Miks nawilżająco-olejowy: serum żelowe Bioetiq i wygładzające figa Mokosh

Prawie zawsze mam na toaletce nawilżające serum z kwasem hialuronowym i 2-3 oleje lub jakieś serum olejowe. Te dwa rodzaje produktów świetnie ze sobą współpracują, bo pierwszy wiąże wodę w naskórku, a drugi ją tam zamyka, chroniąc przed odparowaniem.  Takim duetem były dla mnie ostatnio kosmetyki Bioetiq i Mokosh.

Wygładzające serum figa, Mokosh

 

To maleńkie serum polskiej marki Mokosh trafiło do mnie w eko pudełku z BeGlossy, które udało mi się kupić w promocji. Pudełko z kilkoma kosmetykami kosztowało niecałe 40 złotych, podczas gdy cena regularna serum wygładzającego w sklepie firmowym to 79zł (porównywarka cen – klik), więc była to świetna okazja na wypróbowanie kosmetyku. Serum zostało zamknięte w małej buteleczce z brązowego szkła o pojemności 12ml. To doprawdy niewiele, ale produkt jest dużo bardziej wydajny, niż by się wydawało. Wystarczą zaledwie 4 krople, by pokryć całą powierzchnię wilgotnej twarzy. Istotne, by nakładać je na hydrolat/tonik lub serum, które da dodatkowy poślizg i w ten sposób użyjemy nieco mniej produktu oraz pozwolimy mu się lepiej wchłonąć.

Wygładzające serum figa to bogaty, olejowy kosmetyk. Bazuje na olejach arganowym, makadamia, jojoba i słonecznikowym. Jojoba jest moim ulubieńcem, bo ze względu na swoją budowę chemiczną przypominającą nasze sebum pomaga regulować jego wydzielanie i dobrze uzupełnia barierę hydrolipidową. Co do oleju z orzechów makadamia natomiast miałam pewne wątpliwości, bo nie należy on do najlżejszych i nie jest polecany do skór tłustych, a moja jest mieszana w stronę tłustej, szczególnie w problematycznej strefie T. Przy regularnym używaniu, po kilka kropel 2-3 razy w tygodniu, a przez ostatnie dwa tygodnie stosowania codziennie, nie zauważyłam jednak jakichkolwiek problemów z zapychaniem porów, czego się trochę obawiałam. Dalej w INCI znajdziemy sporo ciekawych ekstraktów: z regenerującej figii, przeciwstarzeniowej opuncji figowej, wzmacniającego włókna kolagenowe i uszczelniającego barierę hydrolipidową jaśminu, poprawiającego mikrokrążenie i ujędrniającego cynamonu, antybakteryjnych goździka, tymianku i limonki, która dodatkowo normalizuje wydzielanie sebum, silnie antyoksydacyjnej wanilii i tonkowca, łagodzącej i wzmacniającej naczynia krwionośne róży oraz antyspetycznej, dezodorującej i przeciwwirusowej bergamotki. Tak więc serum to tak naprawdę miks olejów z ekstraktami. Sądząc po INCI powinien się sprawdzać na większości typów skóry, może oprócz bardzo łatwo zapychających się, bo te wolą bardzo lekkie oleje. Spróbować oczywiście można, ale bacznie obserwując skórę i jej reakcje na kosmetyk.

