziołowym zapachu. Aromat zdaje się intensywny, ale dość szybko się ulatnia. Ja wyczuwam w nim kozieradkę i odrobinę cierpkości amli, ale inny nos na pewno zauważyły jakieś dodatkowe zapachy, które są mu lepiej znane. Mnie on nie przeszkadza, bo zdążyłam się już przyzwyczaić do wszelkiego rodzaju śmierdziuchów i ten jest nawet całkiem przyjemny w porównaniu do innych produktów, które zdarzało mi się już sprawdzać. Nie zauważyłam, żeby żółto brunatna barwa płynu barwiła skórę, ale w razie rozlania od razu ścierałam krople i trudno byłoby mi zauważyć, nawet gdyby tonik pozostawiał kolorowe plamy.

Tonik znajduje się w plastikowej buteleczce z tradycyjnym atomizerem. Nie przypuszczałam, że coś takiego powiem, ale okazuje się, że jednak udziwniona forma aplikatora z Vianka jest znacznie lepsza od zwyczajowo używanego atomizera, jeśli chodzi o aplikowanie wcierki. Zwykły atomizer daje większa ilość płynu, mniej skupioną w konkretnym miejscu, przez co część wcierki trafia na włosy wokoło, zamiast bezpośrednio na skórę głowy. Z tego też powodu tonik na pojedynczą aplikację zużywa się więcej produktu i co za tym idzie, jest on znacznie mniej wydajny. Starałam się używać wcierki przed każdym myciem, co drugi dzień, ale zdarzały mi się odstępstwa. Buteleczka o pojemności wystarczyła mi na 2 miesiące stosowania, jak zakładałam. Myślę, że kolejne wcierki będę przelewać do butelki po Vianku, bo jej aplikator jest zaskakująco udany!

Jeśli chodzi o samo działanie, to niestety na dużych nadziejach się skończyło. Wydawało mi się, że ten bogaty, egzotyczny skład przełoży się na świetne efekty, ale tak się nie stało. Miesiąc po zmianie wcierki włosy ponownie zaczęły bardziej wypadać, produkt nie ograniczył też przetłuszczania, chociażby w minimalnym zakresie. Ogólnie moje włosy są w coraz lepszym stanie, odkąd bardziej o nie dbam. Regularne wcieranie przeznaczonych do tego kosmetyków im służy, chociaż nie zanotowałam specjalnie zwiększonego porostu. Jeśli miałabym wybierać któryś z przetestowanych produktów, zdecydowanie byłaby to wcierka-tonik z Vianka. Ma lepszy aplikator, jest tańsza, wydajniejsza i pomogła mi ograniczyć wypadanie włosów w najgorszym dla nich okresie. Tonik ajurwedyjski Orientalny zapowiadał się świetnie, ale niestety u mnie nie zadziałał tak, jak bym sobie tego życzyła. Wiem, że dużo osób jest z niego zadowolonych, sama skorzystałam z poleceń, więc jeśli macie ochotę go sprawdzić, to nic nie stoi na przeszkodzie. Tak jak cera każdej z nas jest inna i ma inne potrzeby, tak skóra głowy może zupełnie inaczej reagować na jakiś kosmetyk. To po którą wcierkę chciałybyście sięgnąć?

 

 

 

 

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AnneHellojza Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hellojza
Gość
Hellojza

Podoba mi się zmiana opakowania we wcierce od Vianek. Ten aplikator jest o wiele lepszy niż ten co był 😉
Bardzo dobra wcierka jest z Eco (eo) Lab taka z pipetką. Kiedyś ją pokazywałam na IG. Zawiera peptydy i faktycznie wpływa na porost włosów (czasem pokazuję na IG swoją koronę z Baby hair ;p)