Ochrona przeciwsłoneczna 2019: All Good Sport Sunscreen SPF 30 i Mineral Fusion SPF 40 Moisturizer

Filtry przeciwsłoneczne to ciężki temat. Na blogu poruszam go już od dłuższego czasu, możecie znaleźć kilka wpisów na temat promieniowania (klik), rodzaju filtrów (klik) oraz przegląd kosmetyków z dobrym składem (klik). Kiedy jednak przechodzi od teorii do praktyki, sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Czy jakiś filtr może spełnić wszystkie nasze oczekiwania?

Wiemy, że kosmetyk z filtrem ma przede wszystkim chronić naszą skórę przed promieniami – zarówno UVB, jak i UVA, które są dla niej szkodliwe. Najlepiej używać filtrów przez cały rok, bo ilość UVA się nie zmniejsza z porą roku.  Często jednak formuły kosmetyków są na tyle zniechęcające, że nawet latem nie ma się ochoty sięgać po tubkę. Najlepiej, gdyby filtry nie bieliły zbyt mocno, dobrze się wchłaniały i nie obciążały skóry. Gdyby jeszcze w jakiś sposób pielęgnowały skórę, byłoby idealnie! Te z dobrym składem przeważnie są mineralne, przez co ich tłuszczowe formuły są dość gęste i mniej komfortowe w użyciu, niż byśmy chcieli. Czy zatem nie da się znaleźć czegoś, co będzie i chroniło, i nadawało się do użytku, który nie sprawiałby większych problemów? To trudne, ale nie niewykonalne. Opowiem Wam zatem jak spisały się moje dwa ostatnie wybory, które stosowałam wraz z mężem wiosną i wczesnym latem.

Oba produkty pochodzą z mojego przeglądu filtrów z dobrym składem oraz zawierają filtry mineralne. Kupiłam je na stronie iHerb i sprowadzałam ze Stanów. Gdybyście miały ochotę na coś podobnego, to pamiętajcie, że może się okazać, iż trzeba dopłacić cło – to około 20% kwoty zamówienia. Mnie to niestety spotkało. Wracając jednak do filtrów – każdy wybrałam z nieco innych powodów. Skład Mineral fusion nie jest idealny, bo mamy w nim silikon i Phenoxyethanol, ale skusił mnie peptyd w INCI, natomiast All Good miał świetną cenę! Zanim przejdę do samej recenzji, jestem ciekawa, czy zgadniecie, który spisywał nam się lepiej 🙂

Poznaj fakty i mity nt. ochrony przeciwsłonecznej – klik

 

All Good Sport Sunscreen SPF 30

Tę tubkę otworzyliśmy jako pierwszą. Kremu używał głównie mąż na twarzy, ja sięgałam po niego sporadycznie, bo przez większość czasu stosowałam krem koloryzujący z Clochee. Jednak podczas wyjazdu do Grecji, służył nam obojgu jako krem do twarzy i ciała. Mąż nie przepada za jakimikolwiek mazidłami, a musi stosować filtry, więc szukam dla niego jak najmniej kłopotliwej opcji. Taki filtr ma dobrze chronić oraz nie być zbyt lepki, bo wtedy po prostu pójdzie w kąt. Tu się na szczęście udało i dobiliśmy do dna!

 

Active Ingredient: Zinc Oxide 16% (Non-nanoparticle) 

Inactive Ingredients: Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice* (sok aloesowy), Arachidyl Alcohol (emolient), Arachidyl Glucoside (emulgator, detergent), Behenyl Alcohol (emolient, emulgator), Bisabolol* (substancja łagodząca), Butyloctyl Salicylate (rozpuszczalnik filtrów UV), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)* (masło shea), Calendula Officinalis (Calendula) Flower* (ekstrakt z kwiatu nagietka), Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract* (ekstrakt z liści zielonej herbaty), Caprylhydroxamic Acid (konserwant), Capryloyl Glycerin/Sebacic Acid Copolymer (zagęstnik, rozpuszczalnik), Caprylyl Glycol (emolient, humektant, promotor przenikania), Cellulose Gum (zagęstnik), Cetearyl Alcohol (emoleint), Cetyl Alcohol (emoleint), Citric Acid (regulator pH), Coco-Glucoside (detergent, rozpuszczalnik), Cocos Nucifera (Coconut) Oil* (olej kokosowy), Diheptyl Succinate (emolient), Glycerin (humektant), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil* (olej słonecznikowy), Mauritia Flexuosa (Buriti) Fruit Oil* (olej buriti), Microcrystalline Cellulose (zagęstnik), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil* (oliwa), Polyhydroxystearic Acid (emulgator dla filtrów UV, zagęstnik), Rosa Canina (Rose Hip) Seed Extract (ekstrakt z nasion dzikiej róży)*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil* (olej z pestek malin), Sodium Gluconate (substancja wiążąca jony metali), Sodium Hyaluronate (humektant), Sodium Stearoyl Glutamate (emulgator), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter* (masło kakaowe), Tocopherol (witamina E), Water (woda)