 

Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Ficus Carica Extract (ekstrakt z owoców figi), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Opuntia Ficus- Indica Fruit Extract (ekstrakt z opuncji figowej), Citrus Auranitum Bergamia (Bergamot) Fruit Extract (ekstrakt z owocu bergamotki), Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Extract (ekstrakt kory cynamonu), Eugenia Caryophyllus (Clove) Flower Extract (ekstrakt z kwiatów goździka), Citrus Aurantifolia (Lime) Peel Extract (ekstrakt ze skórki limonki), Jasminum Officinale (Jasmine) Flower/Leaf Extract (ekstrakt z kwiatów i liści jaśminu), Dipteryx Odorata (Cumaru) Seed Extract (ekstrakt z nasion tonkowca), Rosa Damascena Flower Extract (ekstrakt z kwiatów roży), Vanilla Planifolia Fruit Extract (ekstrakt z wanilii), Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/Leaf Extract (ekstrakt z kwiatów i liści tymianku), Tocopherol (witamina E), Parfum (substancja zapachowa), Cinnamal, Eugenol, Coumarin, Linalool (from botanical extracts)(substancje zapachowe, elementy aromatyczne ekstraktów roślinnych z mieszanki)

 

Buteleczka 12ml wystarczyła mi na trzy miesiące stosowania, 2-3x w tygodniu po kilka kropel. Serum pachnie dość słodko, trochę jak ciasto waniliowe z nutką jaśminu. Mnie ten zapach bardzo odpowiada, a mój wybredny mąż też nie kręci nosem, kiedy mam go na twarzy, co mówi samo za siebie. Do konsystencji również nie mam zastrzeżeń. Jest olejowa i choć w palcach czuć tę tłustość, to na skórze zdaje się bardzo lekka. Rozprowadza się przyjemnie, dobrze sunie po skórze i wchłania w szybkim tempie, nie pozostawiając po sobie tłustej, nachalnej warstwy, ale świetlistą powłokę aksamitną w dotyku. Kolejnego ranka cera jest niezwykle miękka i rozświetlona, wygląda na zdrową i porządnie odżywioną. Taki poranny efekt był u mnie najbardziej zauważalny i uważam serum za fajną opcję przed większymi wyjściami, by szybko dodać sobie blasku. Wygładzające serum figa to produkt dający szybkie efekty, bardzo przyjemny w użyciu, ale też w mojej opinii drogi, jeśli spojrzeć na jego stosunek ceny do pojemności. Zastanawiam się, czy ta mieszanka kilku olei i ekstraktów rzeczywiście jest warta swej ceny, ale na to pytanie trzeba by już odpowiedzieć samodzielnie, po przetestowaniu produktu. Na pewno kosmetyki Mokosh są wysokiej jakości, produkowane w Polsce i zamykane w szklanych opakowaniach do ponownego użytku. To dodatkowe plusy, które biorę pod uwagę, ale ostateczną odpowiedź pozostawiam Wam. Znam osoby totalnie zachwycone tym serum, mnie również przypadło do gustu, nawet na tyle, że trafiło do ulubieńców zimy (klik), ale moja ciekawość jest większa i szukam dalej idealnego serum olejowego. 

 

Bioetiq, serum żelowe z potrójnym kwasem hialuronowym i mikrokapsułkami z olejem z opuncji figowej

 

Produktem, którego używałam przez ostatnie miesiące jako nawilżacz pod serum olejowe jest serum żelowe od Bioetiq. Buteleczka trafiła do mnie w paczce prezentowej ze sklepu Degustacja (klik) oferującego polskie, naturalne kosmetyki. Sama buteleczka jest szklana, a pipetka to połączenie szkła i plastiku w bardzo ciekawej formie. Produkt zaciąga się poprzez wciśnięcie tego złotego ‘guziczka’ i powolne puszczanie. Mnie się takie opakowanie bardzo podoba. Połączenie szkła i złota wygląda niezwykle elegancko na półce. W środku znajdziemy 30ml produktu, na zużycie którego producent daje nam 3 miesiące. Od razu zaznaczę – a jeśli czytacie moje recenzje od jakiegoś czasu, to pewnie już wiecie – że bardzo wolno zużywam kosmetyki. 30ml takiego hialuronowego serum to pojemność, jaką normalnie jestem w stanie zużyć w ciągu około pół roku. Tutaj musiałam się bardzo postarać: jakieś 10ml odkładam koleżance, przez ostatni miesiąc serum nakładałam codziennie pod krem z filtrem, a i tak nie dobiłam dna w terminie. Co prawda nie zostało mi wiele, ale jednak.

