Polny warkocz: porównanie esencji nawilżającej, regulującej i kojącej

esencje Polny warkocz

Podczas wiosennej edycji targów Ekocuda bliżej przyjrzałam się produktom naszej rodzimej marki Polny warkocz i nie mogąc zdecydować się na jedną esencję, kupiłam wszystkie 3 do przetestowania. W tej samej kategorii, ale z innym przeznaczeniem mamy jeszcze esencję micelarną do demakijażu, w opozycji do wspomnianych 3 produktów tonizujących wykazujących dodatkowe właściwości.

Wszystkie te produkty łączy kilka wspólnych cech. Każdą z esencji zamknięto w buteleczce z ciemnego szkła o pojemności 100ml, z prostą, żółtą etykietą i kwiatową grafiką. Ich ceny nie przekraczają 15 złotych, co stanowi naprawdę fajną opcję dla szukających naturalnych składów w opakowaniach zero waste.

Dodatkowo zawierają ferment z drożdży, który dzięki temu procesowi jest lepiej przyswajalny przez skórę, działa na nią kojąco i łagodząco. Tak więc wzięłam wszystkie esencje, najbardziej licząc na kojącą, a najmniej spodziewając się po nawilżającej. Jak to się skończyło i która została moja ulubioną?

 

Esencja kojąca złoty korzeń

Polny warkocz esencja kojąca

Esencja kojąca została moim pierwszym wyborem ze względu na ekstrakt z tarczycy bajkalskiej. Tarczyca bajkalska zawiera bajkalinę i bajkaleinę o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, a także rozjaśniające i przeciwzapalne oraz wydłużające życie komórek, co oznacza młodszy wygląd skóry. Prezentuje się to niezwykle obiecująco, więc gdy przeczytałam badania na temat tarczycy, koniecznie chciałam zaopatrzyć się w jakiś kosmetyk z jego udziałem. Ponadto mamy kojący hydrolat makowy, nawilżająca glicerynę oraz łagodzący pantenol.

 

Aqua (woda), Papaver Rhoeas Flower Water (hydrolat z maku), Glycerin* (substancja nawilżająca), Panthenol (substancja nawilżająca i łagodząca), Saccharomyces Ferment Filtrate (ferment z drożdży), Scutellaria Baicalensis Root (ekstrakt z tarczycy bajkalskiej), Benzyl Alcohol** (konserwant), Dehydroacetic Acid** (konserwant)

*składnik ekstraktu z korzenia tarczycy bajkalskiej

**układ konserwujący rekomendowany przez Eco-cert do stosowania w kosmetykach organicznych

 

Po zakupie oczywiście sięgnęłam po tę esencję jako pierwszą (porównanie cen – klik). Nie mogłam się doczekać, by zacząć ją stosować! To normalnej konsystencji płyn o lekko słomkowym zabarwieniu i aromacie kwiatów maku, bardzo delikatnym i przyjemnym dla nosa. Jeśli zaś chodzi o właściwości, spodziewałam się nieco większego działania w zakresie łagodzącym. Co prawda akurat w czasie stosowania nie miałam dużego problemu ze stanami zapalnymi, jak zdarza mi się zimą, więc esencja nie miała aż tak dużego pola do popisu.

Choć nie widziałam mocnych rezultatów, to lubiłam jej używać ze względu na zapach i wrażenie łagodności dla mojej cery. Przemyślę ponowny jej zakup ze względu na wspomnianą tarczycę bogatą w dobroczynne fenole, ale tym razem na chłodne miesiące, gdy moja cera potrzebuje większej dawki ukojenia i będę miała szansę obserwacji poprawy jej stanu.

 

Regulująca esencja z ekstraktem wierzby białej

Polny warkocz esencja regulująca

Druga buteleczka (porównanie cen – klik ) przeznaczona jest dla cer tłustych, mieszanych i problematycznych. Wynika to właściwości hydrolatu oczarowego działającego ściągająco i antybakteryjnie oraz wyciągu z wierzby białej zawierającego kwas salicylowy, który reguluje pracę gruczołów łojowych i odblokowuje zatkane pory.

 

Aqua (woda), Hammamelis Virginiana Leaf Water (hydrolat oczarowy), Glycerin* (substancja nawilżająca), Saccharomyces Ferment Filtrate (ferment z drożdży), Salix Alba Bark Extract (ekstrakt z wierzby białej), Benzyl Alcohol** (konserwant), Dehydroacetic Acid** (konserwant)

*składnik ekstraktu z wierzby białej

**układ konserwujący rekomendowany przez Eco-cert do stosowania w kosmetykach organicznych

 

Całe szczęście, esencja nie pachnie zbyt mocno oczarem. Wyczuwa się go w kompozycji, ale jest to zapach bardziej stonowany i ziołowy. Podobnie jak esencję kojącą, tę regulującą przelałam częściowo do butelki z atomizerem i stosowałam na dwa sposoby – rozpylając na skórę atomizerem albo wylewając odrobinę na dłonie i wklepując w twarz. Żaden ze sposobów nie sprawił, by esencja działała lepiej.

Przez całe 100 ml starałam się obserwować zachowanie skóry, licząc na rzeczywiste ograniczone wydzielanie sebum, być może nieco ściągnięte i czystsze pory. Niestety nie doczekałam się, bo esencja nic u mnie nie robiła. Nie zauważyłam żadnych efektów przypisywanych poszczególnym składnikom. Również dobrze mogłam aplikować aplikować wodę.

 

Nawilżająca esencja z mleczkiem pszczelim

Polny warkocz esencja nawilżająca

Z tym kosmetykiem wiązałam najmniejsze nadzieje. Sama nie jestem teraz pewna dlaczego, ale chyba chodziło mi o pszczeli składnik. Miód tego samego pochodzenia jest świetnym nawilżaczem, substancją wspomagającą gojenie  i tworzącą na skórze naturalny opatrunek. Skąd więc moja lekka niechęć do tej esencji? Doprawdy trudno mi to odgadnąć. W każdy razie użyte tu mleczko pszczele jest produkowane przez pszczoły z pyłku kwiatów, miodu i wody. Zawiera sporo witamin, minerałów i węglowodanów, a działa wygładzająco i nawilżająco.

Właściwości miodu – dlaczego warto go dodać do maseczki i do herbaty

 

Aqua (woda), Rosa Damascena Flower Water (hydrolat różany), Glycerin* (substancja nawilżająca), Royal Jelly (mleczko pszczele), Propanediol (substancja nawilżająca, ułatwiająca przenikanie innych), Saccharomyces Ferment Filtrate (ferment z drożdży), Benzyl Alcohol** (konserwant), Dehydroacetic Acid** (konserwant)

*składnik ekstraktu z mleczka pszczelego

**układ konserwujący rekomendowany przez Eco-cert do stosowania w kosmetykach organicznych

 

Esencja nawilżająca (porównanie cen – klik) jest przezroczystym płynem o zapachu kojarzącym się ze słodyczą miodu. Jej nakładaniu i wchłanianiu towarzyszy bardzo miłe uczucie prawie natychmiastowego kojenia, a następnie nawilżenia. Myślę, że wynika to nie jedynie z faktu zawartości mleczka pszczelego, ale również łagodzącego hydrolatu różanego, jednego z moich ulubionych, a przede wszystkim propanediolu. To roślinny odpowiednich Propylene glycol produkowanego z ropy naftowej – substancji nawilżającej, a jednocześnie ułatwiającej wchłanianie innych składników. Propanediol dodano jedynie do tej esencji i myślę, że to właśnie on wzmacnia nawilżenie dawane przez glicerynę i wspomniane już wcześniej substancje. 

Esencje Polny warkocz sporo łączy, ale i sporo dzieli. Do wersji regulującej już nie wrócę, natomiast do pozostałych dwóch jak najbardziej! Esencja kojąca mogłaby mi się lepiej sprawdzić przez zimne miesiące, ale warto się nią zainteresować dla samego ekstraktu z tarczycy bajkalskiej, który jeszcze dość rzadko widuję w składach INCI kosmetyków. Esencja nawilżająca rzeczywiście działa jak wskazuje nazwa, ale warto wspomnieć, że nie jest to produkt dla wegan, bo znajduje się w nim składnik pochodzenia odzwierzęcego. Uważam esencje marki za godne uwagi – to ładne składy w szkle i w niewygórowanej cenie. Byłabym skłonna zapłacić za nie więcej, gdyby na pierwszym miejscu miały od razu hydrolat zamiast wody – wtedy mogłyby działać jeszcze fajniej. 

Miałyście już okazję używać którejś z esencji? Jak wyglądają Wasze wrażenia w porównaniu do moich?

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o