Odświeżenie wizerunku w klinice Dr Dębski – zabiegi, moje wrażenia, efekty!

Muszę przyznać, że miałam mnóstwo szczęścia! Wszystkie wizyty w klinice Dr Dębski bowiem były w ramach wygranej w konkursie organizowanym na Instagramie 🙂 Ale po kolei!

Jak do tego doszło?

 

Moją przygodę z odświeżeniem wizerunku zawdzięczam @ekspertkosmetyczny i konkursowi, gdzie trzeba było zgadnąć co Asia zrobiła sobie z medycyny estetycznej, oceniając po jej zdjęciu. 

Jestem mega szczęściarą, że mi się udało! Wygrałam wizytę u Asi, kosmetyki trychologiczne i właśnie serię wizyt w klinice! Zrzuty analizy mojej skóry głowy z wizyty pokazywałam na Instagramie – klik natomiast opis wszystkich zabiegów, moje wrażenia i efekty znajdziesz w tym wpisie!

Zacznijmy od stanu wyjściowego mojej skóry:

Konsultacja

 

Pierwszą wizytą była konsultacja, na której spędziłam aż godzinę! Kosmetolożka okazała się bardzo sympatyczna, chętnie odpowiadała na cały pakiet moich pytań i szybko wzbudziła moje zaufanie. W czasie wizyty wypytała mnie o pielęgnację, obejrzała dokładnie moją skórę, porozmawiałyśmy o jej potrzebach, a także moich oczekiwaniach, co chciałabym uzyskać 🙂

Wcześniej wysłałam do wglądu wyniki analizy Visia (tutaj możesz je obejrzeć), na których dokładnie widać co dzieje się z moją skórą. Po tym zaplanowałyśmy wstępnie zabiegi warte wykonania na mojej skórze, dostałam miniksiążeczkę z rozpiską problemów i umówiłam się na pierwszy zabieg – oczyszczanie wodorowe, która już długo za mną chodziło!

 

Oczyszczanie wodorowe AquaSure H2

 

 

O oczyszczaniu wodorowym słyszałam sporo dobrego, więc już od jakiegoś czasu bardzo chciałam się na nie wybrać! No to w końcu się udało 🙂

To zabieg szczególnie dobry dla cer tłustych, mieszanych, z zaskórnikami, potrzebujących oczyszczenia i odświeżenia. Można go wykonywać na cerze jak moja, czyli naczyniowa i reaktywna, jednak często nieco modyfikuje się kroki (liczba warstw, ruchy urządzeniem, wybór substancji), by lepiej je dopasować do widocznych podczas zabiegu reakcji skóry.

Przeciwwskazania do wykonania są jak dla większości zabiegów – choroby skóry, aktywny trądzik, opryszczka. Szczęśliwie nie trzeba przed nim odstawiać retinoidów!

Sam zabieg składa się z kilku etapów:

Etap 1: oczyszczanie wodorowe

Stosowana jest specjalna głowica, która wykorzystuje strumień wody nasyconej wodorem. Głowica jednocześnie dostarcza wodę i cząsteczki wodoru neutralizujące wolne rodniki, a inne otwory na jej powierzchni zbierają wodę z zanieczyszczeniami skóry. Delikatnie czuć strumień na skórze, ale to nic nieprzyjemnego.

Etap 2: peeling mieszanka kwasów

Na skórę za pomocą tej samej głowicy nakładane są warstwy mieszanki kwasów AHA w niskim stężeniu. Kolejna warstwa to tłuszczolubny kwas salicylowy pomagający na zaskórniki. U mnie były to pojedyncze warstwy ze względu na reaktywność skóry.

Krok dodatkowy

Na nosie i brodzie została użyta maska rozpulchniająca, a następnie usunięto ręcznie kilka zaskórników, które nie wyszły podczas oczyszczanie urządzeniem.

Etap 3: koktajl witaminowy

Kolejna nakładana warstwa to odżywczy miks nawilżający z witaminą C działającą antyoksydacyjnie i pobudzająco.

Krok 4: galwanizacja

Przy pomocy głowicy MCS wykonuje się stymulujący masaż. W dłoni trzyma się jedną elektrodę, podczas gdy druga jest przesuwana po twarzy. U mnie takich przejść było zaledwie kilka ze względu na już duże pobudzenie skóry po kwasach. Mikroprądy pobudzają mikrokrążenie, lekko obkurczają pory i wspomagają regenerację skóry.

Na koniec skóra została zabezpieczona kremem kojącym.

 

Moje wrażenia i efekty:

Cały zabieg trwa około godziny i w żadnym momencie nie jest specjalnie nieprzyjemny – jedynie delikatne rozgrzanie skóry po kwasach. Moja skóra znosiła go przeciętnie, z tego co powiedziała mi kosmetolozka – dość silnie zareagowała rumieniem właśnie na część z nakładaniem kwasów. Po całym zabiegu byłam nieźle zaczerwieniona!

