Krem z filtrem DeVita, Solar Body Moisturizer SPF 30

Od około roku, za każdym razem przed wyjściem na zewnątrz, nakładam na twarz krem z filtrem. Słoneczne dni są czasem, gdy wiele z nas sięga po takie produkty, jednak ja uważam codzienne stosowanie za równie uzasadnione. Najlepiej oczywiście poznać fakty na temat ochrony przeciwsłonecznej i samodzielnie zdecydować.

Rodzaje promieniowania UV – klik // Rodzaje i właściwości filtrów przeciwsłonecznych 

Fakty i mity na temat ochrony przeciwsłonecznej  // Przegląd ponad 160 kosmetyków z filtrami 

Jednym z moich pierwszych wyborów był krem nawilżający do ciała z filtrem SPF 30 marki DeVita. Wybrałam go z kilku powodów. Krem wykazuje świetny stosunek ceny do pojemności: za 210ml produktu zapłaciłam niecałe 90zł. Bardzo przypadł mi do gustu także jego skład, który zdecydowanie nadaje się zarówno do ciała, jak i twarzy. Moim zdaniem można go używać na każdej cerze i każdej skórze, bo nie zawiera komedogennych składników, które mogłyby być problematyczne dla cer tłustych. Bazuje on na żelu aloesowym o dobrych właściwościach nawilżających, przeciwzapalnych i gojących. Wśród olei znajdziemy skwalan będący nasyconą i stabilną formą skwalenu, czyli naturalnego składnika naszego sebum oraz jojobę, która budową przypomina to sebum. Obie substancje pomagają dzięki temu regulować wydzielanie sebum i uzupełniają warstwę hydrolipidową, zarazem dając skórze dodatkową ochronę. Nawilżanie mamy nie tylko w nazwie produktu – skład zdecydowanie mówi, że produkt powinien utrzymywać odpowiedni jego poziom. W INCI mamy glicerynę, aloes, pantenol, NaPCA oraz kwas hialuronowy. Inne ciekawe składniki to ekstrakty z ujędrniających alg, wzmacniającej naczynka wąkroty azjatyckiej, stymulujący syntezę kolagenu i przyspieszający gojenie glukonian miedzi, przeciwstarzeniowa witamina B2, czy rozjaśniająca, ożywiająca skórę witamina C. Filtrem antyUV jest tu tlenek cynku, który działa zarówno w zakresie UVA, jak i UVB, a więc krem jest kosmetykiem ‘broad spectrum’ chroniącym przed różnymi długościami fali. Skład jest naprawdę ładny, ale miałam z nim jeden problem. Nigdzie nie widzę konserwantu, a czas na zużycie po otwarciu to aż 24 miesiące. Dlatego też z pytaniem zwróciłam się do producenta, od którego dowiedziałam się, że naturalnym konserwantem jest tu ekstrakt z winogron. Producent jednak planuje nieco zmienić skład i wypuścić produkt w nowej odsłonie.

 

Active Ingredient: Micronized Zinc Oxide 19%

Inactive Ingredients: Aloe barbadensis* gel (żel aloesowy), purified water (oczyszczona woda), camellia sinensis leaf extract (ekstrakt z zielonej herbaty), caprylic/capric triglycerides (derived from coconut oil) (emolient), glycerin (vegetable) (substancja nawilżająca), butyrospermum parkii (masło shea), olea europaea oil (oliwa), lecithin phospholipid hyaluronic acid (vegan source) (kompleks fosfolipidów i kwasu hialuronowego), simmondsia chinensis seed oil* (olej jojoba), squalane (olive) (skwalan z oliwek), panthenol (vitamin B5) (substancja nawilżająca i łagodząca), tocopherol† (witamina E), NaPCA (substancja nawilżająca), rosa moschata (rose hips) oil (olej różany), centella asiatica (ekstrakt z miłorzębu), copper gluconate (glukonian miedzi), magnesium ascorbyl phosphate (witamina C), fucus vesiculosis extract (ekstrakt z morszczynu), allantoin (substancja nawilżająca i łagodząca), sodium riboflavin phosphate (witamina B2), chondrus crispus (alga, zagęstnik), lavandula officinalis* (lavender) essential oil (olejek eteryczny z lawendy), anthemis nobilis* flower essential oil (olejek eteryczny z rumianku), vitis vinifera* seed extract (ekstrakt z pestek winogron)

 