 

Krem od All good wybierałam na podstawie składu zamieszczonego na stronie iHerb (klik), gdzie kupiłam tubkę 89ml za niecałe 40zł. Po otrzymaniu przesyłki okazało się, że różni się on od tego na opakowaniu.Ten na stronie produktu był sporo krótszy i bardziej mi się podobał. Ten zamieszczony wyżej pochodzi już od producenta. Filtr bazuje na tlenku cynku o tradycyjnej, nie mikronizowanej cząsteczce. W formule znajdziemy sok aloesowy zamiast wody, co uważam za spory plus, a ponadto sporo substancji odżywczych, natłuszczających (masło shea, kakaowe, olej kokosowy, buriti, słonecznikowy, z pestek malin), substancje nawilżające (gliceryna, hialuron), łagodzący bisabolol, antyoksydacyjną zieloną herbatę, kojący nagietek, czy wzmacniającą naczynka dziką różę. Cięższe emolienty, tj, masła kakaowe i olej kokosowy, znajdują się nieco dalej na liście INCI, więc nie powinny być kłopotliwe nawet dla cer problematycznych. Jedynym, do czego mam zastrzeżenia, jest obecność detergentów (Arachidyl Glucoside, Coco-Glucoside). Prawdopodobnie są tu w roli rozpuszczalnika dla innych substancji. Choć to detergenty o niskiej sile, to przeważnie zbędny dodatek – substancji myjących nie powinno zostawiać się na skórze, bo ta może na nie źle reagować – a w przypadku kremu z filtrem nakłada się sporą jego porcję. W praktyce krem nie powodował ani u mnie, ani u męża nieprzyjemnych reakcji, jednak warto mieć to na uwadze.

Po wstrząśnięciu tubki i wyciśnięciu produktu, ukazuje nam się kosmetyk konsystencji mleczka. Jest lejące, prawie nietłuste, choć wyczuwa się w nim odrobinę czegoś cięższego (cynk), gęstszego. Aplikowane na skórę pozwala dość łatwo się rozprowadzić, a następnie dołożyć kolejną warstwę. Taki sposób aplikacji uważam za najlepszy, jeśli chodzi o filtry. Cieńszymi warstwami łatwiej jest wsmarować produkt w skórę, tak by się wchłonął, a następnie dodać kolejną porcję wymaganą do uzyskania ilości potrzebnej do zapewnienia deklarowanej na opakowaniu ochrony przeciwsłonecznej. Nawet po nałożeniu dwóch warstw, krem All good nie bieli na tyle, by nie można było od razu wyjść z domu. Delikatny, biały film znika w kilka minut wraz z minimalną lepkością. To olbrzymia zaleta, bo pozwala na wykonanie makijażu chwilę po użyciu kremu. Minerały z Annabelle Minerals bez problemu się na nim trzymają, nie tracąc przy tym na wyglądzie. Na ciele krem zachowuje się równie dobrze – nie lepi się, nie jest biały, nie sprawia problemów. Co istotnie, jest do 80 minut wodoodporny, czyli w ograniczonym zakresie nadal chronią zmoczoną skórę przez taki czas. Krem spisał się celująco podczas wyjazdu do Grecji i jak na ten moment, to chyba jak na ten moment najmniej problematyczny filtr, jakiego używałam, a było ich już kilka. Możecie już przeczytać recenzje:

Niestety o drugim kremie, co do którego miałam olbrzymie nadzieje, nie mogę się tak pozytywnie wypowiedzieć.

 

Mineral Fusion SPF 40 Moisturizer

 

Przy pojemności podobnej jak tubka All good, za ten krem zapłaciłam ponad 2x więcej (iHerb – klik). Dlaczego się na niego skusiłam? Z jednej strony skład nie jest idealny – zawiera silikon, który nie każdej cerze służy, a do tego nie jest przyjazny środowisku z powodu niskiej biodegradowalności oraz Phenoxyethanol – nieco kontrowersyjny konserwant, który może podrażniać skórę, a w przypadku większego wchłaniania istnieje pewne prawdopodobieństwo toksycznego oddziaływania na organy choć na tyle małe,  że nie polecałabym go stosować właściwie jedynie u mniejszych dzieci oraz na uszkodzoną skórę. Z drugiej strony natomiast mamy mnóstwo cennych substancji nawilżających, ekstraktów o wszechstronnym działaniu oraz peptyd. To właśnie on skłonił mnie do zakupu kremu. Palmitoyl Pentapeptide-3 stymuluje produkcję fibroblastów, gojenie ran i syntezę kolagenu oraz elastyny, a co za tym idzie poprawia wygląd skóry, ograniczając ilość zmarszczek i wygładzając skórę.

 

Active Ingredients    Titanium Dioxide 7.5%, Zinc Oxide 5.0% 

Mineral Water (Aqua) (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice* (sok aloesowy), Caprylic/Capric Triglyceride (emoleint), Ethylhexyl Palmitate (emolient), Glyceryl Stearate (emolient), Cetyl Dimethicone (emolient, silikon), Vegetable Glycerin (substancja nawilżająca), Hexyl Laurate (emolient), Polyglyceryl-4 Isostearate (emolient, emulgator), Cetyl Alcohol (emolient), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil* (olej jojoba), Butyrospermum Parkii (Shea Butter) (masło shea), Panthenol (Vitamin B5) (substancja nawilżająca), Malachite Extract (ekstrakt z malachitu), Smithsonite Extract (ekstrakt ze smithsonitu), Rhodochrosite Extract (ekstrakt z rodochrozytu), Hematite Extract (ekstrakt z hematytu), Palmitoyl Pentapeptide-3 (peptyd), Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract* (ekstrakt z ogórka), Tocopherol (Vitamin E) Acetate (witamina E), Allantoin (substancja łagodząca), Soy Lecithin (lecytyna sojowa), Camellia Sinensis Leaf Extract* (ekstrakt z liście zielonej herbaty), Sodium PCA (substancja nawilżająca), Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), Chamomilla Recutita (Matricaria)* (rumianek), Rosemary Officinalis (Rosemary) Leaf Oil (olejek rozmarynowy) , Calendula Officinalis Flower Extract* (ekstrakt z kwiatów nagietka), Cedrus Atlantica (Cedarwood) Bark Oil (olejek z cydru atlaskiego), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z miłorzębu japońskiego), Alaria Esculenta (Sea Kelp) (brązowe algi), Pelargonium Graveolens (Geranium) Flower Oil (olejek z kwiatów pelargonii pachnącej), Magnesium Aluminum Silicate (substancja konsystencjotwórcza), Ethylhexylglycerin (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant). *Certified Organic

 

Miało być tak pięknie, a niestety nie dałam rady sprawdzić efektów. Dlaczego? Okazało się, że krem jest tak ciężki na skórze, zostawia uczucie lepkości na długi czas i bieli do poziomu ducha, że po kilku użyciach zupełnie się zniechęciłam. Formuła jest gęstsza niż All good, w dotyku nieco bardziej tłusta. Nie sprawia problemu podczas nakładania, w czym też pewnie zasługa silikonu, który nadaje kosmetykom przyjemniejszą konsystencję. To, jak zachowuje się i wygląda na skórze – to po prostu katastrofa. Dwie warstwy filtra sprawiają, że moja twarz jest trupioblada. Efekt nie znika przez długi czas, podobnie jak lepkość, która po kilkunastu minutach nadal znacząco utrudnia wykonanie makijażu. O ile przy poprzednim filtrze skóra wyglądała naturalnie, to przy bieli Mineral fusion nie sposób obejść się moim zdaniem bez makijażu. Być może na plaży taka biel to nie kłopot, jednak lepkość już tak – kto chciałby zaraz zostać oblepiony piaskiem? Podczas wakacji próbowałam używać go na ciało, tu było nieco lepiej, ale pozostawiał mi nieprzyjemne odczucia. Tak więc nie sprawdziłam, czy krem działa w jakimś zakresie nawilżająco albo wygładzająco. Naprawdę liczyłam na fajne efekty używania tego kosmetyku, ale ogromnie się zawiodłam.

Jak się zapewne domyślacie, spokojnie mogę polecić filtr All good – pomimo małej wady w składzie, to świetny produkt w przystępnej cenie. Mineral fusion natomiast to mały koszmarek, na który szkoda pieniędzy – chyba że ktoś lubi totalne wybielenie 😉

 

 

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AnneMagda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Ja mam skórę atopową ( baaardzo wrażliwa i wybredna jeśli chodzi o kremy itp) dlatego krem z filtrem jest jeszcze bardziej problematyczną sprawa. Znalazłam całkiem niezły z Atopis, SPF 30, nie podrażnia więc puki co nie ryzykuje nic nowego.