Rumień zszedł ze skóry po około godzinie, a efekty oczyszczania możecie zobaczyć na zdjęciach – zostały wykonane po kilku dniach, bo chciałam zostawić trochę czasu kwasom na delikatne złuszczenie naskórka jeszcze po zabiegu.

Nos oraz broda są ewidentnie lepiej oczyszczone! niestety ja mam spory problem z bardzo szybkim utlenianiem sebum w porach. Wieczorem oczyszczam skórę dwuetapowo, a rano kropeczki znowu częściowo wracają. Tak więc efekt oczyszczenia też nie był u mnie zbyt długi – po jakimś tygodniu znowu się u mnie pojawiły!

Ogólnie uważam, że to ciekawy zabieg, wart wypróbowania na każdej skórze wymagającej odświeżenia. Jest mało inwazyjny, bezbolesny i stanowi dobry wstęp do wielu innych zabiegów kosmetycznych. U mnie efekt nie był specjalnie imponujący, ale sądzę, że jeszcze go za jakiś czas powtórzę – raczej nie samodzielnie, ale ponownie jako element serii 2-3 dopasowanych do mnie procedur.

Koszt oczyszczania wodorowego twarzy to 300zł.

Na kolejny etap swojej serii w Dr Dębski udałam się po kilku tygodniach:

 

Endermolift

O endermolifcie praktycznie nic nie wiedziałam, kiedy na niego szłam! Został dobrany specjalnie do moich potrzeb i wstępnie miał zostać połączony z peelingiem azelainowym, ale po reakcji mojej skóry na kwasy podczas oczyszczania wodorowego i na sam endermolift, kosmetolożka zdecydowała się go nie wykonywać.

Endermolift to kolejna nieinwazyjna metoda na poprawienie stanu skóry. Urządzenie wykonuje mechaniczny masaż przy pomocy dostosowanych do wielkości powierzchni twarzy głowic podciśnieniowych zasysających lekko skórę i dających dodatkowe wibracje ruchu rolek głowicy. W okolicy oka wykorzystywana jest mniejsza nakładka.

Można stosować go zarówno na twarz, jak i ciało. Wykonuje się go przy spadku jędrności, utracie owalu twarzy, cellulicie, obrzękach (także w ciąży), a nawet przy zastojach limfatycznych po operacjach! To ostatnie zastosowanie wydaje mi się szczególnie ciekawe.

U mnie zostały zastosowane dwa programy: najpierw drenaż, a później szybszy i intensywniejszy skupiający się na rozświetleniu skóry. Pierwszy był bardzo delikatny, ale przy rozświetleniu i szybszych ruchach głowicy miałam momentami wrażenie, że odpadnie mi glowa! Zachowanie głowicy i towarzyszący temu dźwięk kojarzył mi się z wirowaniem prania. Tak, wiem, świetne porównanie 🙂

Moje wrażenia i efekty:

Po godzinnym zabiegu moja skóra była dość mocno rozgrzana i zaczerwieniona, jednak wszystko zdążyło się uspokoić jeszcze zanim wróciłam do domu. W efekcie twarz rzeczywiście zdawała się jaśniejsza, rozświetlona. Zabieg ma też za zadanie stymulować produkcję kwasu hialuronowego i kolagenu, docelowo ujędrniając cerę, spłycając zmarszczki i poprawiając owal twarzy. Warto go wykonywać w serii, by uzyskać lepsze efekty. Cena pojedynczego na twarz i szyję to 300zł.

Moim ostatnim zabiegiem miał być laser. Kosmetolożka zasugerowała mi dwa do wyboru, dające nieco inny efekt, dostosowany do konkretnych problemów: 

  • Clearlift – na zmarszczki, utratę jędrności
  • Genesis – na rumień, fotostarzenie

 

Laser Cutera Excel HR => Genesis

Ze względu na cerę naczyniową, pojawiający się rumień i stany zapalne wybrałam ten drugi. Laser jest używany do zamykania naczynek, usuwania zmian rubinowych, czy brodawek, a także wyrównywania kolorytu.

Tutaj wiem, że można się takiego zabiegu obawiać, słysząc o jakichś przypadkach poparzeń, czy przebarwień wywołanych takimi działaniami. U mnie jednak był to już kolejny zabieg, wiedziałam czego mogę spodziewać się ze strony opiekującej się mna pani kosmetolog i nie miałam wątpliwości co do jej profesjonalizmu. Warto przed takim zabiegiem poznać osobę wykonującą w czasie wcześniejszych wizyt!

Otrzymałam zalecenie odstawienia kosmetyków z retinoidami na jakieś 2 tygodnie przed zabiegiem, ale to jedyne co musiałam zrobić w kwestii przygotowań. 

Przed samym wykonanie lasera miałam jeszcze szybki endermolift, by pobudzić skórę i uwypuklić miejsca z rumieniem. W ten sposób laser aleksandrytowy może zadziałać lepiej właśnie w kierunku naczyniowym. A działa na tej zasadzie, że jego wiązka o długości 1064 nm wnika na głębokość naczyń do skóry, którą podgrzewa do około 40-42 stopni. W efekcie otrzymujemy obkurczenie istniejącego kolagenu oraz pobudzenie tworzenia nowego. Dlatego finalny efekt widać dopiero po około półtora miesiąca!

Laser musi być wykonany w zaślepkach na oczy, by ich nie uszkodzić. Przyznam, że szłam na niego z pewnymi obawami, a właściwie lękiem – nienawidzę sytuacji, gdzie nie mogę otworzyć oczu! Pani kosmetolog jednak przez cały czas mówiła, co robi i ruchem dłoni wskazywała, gdzie będzie wykonywany dalszy etap. W ten sposób mój lęk powoli opadł i muszę przyznać, że nie trzeba się było tak bać!

Ja oczywiście nie widziałam, jak jest wykonywany zabieg, ale jego fragmenty zostały dla mnie nagrane. Podczas pracy głowicy widać przeskakuje po skórze plamkę – to naprawdę ciekawe! Możecie ten fragment zobaczyć w zapisanych relacjach na moim profilu na Instagramie –  klik!

Moje wrażenia i efekty:

Wykonuje się go etapami, po jednej partii twarzy. Laser rozgrzewa skórę, co na początku czuć jako lekkie ciepło, które powoli rośnie. W obrębie rozszerzonych naczyń i stanów zapalnych a także przy końcowych przejściach głowicy jest to już mniej przyjemne – to jak palące słońce w samo południe.

Po każdym etapie temperatura skóry jest mierzona, by kontrolować jej reakcję i zapewnić bezpieczeństwo zabiegu. Całość trwa oczywiście zależenie od tego, nad jaką parta się pracuje. U mnie endermolift + laser trwał blisko 1,5h.

Nie jest to najprzyjemniejszy zabieg – miejsca rumieniowe były u mnie mocno rozgrzane, czułam palenie. Na koniec skóra się zaczerwieniła, ale też ładnie powoli dochodziła do siebie przez kolejną godzinę.

Po zabiegu dbałam o jej nawilżenie, regenerację, stosowanie kremu z wysokim filtrem (w tym reaplikacje!) oraz nadal nie stosowałam retinoidów przez jeszcze 2 tygodnie.

Na finalne efekty czekałam od połowy marca do końca kwietnia, a zobaczyć je możecie na zdjęciach:

Czy są szczególnie imponujące? Moim zdaniem nie. Rumień mi się nadal pojawia, choć chyba nieco mniejszy w niektórych partiach policzków. Co jednak najciekawsze, zauważyłam, że moje pory na nosie stały się znacznie czystsze (te na brodzie również) i bardziej obkurczone! Czyżby to efekt obkurczenia kolagenu i wytworzenia nowego, który lepiej trzyma je w ryzach? Być może 🙂

Koszt zabiegu genesis na twarz to 850zł.

 

Finalne wrażenia

 

Bardzo się cieszę, że miałam okazję wykonania takiej serii! Czułam się odpowiednio zaopiekowana przez panią kosmetolog i dzięki temu też zdecydowałam się na laser.

Przyznam, że nie miałam jakichś konkretnych oczekiwać, jakie efekty chciałam uzyskać. Mam problem z rumieniem, tłustą cerę, nieco rozszerzone pory i pierwsze zmarszczki, więc liczyłam, że coś tutaj będzie można zadziałać. Najbardziej cieszę się z czystszych, obkurczonych porów na nosie, ale chciałabym dalej podziałać z rumieniem (mysle o innym laserze na naczynia), czy zmarszczkami mimicznymi pod oczami i dolinami łez (a więc inny laser lub mezoterapia). Prawdopodobnie jesienią wrócę do kliniki na kolejne zabiegi 🙂

Myślę, że to bardzo ważne, by mieć realne oczekiwania! Jednym zabiegiem, nawet laserowym, nie da usunąć się od razu wszystkich problemów! Niektórych nie da usunąć się wcale i warto też im zapobiegać, m.in. stosując filtry, czy szybko udając się do dermatologa, gdy pojawia się coś niepokojącego.

Przeczytaj tez: dobry dermatolog, czyli jaki? wizyta u dermatologa – oczekiwania a rzeczywistość 

I: co mogą dla Ciebie zrobić kosmetyki?  

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments