Naturalne filtry: mineralny Asoa SPF 50, krem Basiclab i Lady sunshine SPF 25 Be the sky girl

Sezon filtrowy w pełni, więc przychodzę z recenzją nowej partii filtrów – tym razem typowo naturalne propozycje 🙂

Od razu powiem, że będą to recenzje słodko-gorzkie, bo każdy z filtrów ma plusy, ale i kilka wad, na które warto zwrócić uwagę. Może jednak któryś wpadnie Ci w oko!

Zanim zaczniemy – warto wiedzieć, że mam cerę mieszaną w stronę tłustej, naczyniową. Mogę jedynie przypuszczać jak coś sprawdzi się na cerze suchej. Filtry nakładam w zalecanej ilości 2mg na cm2 skóry, a odpowiednią ilość odmierzam na wadze dla każdego nowego kremu.

 

Be the sky girl, LADY SUNSHINE Krem do twarzy SPF 25

 

Pierwszy filtr jest propozycją mineralną i niestety tylko z SPF 25, co jest dla mnie pierwszym minusem. Wolałabym, żeby ochrona była wyższa. To jednak sprawiłoby, że filtr stałby się znacznie cięższy i bardziej bielący.

W obecnej formie ma bardzo przyjemną formułę, która się łatwo aplikuje i rozkłada na skórze. Nie obciążą, nie daje tłustej ani klejącej warstwy – jest lekko satynowy i bardzo przyjemny w odbiorze.

Kolejne ale to bielenie – na mojej cerze w fototypie II jest minimalne, ale na ciemniejszej męża już bardzo widoczne i potrzebuje czasu, by powoli się unormować. Tak więc dodanie większej ilości tlenku cynku dla uzyskania wyższej wartości SPF robiłoby zapewne białą maskę.

 

Aqua (woda), Zinc Oxide (filtr), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Titanium Dioxide (filtr), Isoamyl Cocoate, Isoamyl Laurate, Hydrogenated Ethylhexyl Olivate (emolienty), Polyglyceryl-6 Stearate (emulgator), Propanediol (substancja nawilżająca), Polyglyceryl-3 Polyricinoleate (emulgator), Hydrogenated Olive Oil Unsaponifiables (emolient), Glycerin, Betaine (substancje nawilżające), Polyglyceryl-6 Behenate (emulgator), Xanthan Gum (zagęstnik), Polyhydroxystearic Acid, Hydrogenated Vegetable Oil (emolient), Baicalin (substancja przeciwstarzeniowa), Biosaccharide Gum-1 (zagęstnik), Lecithin (emulgator), Stearic Acid, Isostearic Acid (emolienty), Alumina (zagęstnik), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (emolient), Benzyl Alcohol, Salicylic Acid (konserwanty), Tocopherol (witamina E), Sorbic Acid (konserwant), Citric Acid, Sodium Phytate (regulator pH), Parfum (substancja zapachowa), Glyceryl Caprylate (emulgator), Sodium Anisate, Sodium Levulinate (regulatory pH), Alcohol (konserwant), Citronellol, Limonene (substancje zapachowe)

 

Skład jest naturalny, bez większych szaleństw. Najbardziej podoba mi się tu dodatek bajkaliny pozyskiwanej z tarczycy bajkalskiej. To substancja przeciwzapalna o udowodnionym działaniu przeciwstarzeniowym poprzez przedłużanie żywotności telomerów, czyli zakończeń chroniących nasze chromosomy podczas podziałów.

Filtrem jest miks dwutlenku tytanu oraz tlenku cynku, co daje szerokopasmową ochronę zarówno przed UVB wywołującym rumień, jak i UVA odpowiadającym za fotostarzenie.

Uważam, że to fajny produkt, ale głównie dla jasnych cer ze względu na rozbielenie i raczej w małym nasłonecznieniu przez średni SPF. Duży plus jednak za lekką formułę nieobciążającą tłustych cer.

 

Asoa, SPF 50 PA+++

 

Asoa to również filtr polskiej, naturalnej marki. Ponownie mineralny, ale już z wyższym SPF, więc bardziej praktyczny w mojej opinii.

Skład jest ładny, na działającym antyseptycznie hydrolacie z melisy zamiast wody – takie zastępstwo fajnie podbija właściwości pielęgnacyjne kosmetyków! Poza nim znajdziemy tu antyoksydanty, jak niacynamid i witamina E, nawilżający hialuron i przeciwstarzeniowy ekstrakt z opuncji figowej.

 

Melissa Officinalis Floral Water (hydrolat z melisy), Zinc Oxide (filtr), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Isostearate (emulgatory), Polyhydroxystearic Acid (emolient), Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate (emulgatory), Cetyl Alcohol (emolient), Panthenol, Hyaluronic Acid (substancje nawilżające), Niacinamide (niacynamid), Tocopheryl Acetate (witamina E), Prunus Avium Seed Oil (olej z pestek wiśni), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate (emolienty), Benzyl Alcohol (konserwant), Xanthan Gum (zagęstnik), Dehydroacetic Acid (konserwant), Aqua (woda), Opuntia Ficus Indica Stem Extract (ekstrakt z opuncji figowej)

 

Krem jest zamknięty w opakowaniu airless, przez co nie ma styczności ze środowiskiem – to świetne rozwiązanie dla filtrów! Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie od pierwszego użycia. Pachnie delikatnie, jego formuła jest kremowa, niezwykle przyjemnie rozprowadza się na skórze, przypominając mi zwykły krem odżywczy. Po wsmarowaniu nie bieli, odrobinkę się klei i błyszczy, ale nie otłuszcza skóry. Taki filtr z wielką chęcią stosowałabym w chłodniejsze miesiące jako odżywczą formułę na mojej tłustawej cerze, a na skórach suchych mógłby sprawdzać się niezależnie od pory roku.

Używam kilku filtrów naprzemiennie i po kilku tygodniach ten odstawiłam na chwilę, by sprawdzić coś kolejnego. Po powrocie po jakimś miesiącu niestety miałam już zupełnie odmienne wrażenia…

Nie mam pojęcia co się z tym kremem stało, ale wiem, że nie tylko u mnie i nie tylko w tej partii. Mój nie zmienił konsystencji, u niektórych natomiast rozwarstwił się lub zbrylił. Moja wersja zaczęła zachowywać się inaczej na skórze – stała się trudna do rozprowadzania, bardzo lepka, oporna pod palcami, robiła tłuste placki. Po trudnym rozprowadzeniu na skórze wyglądała tłusto, lepko i błyszcząco.

W tej pierwszej odsłonie bardzo polecałam ten filtr i wiem, że wiele osób się skusiło. W drugiej niestety się z nim męczyłam. 

Basiclab, lekki krem ochronny SPF50+

 

Trzecia propozycja jest już chemiczna, ale nie zawiera filtrów przenikających, jedynie stabilne składniki – Tinosorb S i M oraz Uvinul A Plus zapewniające szeroka ochronę przed UV. SPF jest na poziomie 50+, co w praktyce daje ponad 60, a ochrona przed UVA to 46,6. Wartości są baardzo wysokie, ale to nie wszystko! Mamy jeszcze bowiem deklarację ochrony przed światłem widzialnym, co cenne szczególnie dla osób z przebarwieniami oraz podczerwienią szkodząca m.in. naczynkowcom jak ja.

Skład obfituje w antyoksydanty, jak witamina C, E, ekstrakt z jagód, czy przeciwzapalny olej konopny i glukonolakton. To niezwykle kompleksowy skład dbający o ochronę przeciwsłoneczną także na dodatkowym poziomie zwalczania powstających wolnych rodników oraz pielęgnacji odżywczej.

 

Aqua (woda), Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate (filtry chemiczne), Coconut Alkanes (emolient), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok aloesowy), Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano) (filtr), Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol (emolienty), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator), Glycerin (substancja nawilżająca), Niacinamide (niacynamid), Cannabis Sativa Seed Oil (olej konopny), Urea (substancja nawilżająca), Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract (ekstrakt z borówki), Tocopherol (witamina E), Ascorbyl Tetraisopalmitate (witamina C), Gluconolactone, Calcium Gluconate (substancje przeciwzapalne), Decyl Glucoside (substancja myjąca, emulgująca), Propylene Glycol (substancja nawilżająca), Tocopheryl Acetate (witamina E), Xanthan Gum (zagęstnik), Citric Acid (regulator pH), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol (konserwanty)

 

Pozachwycałam się, to pora teraz przejść do kolejnej trudnej historii 😉 tutaj też nie obyło się bez niespodzianek!

Na początku sprawdzałam ten filtr równolegle do Asoa. Również rozprowadzał się bez problemu, leciutko rozbielał, jednak kolor znikał po kilku chwila i pozostawiał nieco lepkości oraz błysku. Byłam z niego dość zadowolona. Nagle jednak zauważyłam, że wydzieliły się w nim drobinki, które podczas nakładania praktycznie robiły mi peeling! Czegoś takiego nie mogłam stosować, co zgłosiłam marce.

Okazało się, że nie u mnie pierwszej się tak zadziało i już w nowym opakowaniu dostałam kolejną wersję produktu. W niej problem drobinek się już nie pojawił, za to mam kilka nowych obserwacji. Otóż w kolejnej odsłonie filtr zdecydowanie mniej świeci się na mojej skórze, jest satynowy-prawie matowy! Niestety trochę trudniej się rozprowadza, smuży i zdarza mu się rolować, zwłaszcza w okolicy oczu, brwi i ust. Po opanowaniu tego, wygląda na skórze naprawdę fajnie, ale wymaga sporo pracy.

Asoa i Baiclab dostałam do przetestowania od marek. Linki do kremów są afiliacyjne.

Na koniec jeszcze tabelkowe podsumowanie cech kosmetyków:

 

filtr Be the sky girl Basiclab Asoa
ochrona SPF 25 SPF 50+ (powyżej 60), PPD 46,6

ochrona przed IR+HEV

SPF 50, PA+++

(PPD od 8 do 16)

rodzaj filtra mineralny chemiczny mineralny
wygląd na skórze satynowy, lekkie rozbielenie na ciemniejszych skórach w nowej wersji satynowy-matowy, rolowanie przez pół opakowania lekki blask, potem tłusty błysk
odczucia komfortowe, bez lepkości i tłustości komfortowe, minimalna lepkość przez pół opakowania jak krem odżywczy, przyjemny, potem duża lepkość i tłustość
dla kogo jaśniejsze skóry przez rozbielenie, pod makijaż, użytek miejski każda skóra lubiąca filtry chemiczne cery suche, normalne,

w chłodne miesiące mieszane

waga 1 pompki około 0,2g około 0,8g około 0,22g
cena 80-89zł (ceneo) 119zł (ceneo)  92-109zł (ceneo)

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments