Porównanie maseczek Czarszka – maska łagodząca, oczyszczająca i odświeżająca

maski Czarszka łagodząca odżwieżająca oczyszczająca annemarie

Wiem, że wiele z Was jest bardzo ciekawe tych masek. Moje testy trwały długo, bo całe 6 miesięcy PAO tych produktów, ale dzięki temu mogę Wam przedstawić swoją opinię po zużyciu całych opakowań.

Na zakup maseczki oczyszczającej zdecydowałam się tuż po jej premierze. Nieco obawiałam się sody w jej składzie, ale postanowiłam dać jej szansę. Pozostałe 2 opakowania trafiły do mnie w paczce PRowej od Czarszki w ramach jej akcji wspierania małych profili na Instagramie. Co miesiąc wybiera ona 1 osobę polecaną przez swoich obserwatorów pod tym postem, a ja miałam to szczęście, że napisałyście o mnie sporo ciepłych słów 🙂

Wszystkie 3 maseczki są w formie proszku, który trzeba samodzielnie rozrobić. Wystarczy do tego woda, ale można też użyć toniku, hydrolatu lub jogurtu i wzbogacić maskę np. kilkoma kroplami wybranego oleju, by wolniej zasychała. Każdy z tych szklanych słoiczków o pojemności 100ml kosztuje obecnie około 66-68zł i zawiera w składzie jakąś glinkę. Z tego względu warto pilnować. by nie wysychała na skórze, bo może ją podrażnić.

 

Maseczka oczyszczająca

Czarszka maska oczyszczająca

Ta wersja zaskoczyła mnie pod kilkoma względami. Jest czarnym proszkiem pachnącym węglem znajdującym się w składzie. Ponadto zawiera sporo innych substancji działających oczyszczająco, odtłuszczająco, ściągająco i matująco oraz regulujących wydzielanie sebum i zwężających pory. Mamy więc silnie oczyszczającą glinkę żółtą i ghassoul, delikatnie złuszczający puder z ananasa, błoto z Morza Martwego bogate w minerały, węgiel aktywny oraz sodę.

Soda była dla mnie pewnym problemem w tym składzie. To substancja zasadowa, podwyższająca pH skóry, więc niekoniecznie chciałabym nakładać ją na twarz. Uznałam jednak, że Czarszka nie dodałaby jej tak dużo, by mogła zbyt mocno podrażniać. Okazało się, że miałam rację!

Może to być również zasługa łagodzącego i przeciwzapalnego pudru lnianego. Wydaje mi się więc, że formuła jest odpowiednio zbalansowana, ale mimo wszystko zaleca się po zmyciu maseczki użyć toniku przywracającego naturalne pH.

 

Illite clay (żółta glinka), Moroccan Lava Clay (glinka ghassoul), Maris Limus (błoto z Morza Martwego), Charcoal Powder (węgiel aktywny), Sodium Bicarbonate (soda), Linum Usitatissimum Seed (Linseed) Powder (puder z nasion lnu), Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Powder (puder z ananasa), Citrus Aurantifolia (Lime) Essential Oil (olejek limonkowy)

 

Proszek najczęściej rozrabiałam po prostu z wodą, czasem z tonikiem łagodzącym Clochee, który ma dość prosty skład. Rozmieszaną maskę należy zostawić na jakąś minutę przed nałożeniem i wtedy dzieje się magia. Mikstura za sprawą sody zaczyna bąbelkować, co wygląda jak smoła w kociołku czarownicy 😉

Czarszka maski proszek

Powstaje delikatnie puszysta breja, którą można zacząć nakładać. Da się to zrobić palcami, ale ja wolę pędzel specjalnie przeznaczony do podkładu. Zostawia się ją na skórze zaledwie na 3-8 minut i nie można dopuścić do przyschnięcia. Zmycie w samo sobie nie jest problematyczne, ale potrafi nieźle zapaprać umywalkę lub wannę czarnym osadem.

Pomimo potrzeby sprzątnięcia, warto się pobawić! Okazuje się, że maska nie podrażnia nawet wrażliwej cery. Ani razu nie czułam ściągnięcia, przesuszenia ani nie zaczerwieniły się moje uwrażliwione na różne czynniki policzki. Pomimo silnych składników, to zaskakująco łagodny produkt i jednocześnie skuteczny.

Tak, rzeczywiście działa oczyszczająco i wygładzająco, pomimo stosunkowo krótkiego kontaktu ze skórą. Miałam po niej wrażenie bardziej ściągniętych i czystych porów, bez jakiegokolwiek dyskomfortu. To może być opcja szybkiego czyścika dla każdej cery!

 

Maseczka łagodząca

Czarszka maska łagodzące

Jaka to jest dobra maseczka! Tylko dlaczego aż taka kłopotliwa w użyciu?!

Ale po kolei! Bardzo podoba mi się jej skład, który murem stoi za nazwą. Mamy bowiem łagodzący i przeciwzapalny puder owsiany, puder lniany oraz gojący ekstrakt z nagietka. Jako bonus otrzymujemy antyoksydacyjną zieloną herbatę, nawilżające mocznik i kwas hialuronowy oraz matujący puder ryżowy, delikatnie kojący zmiany skórne i olejek lawendowy o właściwościach bakteriobójczych. Właśnie lawendą ta maska pachnie, jak na mój gust zbyt intensywnie, choć lubię lawendę.

 

Avena Sativa (Oat) powder (puder owsiany), Oryza Sativa (Rice) Powder (puder ryżowy), Linum Usitatissimum Seed (linen) Powder (puder lniany), Urea (mocznik), Camellia Sinensis (Tea) Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Calendula Officinalis Extract (ekstrakt z nagietka), Hyaluronic acid (kwas hialuronowy), Lavender essential Oil (olejek lawendowy)

 

Oprócz zbyt intensywnego zapachu, nie podoba mi się jeszcze konsystencja maski, która zmywa się wprost koszmarnie! Są w niej drobinki, chyba owsa, które podczas spłukiwania wplątują się we włosy oraz pomimo intensywnego ochlapywania wodą nadal zostają na twarzy. Czasami do tego stopnia, że musiałam je zdrapywać, momentami nawet doprowadzając do podrażnienia.

Gdyby nie, to maseczka naprawdę byłaby bez wad! To świetny produkt łagodzący podrażnienia i rumień oraz nawilżający skórę dzięki zawartości mocznika i hialuronu. Gdyby tylko był jednolitej, pudrowej konsystencji, naprawdę nie miałabym mu nic do zarzucenia. Maseczka byłaby świetną opcją dla wrażliwców, gdyby tylko usuwanie drobin nie powodowało skutków ubocznych, które ma ona łagodzić.

 

Maseczka odświeżająca

Czarszka maska odświeżająca

Po tej maseczce widzę u siebie najsłabsze efekty, choć bardzo podoba mi się jej formuła i konsystencja. To gładki proszek, który ładnie rozrabia się z wodą i aplikuje na skórę. Ma przyjemny dla oka, delikatnie miętowy kolor, bynajmniej nie Shrekowy 😉

Skład ponownie jest ładny: baza to delikatnie oczyszczająca biała glinka, łagodzący puder owsiany i ryżowy, a do tego antyoksydacyjna matcha, ujędrniająca alga spirulina oraz przeciwstarzeniowy miłorząb japoński wzmacniający naczynka. Widząc w składzie spirulinę można by się obawiać, że maseczka będzie trochę śmierdziała, ale zupełnie tak nie jest. Nie czuć tam też mandarynki z olejku eterycznego, ani też intensywnego błota/ryby, to coś bardziej stonowanego, choć można się domyślić, że algowego.

 

Kaolin Clay (biała glinka), Avena Sativa (Oat) Powder (puder owsiany), Oryza Sativa (Rice) Powder (puder ryżowy), Matcha Powder (matcha), Spirulina Platensis Powder (spirulina), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z miłorzębu japońskiego), Mandarin Essential Oil (olejek mandarynkowy)

 

Mimo wszystko po zmyciu maski, która dość szybko zasycha na skórze, nie czułam żadnych fajnych efektów. Co więcej, cera bywała podrażniona w partiach, gdzie maska zdążyła przyschnąć, a w innych czasami lekki wysuszona. Nie wiem z czego to wynikało, bo te dwie opisane wyżej nie sprawiały mi jakichkolwiek problemów.

Szkoda, że wersja odświeżająca nie sprawdziła mi się tak fajnie, jak się spodziewałam. Gdyby nie drobinki łagodzącej, to pewnie ona byłaby moją ulubioną, a tak uważam, że to oczyszczająca wypada najlepiej 🙂 Myślę, że to świetny, stosunkowo delikatny czyścik dla każdego.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Patrycja
2 miesięcy temu

Kupuję! Cudownie działa na moją cerę olej z czarnuszki, więc muszę spróbować tych kosmetyków 😉