Widoczne kapsułki oleju z opuncji figowej

Dlaczego serum mnie zainteresowała? Piękna buteleczka miała tu swój udział, ale oczywiście nie był on decydujący. Lubię mieć pod ręką kosmetyk z kwasem hialuronowy, którym mogę z łatwością podbić nawilżenie kremu, czy stworzyć dwufazowy nawilżacz z wybranym olejem. Tutaj mamy trzy wielkości cząsteczek kwasu hialuronowego, gdzie najmniejsze docierają głębiej w naskórku, przez co mamy szansę uzyskać lepsze nawilżenie, ale także przyspieszenie gojenia i regeneracji skóry. Drugim ciekawym składnikiem jest olej z opuncji figowej, tu w formie mikrokapsułek. To jeden z najdroższych olei, polecany szczególnie cerom dojrzałym, ale także wszelkim innym potrzebującym odżywienia. Cery tłuste także mogą się z nim polubić, gdyż nie jest komedogenny. Olej zawiera przewagę wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminę E i fitosterole, a działa regenerująco, antyoksydacyjnie i wygładzająco. Wart uwagi jest także ekstrakt z aksamitki o właściwościach antyoksydacyjnych i przeciwzapalnych.

 

Aqua, Propanediol (substancja nawilżająca, ułatwiająca wchłanianie innych), Opuntia ficus indica (Prickly Pear) Seed Oil (olej z opuncji figowej), Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu, humektant), Oligo Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy), Acacia Senegal Gum (guma arabska, substancja zagęszczająca), Tagetes Erecta Flower Extract (ekstrakt z aksamitki), Chitosan (substancja konsystencjotwórcza, regulująca lepkość i nawilżenia), Xanthan gum (guma ksantanowa, zagęstnik), Carbomer (substancja stabilizująca i zagęszczająca), Mica (and) iron oxides (and ) titanium dioxide (odbijają światło, dają efekt promiennej skóry), Ethylhexylglycerin (konserwant), Potassium sorbate (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Sodium Hydroxide (regulator pH)

 

Serum Bioetiq to gęsty żel, do tego stopnia, że utrzymujący formę kropli na skórze. W przezroczystym żelu widać zatopione granulki oleju z opuncji, które pod wpływem ciepła dłoni podczas rozmasowywania na skórze pękają i się rozpuszczają. Nie zmienia to w żaden sposób ani konsystencji, ani stopnia tłustości serum, który jest praktycznie zerowy. Sprawdza się bez zarzutu jako nawilżacz, ale czy robi coś ponadto? Chyba nie. Dobrze łączy się z wszelkimi innymi kosmetykami, nie stanowi też problemu jako baza pod krem z filtrem. Największym problemem dla mnie jest akurat duża pojemność przy krótkim czasie przydatności do użycia po otwarciu, choć warto także zwrócić uwagę na zawartość Phenoxyethanolu. To konserwant, który w pewnych badaniach na królikach został uznany za neurotoksyczny. Istnieje prawdopodobieństwo takiego działania oraz podrażnień, więc uważam, że najlepiej nie nakładać zawierających go kosmetyków na uszkodzoną lub osłabioną skórę.

 

Serum hialuronowe i olejowe to świetny miks. To z Bioetiq i Mokosh dobrze sprawdzały się razem, jak i w połączeniu z innymi kosmetykami. Spełniały swoje nawilżające i odżywcze funkcje. Serum hialuronowe ma nietypowy dodatek mikrokapsułek z olejem z opuncji figowej i piękną szklaną buteleczkę, a figowe sprawia, że cera kolejnego dnia wydaje się ożywiona i rozświetlona. Cena drugiego jest dość wysoka, a ja uwielbiam nowości, więc dalej szukam olejowego ideału 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o