Biochemia urody: peeling enzymatyczny, serum łagodzące SOS i żel hialuronowy z peptydami

Zakupy w Biochemii urody są dla mnie pewnego rodzaju nostalgiczną wycieczką. To pierwszy sklep z półproduktami, gdzie robiłam zakupy jeszcze jako nastolatka, a także początek mojej przygody z surowcami i naturalnymi kosmetykami. Co jakiś czas lubię tam wracać i testować kolejne nowości!

Najczęściej wybieram tu hydrolaty lub oleje, jednak ostatnio mam ochotę na więcej zestawów, szczególnie serum. Te zawierają bardzo ciekawe składniki, jak peptydy, czy bazy z mleczek lub hydrolatów. Kilka mam na oku, więc możecie się spodziewać, że niedługo będę mówić o nich więcej. Tymczasem chciałam krótko wspomnieć o 3 innych produktach, które zwróciły moją uwagę.

 

Żel hialuronowy z peptydami

 

Zazwyczaj decyduję się na czysty kwas hialuronowy, ale obok tego nie mogłam przejść obojętnie! To wszystko za sprawą dodatku sporej ilości peptydów, przy jednoczesnym pozostawieniu bardzo przystępnej ceny. Obecnie koszt żelu to 35zł za aż 60ml produktu.

Co mamy tak niezwykłego w składzie? Sam kwas hialuronowy występuje w 3 formach, w tym także ultramałocząsteczkowej docierającej nieco głębiej w naskórku i tam utrzymującej nawilżenie. Nawilżenie to główne działanie, jakiego oczekuję od żelu hialuronowego, ale nie pogardzę też dodatkowymi właściwościami. Tutaj zapewnia je baza w postaci mleczka owsianego, gdzie bardzo istotnym elementem jest betaglukan wykazujący działanie łagodzące, gojące i przeciwzapalne, a to tego wzmacnia stopień nawilżenia.

Prawdziwą gwiazdą składu są peptydy w 2 postaciach. Kompleks peptydowy – peptydy sojowe, ryżowe, enzym z drożdzy SOD  – poprawia mikrocyrkulacje w naczyniach krwionośnych oraz chroni przed wolnymi rodnikami i rozpadem kolagenu. Potrójne peptydy natomiast – dipeptyd, tripeptyd, tetrapeptyd – dodatkowo zwiększają produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego. Ich wspólne działanie objawia się wygładzeniem skóry, zmniejszeniem widoczności zmarszczek oraz poprawą jej nawilżenia.

**Jeśli szukacie składów typowo naturalnych, podkreśleniem zaznaczam substancje w takich kosmetykach nieakceptowane.

 

Potrójny żel hialuronowy: Sodium Hyaluronate; Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Phenoxyethanol (0.7%), Ethylhexylglycerin (0.05%)

Kwas hialuronowy ULMW: Hydrolyzed Hyaluronic Acid

Mleczko owsiane: Aqua, Glycerin, Avena Sativa Kernel Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Potassium Sorbate (0.2%), Sodium Benzoate (0.2%); Rosmarinus Officinalis Extract (0.03%)

Potrójne peptydy: Tetradecyl Aminobutyroylvalylaminobutyric Urea Trifluoroacetate, Palmitoyl Tripeptide-5, Palmitoyl Dipeptide-5 Diaminobutyroyl Hydroxythreonine, Glycerin, Aqua, Magnesium Chloride

Kompleks peptydowy: Water; Glycerin; Hydrolyzed Rice Bran Protein; Glycine Soja Protein; Superoxide Dismutase; Sodium Dextran Sulfate, Phenoxyethanol (0.9%), Sodium Benzoate (0.5%), Potassium Sorbate (0.01%) 

 

Ten żel to świetny produkt! Jest konsystencji tradycyjnego żelu hialuronowego o stężeniu 1,5%, a więc lejącej-żelowej. Wystarczą 2-4 krople, by pokryć całą twarz i szyję, przez co jest bardzo wydajny. Wydajny do tego stopnia, że dodawałam go do maseczek glinkowych dla podbicia nawilżenia, a mimo wszystko nie kończył mi się przez kilka miesięcy.

Hialuron wymaga dołożenia drugiego produktu zawierającego emolienty tworzące na skórze film chroniący przed odparowaniem wody, o czym mam nadzieję już wiecie. To produkt delikatnie lepki, ale właśnie ze względu na mieszanie go z kremem lub olejem nie stanowi to najmniejszego problemu. Jednocześnie czyni go to niezwykle uniwersalnym, gdyż każdy może dodać do niego swoje ulubione kosmetyki i tym samym zadbać o odpowiednie nawilżenie.

Stosowanie peptydów wymaga regularności. Trzeba kilku-kilkunastu tygodnie, by zauważyć ich efekty. Mam wrażenie, że dzięki ich obecności w żelu moja skóra była nie tylko dobrze nawilżona, ale także gładsza i jędrniejsza. Zdecydowanie warto zapoznać się z tym produktem! 

 

Przeczytaj też: serum rozjaśniające z Biochemii || serum z witaminą C Flavo-C

 

Peeling enzymatyczny do cery tłustej i mieszanej

 

Po peelingi enzymatyczne sięgam regularnie, ale ten był moim pierwszym w proszku, jeszcze przed tym z Melo (recenzja). Nie miałam więc pojęcia czego oczekiwać, a okazało się, że otrzymałam najsilniejszy peeling, jaki dane mi było stosować!

Peeling zawdzięcza swoje działanie 2 enzymom: papainie z papai i bromelainie z ananasa. Występują one w formie proszku, a więc aktywują się dopiero w momencie dodania wody. Większość kremowych peelingów bazuje na wodzie, więc pomimo stabilizacji odpowiednimi substancjami, mogą nie działać aż tak skutecznie, jak można się spodziewać. Tu jednak za każdym razem dostajemy świeżą porcję.

Oczywiście peeling to nie same enzymy. Jego bazę stanowi mączka owsiana zawierająca przeciwzapalny i łagodzący betaglukan oraz poprawiająca koloryt, antyseptyczna mączka ryżowa. Stały skład peelingu to zaledwie te 4 składniki, ale ja postanowiłam dobrać jeszcze dodatki przeznaczone do cery mieszanej i tłustej, a więc:

  • regenerującą, przyspieszającą gojenie masę perłową
  • kwas glicyryzynowy z lukrecji, czyli substancję o właściwościach przeciwzapalnych, antyseptycznych oraz redukujących powstawanie przebarwień
  • niacynamid, czyli składnik-orkiestrę: stymuluje produkcję kwasu hialuronowego, kolagenu i ceramidów w naskórku, przez co poprawia funkcje ochronne warstwy rogowej, zapobiega powstawaniu przebarwień, a także wspiera gojenie, redukuje rumień, stany zapalne, czy przetłuszczanie – przeczytaj poświęcony mu wpis!

 

Mączka owsiana: Avena Sativa (Oat) Kernel Flour

Mączka ryżowa: Oryza Sativa (Rice) Powder 

Enzymy: Bromelain; Papain

Ekstrakt z lukrecji: Dipotassium Glycyrrhizinate 

Masa perłowa: Mother of Pearl

Witamina B3: Niacinamide

 

A jak to wygląda w praktyce? Po dodaniu wody otrzymujemy papkę, którą wystarczy nałożyć na skórę na 10-15 minut. Ja czasem dodawałam do niej hydrolat i kwas hialuronowy lub aloes, żeby dodatkowo zadbać jeszcze o nawilżenie. Taka warstwa przysycha dość równomiernie na skórze bez powodowania uczucia pieczenia, czy ściągnięcia. Nie powoduje też u mnie zaczerwienienia.