Krem De Vita Solar Body Moisturiser  (klik!) to naprawdę dobry kosmetyk przeciwsłoneczny. Używałam go prawie rok, przez wszystkie pory roku i jak do tego momentu mnie nie zawiódł. Mam tu na myśli głównie poparzenia słoneczne, choć prawie nigdy nie przebywam na słońcu na tyle długo, by dać mu szansę ich wyprodukowania. Przy długiej ekspozycji słonecznej zawsze też pamiętam o ponownej aplikacji przedłużającej ochronę. Pamiętajmy także, że filtr to nie jedyna ochrona! Najlepiej szukać cienia i nosić nakrycie głowy 🙂 Od razu dla wyjaśnienia dodam – filtr powinno się aplikować w ilości 2mg/cm2 skóry i przy odpowiednim użyciu nawet tak duża tubka jak 210ml zużywa się szybko. Oprócz krótkiego wyjazdu ja stosowałam ten kosmetyk tylko na twarz i nie codziennie, a w dni, gdy wychodziłam na powietrze na dłużej niż kilka minut. Wiem, że na jednorazowe użycie powinnam brać go w większych ilościach, ale to bardzo trudne.

Czy Wam udaje się nałożyć odpowiednią porcję na skórę? Z badań wynika, że większości z nas nie, a często nie jest to nawet połowa. We wpisie z mitami i faktami nt, ochrony przeciwsłonecznej możecie zobaczyć zdjęcie pokazujące ilość, jaką powinno się nakładać na twarz średniej wielkości – klik. To bardzo dużo kremu! Ja mam olbrzymie problemy z aplikacją aż takiej ilości, niezależnie od wybranego kosmetyku. Przeważnie robię to warstwami, ale nie zawsze się da. Niektóre produkty są trudne w rozsmarowaniu, bardzo bielące albo rolują się w przypadku dokładania kolejnych porcji. Przy Solar Body Moisturiser także nie było inaczej. To gęsty, biały krem, który dobrze rozprowadza się na skórze, ale potrzebuje do tego odpowiednich warunków. Podczas nakładania na skórę wilgotną od hydrolatu czy serum nawilżającego nie sprawia żadnego problemu. Dla równego rozprowadzenia trzeba jednak pracować szybko, zanim wyschnie, wtedy wchłania się bez pozostawienia smug czy bielenia. Jednak jeśli skóra jest sucha lub wsmarowywanie zajmuje dużo czasu, niestety krem zaczyna się rolować. Z tego właśnie powodu nie jestem w stanie od razu rozprowadzić drugiej warstwy kremu, by nałożyć wymaganą ilość dla zapewnienia sobie ochrony zadeklarowanej na opakowaniu. Kwestia pojawiła się dopiero po jakimś czasie, co może w pewien sposób wynikać z długiego stania kosmetyku. Pierwsze użycia na twarzy wyglądały w ten sposób, tj. krem się rolował, problem zniknął i wrócił dopiero po dłuższym czasie. Jeśli jednak chodzi o reaplikację po kilku godzinach, to problem znika zupełnie.

Przez prawie rok używania nie miałam żadnych dodatkowych problemów z kremem. Nie bieli, nie jest za ciężki na skórze i nie daje uczucia, jakby się pod nim dusiła – a uwierzcie, zdarza się to nie raz z różnymi filtrami. Miałam różne próbki i DeVita to chyba najlepszy i najmniej problematyczny krem z filtrem, jaki miałam do tej pory. Nie powodował u mnie żadnych problemów skórnych, a dzięki ładnemu składowi dokładał swoją cegiełkę do regenerującej i ochronnej pielęgnacji cery, niezależnie od pory roku. Zapach również jest bardzo uniwersalny, lekki, delikatnie słodki i zupełnie nieinwazyjny. Wielka szkoda, że krem się roluje – o ile na twarzy możemy sobie pomóc dając pod spód odrobinę hydrolatu lub hialuronu dla lepszego poślizgu i wchłaniania, to na ciele jest trudniej. Na męskich, owłosionych przedramionach i łydkach daje to mało estetyczny efekt. Dodatkowo ochrona to 30SPF, a chciałabym celować w 50, choć wiem, że im wyższy SPF, tym trudniejsza formuła, szczególnie w przypadku filtrów mineralnych. Nie poddaję się jednak i szukam dalej! Próbki są tu idealnym wyjście! Szkoda tylko, że nie wszystkie marki je oferują 🙁

 

A Wy jakiego filtra ostatnio używałyście? Poleciłybyście go najlepszej koleżance?

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o