Zabawa zaczyna się nieco później. Peeling w zaschniętej formie, podczas zmywania wodą, okazuje się szorstki, dają się wyczuć niewielkie drobinki, które drażnią skórę. Moim policzkom się to bardzo nie podobało, ale szczęśliwie nie reagowały podrażnieniem. Po zmyciu wydawałoby się, że właściwie nic się nie stało, ale 1-2 dni później zdarzało mi się zauważyć łuszczenie w okolicy nosa, nad wargami. To bardzo delikatny obszar, bardziej podatny na działanie substancji aktywnych.

W związku z tym uważam, że to silny produkt. Nie zrobił krzywdy moim wrażliwym obszarom skóry, ale łuszczenie jasno pokazuje, że ma w sobie moc! Takie plastikowe pudełeczko to kilkanaście użyć, a więc ponownie spora wydajność i wart uwagi produkt.

 

Serum łagodzące SOS

 

Ostatni produkt to coś wyjątkowego, szczególnie w tej cenie! Za 30zł otrzymujemy bowiem aż 40ml łagodzącego serum, które zastępuje mi kilkukrotnie droższe Niod Modulating glucosides (recenzja)! To świetny kosmetyk, zdecydowanie wart uwagi, zwłaszcza na jesień i zimę, gdy cera cierpi w chłody i niepogodę. Przyda się również przy kuracjach kwasowych, retinoidowych lub gdy czujemy, że pojawiło się jakieś podrażnienie lub zaczerwienienie. Skuteczne działanie zapewnia interesujący skład:

 

Mleczko owsiane: Aqua, Glycerin, Avena Sativa Kernel Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Potassium Sorbate (0.2%), Sodium Benzoate (0.2%); Rosmarinus Officinalis Extract (olejowy ekstrakt z rozmarynu – 0.03%)

Hydrolat z zielonej herbaty: Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Water 

Potrójny żel hialuronowy 1,5%: Sodium Hyaluronate; Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Phenoxyethanol (0.7%), Ethylhexylglycerin (0.05%)

Kwas glicyryzynowy: Dipotassium Glycyrrhizinate 

Kompleks flawonoidów: Propyl Gallate, Gallyl Glucoside, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Water, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid

Beta glukan 5%: Water; Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Phenoxyethanol (0,7%) 

Kompleks liposomowo-ceramidowy: Aqua; Glycerin; Lactis Lipida; Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil (olejowy ekstrakt z rozmarynu – 0.3%); Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

 

Mamy tu miks substancji o skumulowanym działaniu antyoksydacyjnym (zielona herbata), nawilżającym (beta glukan, hialuron o różnej wielkości cząsteczek, mleczko owsiane), przeciwzapalnym i kojącym (kompleks flawonoidów, beta glukan, kwas glicyryzynowy) oraz uszczelniającym warstwę rogową naskórka (ceramidy).  

Przeczytaj: jak działają ceramidy?

Suma tych składników naprawdę przekłada się na działanie 🙂 Bardzo polubiłam serum, które po zmieszaniu składników jest leciutkim, wodnistym produktem, idealnym do nałożenia po toniku lub od razu po umyciu skóry. Można też dodać do niego odrobinę ulubionego oleju lub dołożyć krem. Ale serum już samo w sobie fajnie łagodzi podrażnienia, delikatnie redukuje rumień oraz pomaga utrzymać nawilżenie. Do tego wystarcza na bardzo długo!

Naprawdę mocno polecam to serum, jeśli potrzebujecie czegoś regenerującego. Nawet tłuste skóry mogą je stosować, bo nie ma tu ciężkich, oblepiających składników!

Zobacz też:

Jak widzicie, produkty Biochemii urody są nieprzesadnie skomplikowane składowo, przyjemne cenowo i ewidentnie ukierunkowane na konkretne działanie, za co bardzo je lubię. Z chęcią regularnie wracam po kolejne zakupy w sklepie i Was też zachęcam do zajrzenia tam – a nuż wypatrzycie jakąś perełkę 🙂

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments